Za małe buty i za krótkie narty. Jak ubrać dziecko na stok i nie zbankrutować?

1 godzina temu

Wystarczy godzina jazdy z Gliwic do Wisły czy Szczyrku, by spędzić z dziećmi sobotę na stoku. Prawdziwy problem zaczyna się jednak w domu podczas przymierzania zeszłorocznego sprzętu, kiedy okazuje się, iż but ciśnie w palce, a narta ledwo sięga klatki piersiowej. Dzieci rosną skokowo, dlatego kupowanie co roku fabrycznie nowego zestawu w sklepie mija się z celem.

Zbyt długie narty i nerwy w wypożyczalni

Wielu rodziców próbuje oszczędzać, kupując deski na wyrost. Narty sięgające dziecku do czoła to jednak gwarancja frustracji: maluch nie potrafi nimi skręcić, krzyżuje dzioby i gwałtownie zniechęca się do jazdy. Na początku narta powinna kończyć się na wysokości klatki piersiowej lub ramion, bo tylko wtedy dziecko bez wysiłku uczy się hamowania pługiem i zachowuje równowagę.

Drugą opcją bywa wypożyczalnia pod wyciągiem, ale ten wybór ma spore minusy. W weekendowe poranki w beskidzkich kurortach przed drzwiami stoją tłumy. Zamiast iść prosto na wyciąg, rodzina marnuje kilkadziesiąt minut w ciasnym pomieszczeniu, przymierzając wilgotne buty po poprzednich narciarzach. jeżeli policzy się stawki za dwa weekendy i tydzień ferii, koszt wypożyczeń gwałtownie przewyższa cenę przyzwoitego kompletu na własność.

Sprzęt z drugiej ręki po profesjonalnym przeglądzie

Praktycznym rozwiązaniem jest zakup markowych nart używanych. W przypadku dzieci deski rzadko ulegają zużyciu mechanicznemu, bo młodzi narciarze ważą kilka i jeżdżą rekreacyjnie zaledwie kilkanaście dni w roku.

Kluczowy jest jednak stan techniczny spodu narty i krawędzi. Zamiast ryzykować zakup na przypadkowych aukcjach internetowych, bezpieczniej wybrać narty przygotowane przez fachowców. W ofercie sklepu https://happyski.pl/ można znaleźć używane i nowe modele dla dzieci oraz dorosłych, w tym popularne serie marek Atomic, Rossignol, Head czy Völkl. W takich punktach narty przechodzą pełną regenerację na maszynach serwisowych: ślizg jest zeszlifowany i nasmarowany na gorąco, a krawędzie wyostrzone pod odpowiednim kątem, co gwarantuje pewne trzymanie na twardszym śniegu.

Na co zwrócić uwagę przed zakupem zestawu dla dziecka?

Wybierając sprzęt juniorski, warto trzymać się kilku prostych zasad sprawdzonych przez instruktorów:

  • Długość nart dobierana do aktualnego wzrostu: dla początkujących maluchów do klatki piersiowej, dla dzieci już jeżdżących maksymalnie do brody.
  • Rozmiar buta dopasowany na styk: wkładka powinna być dłuższa od stopy maksymalnie o pół centymetra, bo w zbyt luźnym bucie pięta ucieka do góry, a dziecko traci kontrolę nad nartą.
  • Miękka skorupa buta z jedną lub dwiema klamrami dla najmłodszych, która pozwala na swobodne ugięcie nóg w kolanach.
  • Precyzyjna regulacja wiązań pod aktualną wagę dziecka i długość skorupy buta, wykonana przez serwisanta przed pierwszym wyjściem na śnieg.
  • Dobrze leżący kask narciarski, który nie przesuwa się na czole podczas kręcenia głową i pasuje do dziecięcych gogli.

Więcej czasu w stoku i mniejsze koszty

Posiadanie własnego sprzętu w bagażniku zmienia cały wyjazd. Po przyjeździe na parking w Wiśle czy Istebnej wystarczy przebrać buty, kupić karnet i od razu wsiadać na krzesełko, bez nerwów i stania w kolejkach do wypożyczalni. Dziecko ma swoje suche, sprawdzone buty, które nie obcierają stóp po dwóch godzinach na stoku.

Co ważne, markowe narty juniorskie kupione z drugiej ręki po roku czy dwóch można bez problemu odsprzedać za niemal taką samą kwotę. Wystarczy oddać je na podstawowy serwis, by posłużyły kolejnemu młodemu narciarzowi, a za odzyskane pieniądze kupić następny sprzęt, tym razem rozmiar większy.
Materiał partnera

Idź do oryginalnego materiału