
Są takie drogi, które przemierza się nie po to, by jak najszybciej dotrzeć do celu. Ich prawdziwy sens kryje się w każdym kolejnym kroku, rozmowie, modlitwie, zmęczeniu i chwili ciszy. Jedną z takich dróg od 35 lat przemierzają pielgrzymi z Sokółki, którzy wyruszyli dziś na Świętą Górę Grabarkę.
To nie tylko wielodniowa wędrówka. To czas zatrzymania, modlitwy, wdzięczności i powierzania Bogu tego, co dla człowieka najważniejsze. Swoich radości, trosk, chorób, rodzinnych spraw, nadziei i próśb.
Tegoroczna pielgrzymka ponownie zgromadziła osoby, które od lat wpisują tę drogę w swoje życie, ale także młodych ludzi, dla których może być to dopiero początek pięknej tradycji.
Pielgrzymka z Sokółki na Świętą Górę Grabarkę potrwa sześć dni. Na trasie znalazły się m.in. Krynki, Gródek, Zambrów, Michałowo, Nowa Wola, Narew, Klejniki, Bielsk Podlaski, Boćki i Siemiatycze. Każdy kilometr przybliża pielgrzymów do miejsca, które dla prawosławnych wiernych jest jednym z najważniejszych ośrodków duchowych.
Jak podkreśla ks. Łukasz Ławreszuk, wikariusz parafii pw. św. Aleksandra Newskiego w Sokółce i koordynator pielgrzymki, sens tej wędrówki jest znacznie głębszy niż samo pokonanie trasy.
Zostawiamy wszelkie troski ziemskie. Człowiek jest zaangażowany w życie świeckie, pracę, rodzinę, obowiązki, a tu ma okazję trochę to odłożyć na bok, skupić się na swoim wnętrzu, wyciszeniu, uspokojeniu się, wziąć swój krzyż – powiedział duchowny.
Ten krzyż ma tutaj podwójne znaczenie. Jest tym drewnianym, niesionym przez pielgrzymów, ale także tym niewidzialnym, czyli osobistym ciężarem każdego człowieka.
Swoich zmagań, trudności, czasami cierpienia, bólu, czasami może jakiejś choroby, która nas trawi, czasami choroby bliskich, za których w intencji idziemy – podkreślił ks. Łukasz.
I właśnie dlatego pielgrzymowanie dla wielu uczestników jest czymś bardzo osobistym. Każdy idzie tą samą drogą, ale każdy niesie własną historię.
Jedną z osób, która od dziesięcioleci powraca na tę trasę, jest pani Elżbieta Kędyś. Na pielgrzymkę chodzi od początku lat 90. Dziś tę tradycję kontynuuje razem z wnuczką.
Cały rok czekam na te dni, żeby pójść się pomodlić, podziękować Panu Bogu i prosić jedynie o zdrowie, bo uważam, iż jak jest zdrowie, to jest wszystko – powiedziała pani Elżbieta.
Pielgrzymowanie stało się dla niej czasem, którego potrzebuje, by na chwilę oderwać się od codziennego pośpiechu.
Człowiek w pogoni jest cały rok, a tu przez tydzień czasu modląc się, słuchając pieśni, młodzież przecudnie śpiewa. Wyciszam się, nabieram energii na następny rok – kontynuowała.
Jej słowa pokazują, iż pielgrzymka jest również doświadczeniem wspólnoty. Obok siebie idą ludzie w różnym wieku, z różnymi historiami, problemami i doświadczeniami. Łączy ich jeden cel.
Pani Elżbieta nie próbuje nikogo przekonywać do pielgrzymowania. Uważa, iż tego doświadczenia po prostu trzeba spróbować.
Trzeba pójść pierwszy raz. Nie można nikogo namówić. jeżeli nie pójdziesz pierwszy raz i nie spróbujesz, i nie poczujesz tego klimatu, iż jest tak cudownie wśród osób, które pielgrzymują, naprawdę drugi raz już nie trzeba będzie namawiać – oceniła sens pątniczej wędrówki.
Dla pana Jurka tegoroczna pielgrzymka jest już dziesiątą. Zaczął w 2016 roku. Przerwała ją pandemia, ale po powrocie do zdrowia ponownie ruszył na trasę.
W 2020 roku zachorowałem i miałem zawał, ale zawał przeszedłem. Chcę podziękować za to wszystko, co dostaję, a w szczególności za zdrowie swoje i najbliższych – powiedział uczestnik wydarzenia.
Pielgrzymowanie jest dla niego także sposobem na budowanie duchowości.
Można tutaj poczuć tę duchowość. Jej budowanie nie jest łatwe, ale jest możliwe. Dlatego staram się ją rozwijać poprzez te dni, które spędzam wspólnie z pielgrzymami z Sokółki – podkreślił pan Jerzy.
To właśnie takie świadectwa najlepiej pokazują, dlaczego każdego roku ludzie ponownie zakładają wygodne buty, przygotowują plecaki i ruszają w drogę.
