Miłość, która narodziła się z pasji
Historia tej pary jest najlepszym dowodem na to, iż Biskupizna to nie tylko "eksponaty": w muzeum: taniec, śpiew czy odświętny ubiór, ale żywe środowisko, które kształtuje ludzkie losy. Adrianna i Łukasz poznali się właśnie dzięki aktywności "jednej wielkiej rodzinie", jak nazywają Biskupian.
- Od samego początku chcieliśmy mieć wesele w biskupiańskim stylu. Przecież poznaliśmy się dzięki temu wspólnym występom w Biskupiańskim Zespole Folklorystycznym z Domachowa i Okolic. Łukasz jest w nim większość swojego życia, ja wstąpiłam dwa i pół roku temu, a przyszłego męża znam troszkę ponad dwa lata. Także wszystko tak naturalnie się złożyło wyszło - wspomina z uśmiechem panna młoda.
Rzeczywiście, dla Łukasza Janika, Biskupizna to tak naprawdę całe życie, dlatego wybór formy uroczystości był zwyczajnie kontynuacją rodzinnej historii
- Dziewętnaście lat jestem w zespole. Moi dziadkowie i pradziadkowie szli do ślubu po biskupiańsku. Stwierdziłem, iż tę tradycję trzeba podtrzymać i przekazać dalej, bo w tych czasach już mało kto to robi - tłumaczy pan młody.
Oboje nowożeńcy to już nie "podlotki" - Łukasz ma 31 lat, a Adrianna 33 lata - co sprawia, iż decyzja o tradycyjnym weselu była w pełni świadomym wyborem i wyrazem głębokiego przywiązania do małej ojczyzny.
DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU POD ZDJĘCIEM - KLIKNIJ, żeby PRZECZYTAĆ FOTOREPORTAŻ
https://gostynska.pl/kultura/wesele-biskupianskie-michala-i-marty-chudych-w-sikorzynie-panna-mloda-i-pan-mlody-w-prezencie-slubnym-dostali-kurczaki/Nv5ELus2zkHJncmFYkcjPraktyka i teoria pod jednym dachem
Co ciekawe, w małżeństwie Adrianny i Łukasza doszło do wyjątkowego połączenia wieloletniej praktyki z wiedzą naukową. Adrianna do mikroregionu folklorystycznego podeszła również od strony akademickiej.
- Pisałam pracę licencjacką i magisterską na temat Biskupizny, także od tej podszewki, od strony teoretycznej też to dobrze znałam - wyjaśnia Adrianna Wencel.
Gdy zapytana, czy dzięki temu jest w stanuie zaskoczyć czymś swojego partnera "przesiąkniętego" kulturą biskupiańską "do cna" odpowiada iż w kulturze tradycyjnej najważniejsze jest doświadczenie wyniesione z codziennego obcowania z muzyką i tańcem?
- Nie, raczej to działa w drugą stronę. Jak żyje się tą tradycją na co dzień, to dużo więcej się wie - podkreśla panna młoda.
Zgodnie z pradawnym ceremoniałem
Dzień ślubu został zaplanowany z dbałością o najmniejsze detale, tak aby odtworzyć pełen obrzęd biskupiańskiego wesela. Wszystko rozpoczęło się już w domu rodzinnym Łukasza Janika w Sułkowicach.
- Od wyjechania od pana młodego z domu, z grajkami i z gośćmi przed przyjazd do przyszłej żony do domu i odebranie tradycyjnego błogosławieństwa od rodziców wybranki, po mszę świętą i ślub w kościele - relacjonuje Łukasz Janik.
Ślub w kościele parafialnym pod wezwaniem świętego Mikołaja w Krobi zgromadził oprócz rodziny i przyjaciół, także większość członków Biskupiańskiego Zespołu Folklorystycznego z Domachowa i Okolic. Po nabożeństwie orszak ślubny zaprezentował się w pełnej krasie.
- Zostaliśmy powitani tak jak dawniej. Z kościoła pojechaliśmy końmi i bryczkami na salę weselną. Tam czekało na nas błogosławieństwo oraz powitanie przez kucharki biskupiańskie. Zaplanowaliśmy pełen występ, cały obrządek, tradycyjny pierwszy taniec - przodek, aby było dokładnie tak, jak kiedyś – dodają z dumą nowożeńcy.
DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU POD MATERIAŁEM FILMOWYM
Wsparcie mistrzów i „jedna wielka rodzina”
Przygotowanie wesela według dawnych prawideł wymagało ogromnej wiedzy na temat stroju oraz samych zwyczajów. W tych przygotowaniach narzeczeni nie byli jednak osamotnieni. Nieocenioną pomocą służyli doświadczeni "ambasadorzy" biskupiańskiej tradycji.
- Mieliśmy wielkie wsparcie od pana Franka Jesiaka z Krobi i pani Ani Chudej z Posadowa. Jak czegoś nie wiedzieliśmy do końca – czy to o ubiorze na wesele, czy o szczegółach obrzędów – zawsze nam pomagali. Wspierali nas też wszyscy znajomi i koledzy z zespołu, a świadkowie czuwali, żeby wszystko wyszło jak najładniej. Oni nie tylko nam pomagają, ale świętują z nami i towarzyszą nam przez całą imprezę - opowiada Łukasz.
Porad z "pierwszej ręki" państwo młodzi mogli także zasięgnąć od będących w orszaku ślubnym i przygrywających nowożeńcom kierownika biskupiańskiego zespołu Krzysztofa Polowczyka z żoną Marysią, którzy wesele biskupiańskie mieli w 2019 roku - WIĘCEJ NA TEMAT CZYTAJ PONIŻEJ.
Również Adrianna podkreśla wyjątkową atmosferę, jaka panuje w środowisku osób kultywujących folklor biskupiański. Jednocześnie zachęca kolejnych mieszkańców do dołączenia do tego grona.
- Wstępując do zespołu biskupiańskiego, myślałam, iż wiele trzeba umieć. Okazuje się, iż nie, bo to jest jedna wielka rodzina. Wszystkiego nauczą, wszystko powiedzą. jeżeli ktoś ma ochotę, to gorąco zapraszamy, bo to jest naprawdę świetna wspólnota - podsumowuje panna młoda.
Wydarzenie to było nie tylko prywatnym świętem Adrianny i Łukasza, ale również wielkim wydarzeniem kulturalnym dla całej gminy Krobia i powiatu gostyńskiego.
W świecie, w którym tradycje ustępują miejsca nowym trendom, młoda para z Sułkowic i Krobi dała wyrazisty dowód na to, iż biskupiańska tożsamość jest wciąż żywa, dumna i gotowa, by przekazywać ją następnym pokoleniom.
KLIKNIJ ZDJĘCIE, żeby PRZECZYTAĆ ARTYKUŁ
https://gostynska.pl/kultura/panna-mloda-w-czepcu-pan-mlody-w-woloszce/3rGJijPV5ScveBBPb7Tw













