Wywalczyli milion dla dziecka. Gdy pieniądze wpłynęły, klientka odcięła się od kancelarii odszkodowawczej z Gniezna

2 tygodni temu

Przez blisko sześć lat walczyli o odszkodowanie dla małoletniego Marcela, który w wypadku samochodowym doznał ciężkich obrażeń głowy i klatki piersiowej. Gdy ubezpieczyciel w końcu wypłacił milion złotych, matka chłopca – zamiast zgodnie z zawartą umową rozliczyć się z prawnikami – miała zerwać normalny kontakt z kancelarią.

Europejski Lider Odszkodowań z Gniezna domaga się swojej prowizji w wysokości blisko 200 tys. zł. Spółka podkreśla, iż przez lata nie pobrała od klientki ani złotówki z góry, prowadziła sprawę na własne ryzyko, finansowała działania i angażowała cały zespół. Wynagrodzenie miało być należne dopiero po sukcesie. Sukces przyszedł – rozliczenia z kancelarią do dziś nie ma.

W ocenie ELO nie chodzi już tylko o spór o fakturę, ale o próbę skorzystania z wieloletniej pracy spółki bez zapłaty. Sprawa trafiła już do sądu cywilnego, a kancelaria podjęła również działania na gruncie prawa karnego. Pojawia się pytanie: gdzie kończy się spór o umowę, a zaczyna świadome wykorzystanie cudzej pracy?

Wypadek, który odmienił wszystko

Do zdarzenia, które odmieniło życie rodziny, doszło w lutym 2020 roku nieopodal Inowrocławia. Kierowca, kierując samochodem, stracił panowanie nad pojazdem podczas manewru wyprzedzania i wjechał do rowu. Małoletni Marcel – podróżujący w foteliku na tylnej kanapie – doznał rozległych obrażeń, w tym obrażeń głowy i klatki piersiowej. Chłopiec trafił do szpitala, a jego stan wymagał długotrwałego leczenia i rehabilitacji.

Postępowanie karne zakończyło się wyrokiem Sądu Rejonowego w Inowrocławiu w lipcu 2021 roku. Nie zmienia to jednak faktu, iż poszkodowane zostało dziecko będące jedynie pasażerem. I za to należało się odszkodowanie – jak się później okazało – bardzo wysokie.

46 tysięcy czy milion? Gdy konkurencja chciała zamknąć sprawę

We wrześniu 2020 roku do kancelarii Europejski Lider Odszkodowań zgłosiła się Angelika M. – matka poszkodowanego chłopca. Jak relacjonuje Honorata Tuleja, prezes zarządu spółki, kobieta była już wcześniej w innej firmie.

Na tamtym etapie sprawa miała zakończyć się na poziomie około 46 tysięcy złotych. Po analizie dokumentów uznaliśmy, iż można i trzeba walczyć o znacznie więcej – mówi Honorata Tuleja.

Kancelaria podjęła się prowadzenia sprawy. Umowa, podpisana w 2020 roku, przewidywała wynagrodzenie w wysokości 18% netto od wartości uzyskanych świadczeń. Co istotne – klientka nie płaciła z góry. Nie ponosiła bieżących kosztów prowadzenia sprawy. Prowizja należała się dopiero wtedy, gdy kancelaria skutecznie uzyska pieniądze.

Innymi słowy: ELO przez lata pracowało na własne ryzyko. Gdyby sprawa nie zakończyła się sukcesem, spółka nie otrzymałaby wynagrodzenia.

Jeżeli firma nie uzyska odszkodowania, nie pobiera wynagrodzenia za cały proces, za postępowanie karne, za czynności, za opinie specjalistyczne, które normalnie są płatne. To był układ oparty na zaufaniu i na efekcie.

Skomplikowana sprawa medyczna i trudny spór z ubezpieczycielem

Ta sprawa od początku należała do szczególnie wymagających. W przypadku małoletniego poszkodowanego najważniejsze znaczenie miała wcześniejsza, obszerna dokumentacja medyczna oraz konieczność precyzyjnego wykazania, jaki wpływ na stan dziecka miał sam wypadek.

