Włodawski akustyk omal nie stracił słuchu

1 godzina temu

Przez kilkanaście dni nie było pewności, czy groźny, ale według naszych informacji oficjalnie nigdzie niezgłoszony, incydent, do którego doszło podczas Jarmarku Paulińskiego we Włodawie nie pozostawi trwałych, fatalnych następstw. Muszkiet jednego z rekonstruktorów wypalił tuż przy głowie obsługującego imprezę akustyka. Mężczyzna z krwawieniem z ucha trafił do specjalistycznego szpitala.

Do zdarzenia doszło podczas drugiego dnia Jarmarku Paulińskiego, który odbywał się pod koniec sierpnia. Jednym z elementów imprezy były rekonstrukcje historyczne z udziałem grup odtwarzających XVII-wieczną potyczkę z czasów Potopu Szwedzkiego. W pokazach wykorzystywano m.in. muszkiety, samopały i armaty, a hukowe salwy były jedną z atrakcji wydarzenia.

W pewnym momencie jeden z rekonstruktorów, trzymając muszkiet tuż przy głowie akustyka obsługującego imprezę, pociągnął za spust. Huk i fala ciśnienia były na tyle silne, iż z ucha mężczyzny zaczęła płynąć krew. Pojawiło się podejrzenie uszkodzenia błony bębenkowej.

Dla osoby, która zawodowo zajmuje się dźwiękiem, taki uraz mógł mieć szczególnie poważne konsekwencje. Poszkodowany został przewieziony prosto z jarmarku do specjalistycznego szpitala w Lublinie.

Na szczęście badania wykazały, iż błona bębenkowa nie została przerwana. Choć przez kolejne dni nie było jeszcze pewności, jakie będą ostateczne skutki urazu, dziś wszystko wskazuje na to, iż słuch powróci i zdarzenie nie pozostawi trwałych następstw.

To również ważna przestroga. Rekonstrukcje historyczne z wykorzystaniem broni czarnoprochowej są coraz popularniejsze i pojawiają się na wielu lokalnych imprezach. Choć nie używa się w nich ostrej amunicji, sam huk, płomień i fala ciśnienia mogą być niebezpieczne. Przy tego typu pokazach konieczna jest więc szczególna ostrożność i zachowanie odpowiedniej odległości od widzów oraz obsługi technicznej.

Idź do oryginalnego materiału