Polską sieć szpitali może czekać poważna przebudowa. Filip Nowak, prezes Narodowego Funduszu Zdrowia, uważa, iż – jak podaje Rynek Zdrowia – całodobowa gotowość do przyjmowania pacjentów w nagłych stanach potrzebna jest w około 200-210 wieloprofilowych szpitalach. Pozostałe placówki nie musiałyby znikać, ale część z nich mogłaby działać w zupełnie innym
modelu.Chodzi m.in. o większe nastawienie na leczenie planowe i ambulatoryjne zamiast kosztownego utrzymywania pełnej gotowości przez 24 godziny na dobę.Nie każdy oddział musi działać przez całą dobęArgument NFZ jest prosty: utrzymywanie całodobowej gotowości kosztuje, wymaga odpowiedniej liczby lekarzy, pielęgniarek, diagnostyki i zaplecza zabiegowego. Tymczasem w części szpitali liczba nagłych przypadków jest
niewielka.Nowak przekonuje, iż nie każdy oddział zabiegowy musi pracować całą dobę, o ile analizy pokazują, iż np. w weekendy praktycznie nie przyjmuje pacjentów. Alternatywą może być wykonywanie świadczeń planowych albo utworzenie ambulatorium doraźnego. Prezes NFZ podkreśla przy tym, iż restrukturyzacja i konsolidacja nie muszą oznaczać likwidacji szpitala.W praktyce prowadziłoby to do wyraźniejszego podziału. Ciężkie i nagłe przypadki byłyby koncentrowane w dużych szpitalach dysponujących odpowiednim zapleczem, natomiast część mniejszych placówek mogłaby skupić się na innych formach leczenia.W Polsce działa ćwierć miliona SOR-ówSkala potencjalnych zmian jest duża. Według Ministerstwa Zdrowia w Polsce funkcjonuje w tej chwili 251 szpitalnych oddziałów ratunkowych. SOR musi mieć całodobowy dostęp m.in. do laboratorium, tomografii komputerowej, USG i badań endoskopowych. W szpitalu muszą być również odpowiednie oddziały, w tym chirurgia, interna oraz anestezjologia i intensywna
terapia.Nie oznacza to jednak, iż po reformie z obecnych 251 SOR-ów automatycznie pozostanie 210. Prezes NFZ mówi o liczbie szpitali zapewniających kompleksową całodobową pomoc w nagłych przypadkach, a SOR jest konkretnym elementem systemu Państwowego Ratownictwa
Medycznego.Co więcej, resort zdrowia informował wcześniej w Sejmie, iż planowane jest otwarcie 20 kolejnych SOR-ó
w.Ponad 6 milionów pacjentów w ciągu rokuZmiany dotyczyłyby systemu, z którego rocznie korzystają miliony pacjentów. Według GUS w 2025 r. z doraźnej pomocy w SOR-ach lub izbach przyjęć skorzystało 6,6 mln osób, o 2,9 proc. więcej niż rok wcześ
niej.Po udzieleniu pomocy 4,9 mln pacjentów wróciło do domu, natomiast około 1,7 mln zostało objętych leczeniem
szpitalnym.Problem w tym, iż na SOR-y trafia również wielu pacjentów, którzy nie wymagają ratowania życia lub zdrowia. NIK ustaliła podczas kontroli, iż blisko połowa pacjentów badanych oddziałów nie wymagała pilnej pomocy. Około 45 proc. otrzymało kategorię triażu pozwalającą na skierowanie do podstawowej opieki
zdrowotnej.Lekarz pracował 144 godziny bez przerwyDrugim poważnym problemem są kadry. NIK wskazuje, iż brak lekarzy pozostaje jednym z najpoważniejszych problemów systemu
ratownictwa.Kontrolerzy stwierdzili przypadki pracy lekarzy na SOR-ach przez ponad 24 godziny bez przerwy. Rekordowy przypadek wykryto w szpitalu powiatowym w Sulęcinie, gdzie lekarz pracował nieprzerwanie przez 144
godziny.Koncentracja nagłego leczenia w mniejszej liczbie odpowiednio wyposażonych szpitali miałaby więc nie tylko ograniczyć koszty, ale także pozwolić na lepsze wykorzystanie deficytowego
personelu.Czy do szpitala trzeba będzie jechać dalej?Dla pacjentów najważniejsze jest jednak inne pytanie. o ile część mniejszych szpitali zrezygnuje z pełnej gotowości zabiegowej przez 24 godziny na dobę, to jak daleko trzeba będzie jechać z zawałem, ciężkim urazem czy innym nagłym przypadkiem?Na razie nie ma listy około 210 placówek, które miałyby tworzyć taki całodobowy trzon systemu. Nie ma też podstaw, żeby twierdzić, iż pozostałe szpitale zostaną zamknię
te.NIE PRZEGAP:Kierunek zmian jest jednak coraz wyraźniejszy: najcięższe przypadki mają być skupiane tam, gdzie przez całą dobę dostępni są specjaliści, diagnostyka i odpowiednie zaplecze. Mniejsze szpitale mogą natomiast w większym stopniu przechodzić na leczenie planowe i
ambulatoryjne.Jeżeli ten model zostanie wdrożony na szeroką skalę, będzie to jedna z największych zmian w organizacji polskiego lecznictwa szpitalnego ostatnich lat.