Wstawiasz pralkę o 23:00? Sąsiad ma prawo wezwać policję. Prawo mówi wprost

1 godzina temu

Przekonanie, iż do 22:00 można robić wszystko, a potem trzeba zachować ciszę, to jedna z największych mitów prawnych w Polsce. Rzeczywistość jest bardziej złożona – i dla jednych korzystniejsza, a dla innych mocno zaskakująca.

Fot. Shutterstock

Wielu mieszkańców bloków żyje w przekonaniu, iż cisza nocna to święty czas od 22:00 do 6:00, kiedy nikt nie ma prawa wydawać głośniejszego dźwięku. Problem w tym, iż polskie prawo nie zna takiego pojęcia. W żadnym kodeksie nie znajdziemy zapisu mówiącego o „ciszy nocnej” w konkretnych godzinach. To zwyczaj, który wprawdzie funkcjonuje w regulaminach spółdzielni mieszkaniowych, ale nie ma mocy ustawowej.

Mit o godzinie 22:00 to nie cała prawda

Przepisy chronią spokój mieszkańców, ale robią to w sposób, który może zaskoczyć. Art. 51 Kodeksu wykroczeń mówi jasno: „Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny”. najważniejsze słowo to „wybryk”. To nie każda czynność generująca dźwięk.

Przepis działa całą dobę, nie tylko w nocy. Sąsiad słuchający heavy metalu na balkonie o 14:00 łamie prawo tak samo, jak gdyby robił to o północy. Z drugiej strony, zwykłe czynności życiowe – choćby w środku nocy – nie muszą być automatycznie uznane za wykroczenie.

Pralka wirująca o północy: wykroczenie czy potrzeba dnia codziennego?

To pytanie coraz częściej pojawia się na sali sądowej. Sądy patrzą dziś na sprawę przez pryzmat nowoczesnego społeczeństwa, w którym ludzie pracują na zmiany, wracają późno do domu i robią pranie wtedy, kiedy mogą. jeżeli pralka jest sprawna i nie generuje nadmiernego hałasu, jej włączenie o 23:00 może być uznane za czynność bytową, a nie wybryk.

To oznacza, iż wezwanie policji do sąsiada prającego nocą może skończyć się pouczeniem… dla zgłaszającego. Oczywiście, jeżeli mowa o starej, rozklekotanej pralce, która hałasuje jak młot pneumatyczny, sytuacja wygląda inaczej. Wtedy policja ma podstawy do interwencji.

Gdy mandat może być dotkliwy

Jeśli funkcjonariusze uznają, iż doszło do zakłócenia spokoju, mandat może wynieść od 20 do choćby 5000 zł. Gdy sprawa trafi do sądu – co zdarza się w przypadku odmowy przyjęcia mandatu lub powtarzających się zgłoszeń – kara może być jeszcze wyższa.

Rozmowa zamiast wojny sąsiedzkiej

Zanim wezwiesz patrol, warto zastanowić się, czy hałas rzeczywiście przekracza granice rozsądku. Płaczące dziecko nie jest wybrykiem. Głośny seks – choć może być krępujący – również nie musi być podstawą do interwencji, o ile nie ma charakteru demonstracyjnego.

Policja coraz częściej podchodzi do takich zgłoszeń z dystansem. Funkcjonariusze wiedzą, iż nie każdy dźwięk to wykroczenie, a konflikt sąsiedzki to często kwestia braku komunikacji. Dlatego zanim sięgniesz po telefon, zapukaj do sąsiada. W większości przypadków to załatwia sprawę szybciej niż wezwanie służb.

Mieszkanie w bloku to sztuka kompromisu. Prawo nie chroni nas przed każdym odgłosem z sąsiedniego mieszkania – chroni przed „wybrykami”, czyli zachowaniami rażącymi i nieuzasadnionymi. Dla jednych to ulga, dla innych rozczarowanie. Najważniejsze, żeby rozumieć różnicę.

Idź do oryginalnego materiału