Wizzair z Warszawy awaryjnie wylądował w drodze do Oslo. Dym w kabinie z baterii telefonu pasażera

1 godzina temu

Samolot linii Wizzair, lecący w poniedziałek po południu z Warszawy do Oslo, musiał awaryjnie lądować na lotnisku Torp. Przyczyną było pojawienie się dymu w kabinie. Na pokładzie znajdowało się 214 osób – wszystkie zostały bezpiecznie ewakuowane po wylądowaniu, nikt nie odniósł obrażeń.

Samolot Wizzair na lotnisku. | Fot. Warszawa w Pigułce.

Winna bateria telefonu jednego z pasażerów

„Według wstępnych ustaleń przyczyną pojawienia się dymu była usterka baterii telefonu komórkowego, należącego do jednego z pasażerów” – przekazała PAP rzeczniczka portu lotniczego Oslo-Torp Tine Kleive-Mathisen. Na miejsce skierowano straż pożarną, policję oraz zespoły ratownictwa medycznego – standardowy zestaw służb przy tego typu zdarzeniach, niezależnie od tego, jak poważna faktycznie okaże się sytuacja.

Lotnisko na chwilę wstrzymało ruch

Port lotniczy został na krótko zamknięty, żeby umożliwić przeprowadzenie akcji ewakuacyjnej i sprawdzenie maszyny. Po zakończeniu działań służb wznowiono normalne funkcjonowanie lotniska. Samolot w rejs powrotny do Warszawy wystartował z godzinnym opóźnieniem – stosunkowo niewielkim jak na incydent tej skali.

Mała poprawka do nazwy lotniska

Warto sprostować jedną rzecz, która pojawiła się też w części doniesień: Torp nie leży w Oslo. To osobne lotnisko w miejscowości Sandefjord, oddalone od norweskiej stolicy o około 110 kilometrów. Nazwa „Oslo-Torp” to marketingowe określenie stosowane przez tanie linie lotnicze, podobnie jak niemiecki „Frankfurt-Hahn” leżący kilkadziesiąt kilometrów od faktycznego Frankfurtu. Loty Wizzair z Warszawy do Oslo lądują właśnie na Torp, podczas gdy inne linie z Polski do Norwegii korzystają z głównego lotniska Oslo-Gardermoen, położonego bezpośrednio przy stolicy.

Bateria telefonu w bagażu podręcznym to nie błahostka

Baterie litowo-jonowe w telefonach, powerbankach czy laptopach potrafią się przegrzewać i zapalać w rzadkich, ale realnych przypadkach – to dlatego linie lotnicze konsekwentnie proszą o trzymanie ich w bagażu podręcznym, nie w luku bagażowym, gdzie ewentualny pożar trudniej wykryć i ugasić w porę.

Uszkodzony, spuchnięty lub przegrzewający się telefon podczas lotu wymaga natychmiastowego zgłoszenia załodze, nie samodzielnego chowania go do torby czy kieszeni – personel pokładowy ma przeszkolenie i sprzęt do bezpiecznego opanowania takiej sytuacji, znacznie skuteczniejszy niż improwizacja pasażera.

Podróżni czekający na powrotny rejs z Oslo do Warszawy tego dnia mieli podstawy liczyć się z opóźnieniem – w przypadku podobnych incydentów warto na bieżąco sprawdzać status lotu bezpośrednio w aplikacji przewoźnika, zamiast polegać wyłącznie na tablicach odlotów na lotnisku.

Idź do oryginalnego materiału