W pielgrzymce uczestniczy także Aleksandra Jarocka. Dla niej wędrówki pielgrzymkowe od wielu lat są częścią życia. Choć pochodzi z Gródka i uczestniczyła w różnych pielgrzymkach, tym razem dołączyła do grupy z Sokółki.
Jej intencja jest prosta, a jednocześnie bardzo bliska każdemu człowiekowi:
Idę przede wszystkim dlatego, żeby podziękować Bogu za to, co otrzymałam i poprosić o błogosławieństwo na przyszły rok dla swojej rodziny, dla siebie – zaakcentowała swój cel pątniczej wędrówki.
Pielgrzymka staje się więc przestrzenią wdzięczności, ale także nadziei. Jest momentem, kiedy można na chwilę zwolnić i spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy.
Pątnicy zmierzają na Grabarkę na Święto Przemienienia Pańskiego. Jak przypomina ks. Łukasz Ławreszuk, wydarzenie to ma dla pielgrzymów także wymiar symboliczny.
Tak samo my chcemy przeżyć to wewnętrzne przemienienie. Doskonalić się, zmierzyć ze swoimi słabościami i trudnościami oraz stawać się lepszymi ludźmi – podkreślił duchowny.
Właśnie w tym kryje się głęboki sens pielgrzymowania. Człowiek rusza w drogę z określoną intencją, ale po drodze może odnaleźć coś jeszcze – spokój, siłę, wdzięczność, przebaczenie albo odpowiedź na pytanie, które od dawna nosił w sobie.
Grabarka nazywana jest przez pielgrzymów Górą Krzyży. Każdy z nich jest świadectwem czyjejś modlitwy, nadziei, wdzięczności lub prośby. W tym miejscu osobiste historie tysięcy ludzi splatają się w jedną wielką opowieść o wierze i zaufaniu.
Pielgrzymka z Sokółki od lat przyciąga kolejnych uczestników. Jak mówi jej koordynator, ubiegłoroczna frekwencja była dużym zaskoczeniem.
Planowano około 40 osób, tymczasem wyruszyło ich 70. W ciągu całej sześciodniowej wędrówki przez grupę przewinęło się około 150–200 osób – przypomniał.
Również w tym roku wśród pielgrzymów pojawiają się nowe twarze, w tym wielu młodych ludzi.
Widzę nowe twarze młodych ludzi, którzy pierwszy raz pielgrzymują z nami. Myślę, iż frekwencja dopisze – powiedział ks. Łukasz.
To szczególnie ważne, bo pokazuje, iż pielgrzymowanie nie jest jedynie tradycją starszego pokolenia. Jest doświadczeniem, które może być przekazywane dalej – z rodziców na dzieci, z dziadków na wnuki.
Tak jak w przypadku pani Elżbiety, która dziś idzie razem z wnuczką.
Organizacja takiej pielgrzymki wymaga nie tylko zaangażowania samych uczestników i organizatorów, ale również konkretnego wsparcia. Tegoroczna pielgrzymka mogła liczyć na pomoc starosty sokólskiego, Zarządu Powiatu Sokólskiego i Banku Spółdzielczego w Sokółce.
W imieniu Bractwa Świętego Spirydona szczególne podziękowania kierujemy do Piotra Rećko, starosty sokólskiego, oraz Jerzego Białomyzego, członka Zarządu Powiatu Sokólskiego, za wsparcie projektu i dofinansowanie zakupu wyposażenia potrzebnego pielgrzymom – m.in. termosów, chust oraz smyczy - dziękowali przedstawiciele Bractwa.
To pomoc, która ma bardzo konkretny wymiar. Wielodniowa pielgrzymka wymaga odpowiedniego zaplecza, a przekazane wyposażenie służy wszystkim uczestnikom – niezależnie od wieku i tego, czy ktoś idzie po raz pierwszy, czy robi to od kilkudziesięciu lat.
To właśnie dzięki takiemu połączeniu zaangażowania organizatorów, samorządu i lokalnych sponsorów możliwe jest przygotowanie pielgrzymki, która od 35 lat pozostaje ważnym wydarzeniem dla wielu mieszkańców Sokółki i regionu.
Pielgrzymka na Grabarkę nie jest wyścigiem. Nie chodzi w niej o tempo ani o to, kto pierwszy dotrze do celu. Najważniejszy jest kolejny krok.
Każdy pielgrzym niesie własny krzyż. Jedni modlą się za zdrowie, inni za rodzinę, jeszcze inni przychodzą z podziękowaniem za to, iż mimo trudnych doświadczeń przez cały czas mogą iść.
A kiedy po sześciu dniach pojawia się przed nimi Święta Góra Grabarka, droga okazuje się czymś więcej niż przebytym dystansem.
Staje się drogą człowieka do samego siebie.
{gallery}zdjecia/2026/Sierpień/16{/gallery}
KP, HI















