Do zdarzenia doszło pod koniec września na drodze prowadzącej ze Spiczyna w kierunku Jawidza. Po przybyciu służb ratunkowych na miejsce okazało się, iż skutki zderzenia mogły być tragiczne. Na jezdni stała uszkodzona autolaweta, natomiast osobowa Kia po ścięciu pobocza zatrzymała się w głębi zaoranego pola, około 30 metrów od krawędzi szosy.
Ze wstępnych ustaleń wynika, iż bezpośrednią przyczyną wypadku była metalowa stopa podporowa, która leżała na asfalcie. Element ten prawdopodobnie wysunął się w trakcie jazdy z lawety i z potężną siłą zahaczył o mijający pojazd ciężarowy samochód osobowy. Uderzenie niemal całkowicie zdemolowało lewy przód Kii, urywając zderzak, miażdżąc nadkole oraz rozbijając przednią szybę od strony kierowcy.
Mimo tak dużej siły uderzenia i gwałtownego zjechania ze skarpy, wszyscy uczestnicy zdarzenia zdołali opuścić rozbite auta o własnych siłach. Na miejscu pomocy udzielał im Zespół Ratownictwa Medycznego. W wyniku kolizji ucierpiała jedna osoba, którą karetka pogotowia przewiozła na szczegółowe badania do szpitala.
Działania strażaków polegały na zabezpieczeniu rejonu kolizji, oświetleniu terenu akcji dzięki masztów oświetleniowych, odłączeniu akumulatora w rozbitym pojeździe oraz uprzątnięciu z drogi porozrzucanych fragmentów karoserii i płynów eksploatacyjnych. Na miejscu pracowali druhowie z Ochotniczej Straży Pożarnej w Spiczynie, dwa zastępy Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Łęcznej, zespół pogotowia ratunkowego oraz patrol policji, który ustala szczegółowe okoliczności zdarzenia.
Wypadek w Spiczynie dobitnie przypomina, jak najważniejsze znaczenie na drodze ma stan techniczny pojazdów specjalistycznych oraz adekwatne zabezpieczenie ich osprzętu roboczego. Luźno zamocowany lub niezablokowany element metalowy przy prędkościach mijania zamienia się w niebezpieczny pocisk. Po zmroku, na nieoświetlonej trasie, kierowca nadjeżdżającego auta ma zaledwie ułamki sekund na reakcję i nie jest w stanie uniknąć zderzenia z niespodziewaną przeszkodą. Choć w tym przypadku skończyło się na hospitalizacji jednej osoby, kilka brakowało, by nocna podróż zakończyła się dramatem.














