Odpowiedź do zagadki nr. 4 O: Serduszko starościanki Dorotki biło do Marcinka, na którego – pomna zakazom srogiego ojca - zerkała sobie tylko z okien baszty. A może jednak nie była do końca pomna – młodzi spotykali się ponoć czasem potajemnie w kaliskim zamku. Legenda nie mówi jednak o tym, co wówczas porabiali. Ale razu pewnego gdy rzeczony Marcinek wracał z takiego zakazanego randez vous dostrzegła go straż zamkowa, przed którą począł umykać, skacząc po grzebieniach (krenelażach) muru obronnego. No i masz Ci los – noga się poślizgnęła – chłopak spadł i główkę sobie roztrzaskał. Co widząc Dorotka wzięła była zbzikowała z żalu. I to był dodatkowy powód, dla którego srogi ojciec zamknął na dobre córcie w baszcie. Do dzisiaj, gdy księżyc jest w pełni, słychać jak z basztowych okienek dochodzą jej żałosne jęki, Nie wierzycie ? - Wasza strata.
Piotr Sobolewski