To właśnie ten element stał się jednym z głównych punktów sporu z ubezpieczycielem. Towarzystwo przez długi czas kwestionowało zakres swojej odpowiedzialności, wskazując, iż część problemów zdrowotnych dziecka mogła wynikać z okoliczności niezwiązanych ze zdarzeniem drogowym. Dla kancelarii oznaczało to konieczność bardzo dokładnego oddzielenia wcześniejszego stanu zdrowia od następstw wypadku.

W praktyce była to wieloletnia praca prawników, specjalistów analizujących dokumentację medyczną i całego zespołu prowadzącego sprawę. Każde roszczenie wymagało uzasadnienia. Każdy argument ubezpieczyciela trzeba było odeprzeć. Każdą złotówkę należało udowodnić.

Ubezpieczyciel nie chciał płacić takich kwot. Trzeba było konsekwentnie wykazywać, dlaczego dziecku należy się znacznie wyższe świadczenie. To była ciężka, wieloletnia walka oparta na dokumentach, analizach i doświadczeniu – mówi Honorata Tuleja, prezes zarządu ELO.

Dodatkowym utrudnieniem były okoliczności rodzinne oraz trudności organizacyjne po stronie klientki, które wpływały na sprawność pozyskiwania dokumentów i prowadzenia korespondencji. W praktyce oznaczało to konieczność szczegółowego dokumentowania każdego elementu roszczeń.

Mimo tych trudności efekty przyszły stosunkowo szybko. Już po trzech miesiącach działań kancelarii ubezpieczyciel wypłacił pierwsze 25 tys. zł zadośćuczynienia. W kolejnych etapach udało się także uzyskać comiesięczną rentę dla chłopca, której ubezpieczyciel początkowo odmawiał.

Ostatecznie ta sama sprawa, którą wcześniej można było zakończyć na poziomie kilkudziesięciu tysięcy złotych, doprowadziła do świadczeń sięgających około miliona. I właśnie dlatego spółka podkreśla, iż za końcowym sukcesem stały lata pracy, analiz, kompletowania dokumentacji i konsekwentnej walki z ubezpieczycielem.

Przełom: ugoda na 900 tysięcy złotych

Kulminacją wieloletnich starań była ugoda zawarta z ubezpieczycielem na kwotę 900 tys. zł. Łącznie z wcześniejszymi wypłatami świadczenie dla małoletniego Marcela osiągnęło około miliona złotych.

Sąd Rejonowy w Gnieźnie postanowieniem jeszcze z grudnia 2025 roku wyraził zgodę na zawarcie ugody. To wymóg prawny przy dysponowaniu środkami należnymi małoletniemu.

Uzyskaliśmy zgodę sądu, która umożliwiła finalizację ugody z ubezpieczycielem – relacjonuje prezes kancelarii.

I właśnie wtedy zaczęły się schody.

19 grudnia 2025: podpisanie ugody i nagła zmiana

Jak wynika z dokumentów, 19 grudnia 2025 roku Angelika M. przyszła do siedziby kancelarii w Gnieźnie, by podpisać ugodę. Pracownik spółki niezwłocznie wysłał dokumenty do ubezpieczyciela.

Ubezpieczyciel przelał środki z początkiem stycznia 2026 roku. Problem w tym, iż – zdaniem kancelarii – Angelika M. nie poinformowała spółki o wpływie pieniędzy. Gdy prezes ELO sama skontaktowała się z klientką, usłyszała, iż dalszy kontakt ma odbywać się wyłącznie pisemnie.

Ona w ogóle nas nie poinformowała, iż środki wpłynęły. Musieliśmy sami ustalać, co stało się z wypłatą – mówi Honorata Tuleja.

Dla spółki był to moment przełomowy. Gdy pieniądze zostały wypłacone, klientka miała przestać współpracować przy rozliczeniu.

Faktura na 199 tysięcy złotych i zerwany kontakt

14 stycznia 2026 roku kancelaria wystawiła fakturę: 162 tys. zł netto, czyli 199 260 zł brutto. Kwota odpowiadała 18% od 900 tys. zł uzyskanych w ramach ugody. Od wcześniejszych wypłat rozliczenia były prowadzone osobno.

Faktura została doręczona mailowo i listem poleconym. Do dziś – jak twierdzi kancelaria – nie została zapłacona.

Przez sześć lat pracowaliśmy nad tą sprawą bez pobierania od klientki pieniędzy z góry. To ELO ponosiło ryzyko, opłacało działania, angażowało ludzi, analizowało dokumentację, prowadziło korespondencję i walczyło z ubezpieczycielem o każdą złotówkę. Efektem tej pracy jest około milion złotych dla dziecka. Kiedy klientka dowiedziała się, jaką kwotę udało się uzyskać, była w ogromnym szoku. Dopytywała, czy to naprawdę możliwe, nie dowierzała i dziękowała. A kiedy pieniądze faktycznie wpłynęły, nastąpiła nagła zmiana frontu. Usłyszeliśmy, iż nie życzy sobie kontaktu z naszej strony. Trudno nam odbierać to inaczej niż jako próbę skorzystania z efektów naszej wieloletniej pracy bez zapłaty – mówi Honorata Tuleja.

Kancelaria wysłała wezwania do zapłaty. Jak wskazuje spółka, faktura obejmująca wynagrodzenie wynikające z umowy nie została uregulowana, mimo iż to właśnie działania ELO doprowadziły do uzyskania świadczeń na poziomie około miliona złotych. Angelika M. miała nie odpowiadać na telefony, a dalszy kontakt ograniczyć wyłącznie do formy pisemnej. W pewnym momencie – jak wynika z relacji spółki – zaczęła także kwestionować obowiązek zapłaty wynagrodzenia wynikającego z podpisanej umowy.

Dla ELO szczególnie bulwersujące jest to, iż przez lata klientka korzystała z pomocy kancelarii, nie ponosząc bieżących kosztów prowadzenia sprawy. Nie płaciła z góry, nie finansowała pracy zespołu i nie ponosiła ryzyka niepowodzenia. Wynagrodzenie kancelarii miało zostać zapłacone dopiero po sukcesie. Sukces nastąpił, pieniądze zostały wypłacone, a wtedy – według relacji ELO – klientka zaczęła unikać rozliczenia.

Wcześniej deklarowała, iż wie, iż musi się z nami rozliczyć. Wiedziała, na jakich zasadach prowadzimy sprawę. Jej reakcja po informacji o wysokości ugody była pełna wdzięczności i niedowierzania. Tym bardziej niezrozumiałe jest dla nas to, co stało się później. Kiedy środki zostały wypłacone, jej stanowisko nagle się zmieniło. Dla nas to wygląda jak próba skorzystania z efektu naszej pracy bez zapłaty – mówi Honorata Tuleja.

Sprawa w sądzie i możliwe wyższe koszty

Europejski Lider Odszkodowań nie zamierza odpuścić. Sprawa trafiła już do sądu cywilnego. Spółka podjęła także dalsze działania prawne, wskazując, iż w jej ocenie zachowanie klientki może wykraczać poza zwykły spór o zapłatę faktury.

Pełnomocnik kancelarii, adwokat Adam Gregorczyk, zwraca uwagę, iż brak zapłaty wynagrodzenia po uzyskaniu świadczenia może oznaczać dla klientki znacznie poważniejsze konsekwencje finansowe niż sama faktura. Do kwoty głównej mogą dojść odsetki, koszty procesu, koszty zastępstwa procesowego, a w razie potrzeby również koszty egzekucyjne.

W praktyce oznacza to, iż próba uniknięcia zapłaty blisko 200 tys. zł może finalnie okazać się znacznie droższa niż dobrowolne rozliczenie umowy. ELO zapowiada, iż będzie konsekwentnie dochodzić należności, bo – jak podkreśla spółka – sprawa dotyczy nie tylko pieniędzy, ale również zasad uczciwego rozliczania pracy wykonanej przez lata.

Spór o prowizję: standard branży czy próba uniknięcia zapłaty?

18% od uzyskanego świadczenia – czy to dużo? Na rynku odszkodowawczym wynagrodzenia kancelarii i firm prowadzących tego rodzaju sprawy często mieszczą się w przedziale od 15% do 25% wartości uzyskanych świadczeń.

W tym przypadku dodatkowym argumentem spółki jest fakt, iż wcześniejszy podmiot prowadzący sprawę miał zakładać jej zakończenie na poziomie około 46 tys. zł. Tymczasem ELO doprowadziło do uzyskania około miliona złotych.

Głos w dyskusji: wdzięczność, prawo i pieniądze

Ta sprawa pokazuje coś, o czym wiele osób nie ma świadomości. Sprawy odszkodowawcze to nie są proste formalności – to często długie i skomplikowane postępowania, w których trzeba walczyć o każdą złotówkę z ubezpieczycielem.

W praktyce wiele osób kończy takie sprawy na znacznie niższych kwotach, bo nie ma wiedzy, doświadczenia ani narzędzi, żeby iść dalej. Dopiero specjalistyczne wsparcie pozwala realnie ocenić wartość sprawy i zawalczyć o należne pieniądze.

Postępowania tego typu wymagają nie tylko znajomości prawa, ale także analizy dokumentacji medycznej, doświadczenia w sporach z ubezpieczycielami oraz umiejętności adekwatnej oceny potencjału sprawy.

Kwota faktury może robić wrażenie, ale trzeba pamiętać, iż wynagrodzenie kancelarii wynosiło 162 tys. zł netto. Reszta to VAT. ELO podkreśla, iż za tą kwotą stoi sześć lat pracy, analiza skomplikowanej dokumentacji medycznej i konsekwentna walka z ubezpieczycielem, która doprowadziła do wypłaty około miliona złotych.

Model wynagrodzenia oparty na efekcie oznacza, iż kancelaria zarabia dopiero wtedy, gdy klient faktycznie otrzyma pieniądze. W tej sprawie efekt został osiągnięty. Według ELO problem pojawił się dopiero wtedy, gdy przyszło do rozliczenia umowy.

Dziś spółka czuje się oszukana i zapowiada walkę o swoje.

Co dalej?

Kancelaria Europejski Lider Odszkodowań zapowiada walkę o swoje w sądzie cywilnym i nie wyklucza dalszych działań na gruncie prawa karnego. A w sądzie cywilnym umowa to umowa.

Dla Angeliki M. i jej syna milion złotych to szansa na lepsze życie, terapię i rehabilitację. Dla ELO brak rozliczenia oznacza jednak coś więcej niż niezapłaconą fakturę. To sprawa zaufania, którym kancelaria obdarzyła klientkę od początku prowadzenia sprawy.

Spółka przez lata nie pobierała od niej wynagrodzenia z góry, finansowała działania, angażowała zespół i prowadziła sprawę na własne ryzyko. Także na końcowym etapie działała przy założeniu, iż klientka dotrzyma zawartej umowy. Tymczasem — według ELO — po wypłacie pieniędzy nastąpiła nagła zmiana stanowiska.

Przez lata widzieliśmy w niej osobę pokrzywdzoną i wymagającą pomocy. Okazywaliśmy jej zaufanie, cierpliwość i zrozumienie. Dzisiaj mamy poczucie, iż to zaufanie zostało wykorzystane. Bo kiedy trzeba było walczyć o pieniądze, kancelaria była potrzebna. Kiedy pieniądze wpłynęły, nagle pojawiła się próba odcięcia się od rozliczenia – mówi Honorata Tuleja.

Jak wskazuje ELO, podobne sytuacje pokazują, iż próba uniknięcia rozliczenia z kancelarią może finalnie okazać się dla klienta bardzo kosztowna. W przeszłości spółka miała już do czynienia ze sprawą, w której klient kwestionował należne wynagrodzenie po zakończeniu postępowania. Ostateczne konsekwencje finansowe były dla niego znacznie poważniejsze niż pierwotne rozliczenie, ponieważ do należności doszły koszty procesu, odsetki, koszty zastępstwa prawnego oraz koszty związane z oceną pracy kancelarii.

Spółka podkreśla, iż nie straszy klientki, ale pokazuje realne konsekwencje sporu. o ile sąd potwierdzi zasadność roszczenia ELO, rachunek może być dużo wyższy niż pierwotna faktura.

To pytanie o elementarną uczciwość: czy można przez lata korzystać z pomocy kancelarii, przyjąć efekt jej pracy, skorzystać z rozwiązań opartych na zaufaniu, a potem — gdy pieniądze są już na koncie — odciąć się od kontaktu i odmówić zapłaty za tę pracę?

Dla obserwatorów to kolejny przykład tego, jak wielkie pieniądze potrafią zmienić relacje międzyludzkie. I jak cienka bywa granica między wdzięcznością a rachunkiem.

Idź do oryginalnego materiału