Zanim pojawiło się Halloween, na Podkarpaciu rządziły Dziady. Tak nasi przodkowie gościli zmarłych

1 godzina temu

Uczty na grobach i zakaz kiszenia kapusty. Muzealnicy o dawnych przesądach

Jak wyjaśnia w rozmowie z PAP Elżbieta Dudek-Młynarska, kierownik Muzeum Etnograficznego w Rzeszowie, słowo „Dziady” oznaczało po prostu przodków. W tradycji ludowej przełom jesieni postrzegano jako moment, gdy świat żywych i umarłych niemal się ze sobą stykają, a dusze wracają do swoich dawnych domów.

Z tego wierzenia wynikał cały zestaw surowych zasad, których przestrzegano w podkarpackich izbach:

  • Domowe ostrożności: Zmarłym przodkom otwierano okna i drzwi, szykując dla nich posiłek. Nie wolno było jednak uderzać pięścią w stół ani wylewać wody za okno, by nie zalać duszy. Gospodynie na kilka dni wstrzymywały się od kiszenia kapusty – panował lęk, iż depcząc ją w beczce, można niechcący przygnieść niewidzialnego gościa.
  • Jedzenie na mogiłach: Na grobach – a na Łemkowszczyźnie w postaci znanej z Wigilii kutii – zostawiano miód, kaszę i chleb, by dusze miały się czym posilić.
  • Bale dla żebraków: Wędrownych żebraków, zwanych dziadami, uważano za jedynych ludzi mających łączność z zaświatami. W okolicach Grodziska bogaci gospodarze wyprawiali dla nich specjalne uczty, płacąc jedzeniem w zamian za modlitwę za zmarłych.

Z tamtych czasów pochodzi znane w okolicach Dubiecka przysłowie: „Dzień zaduszny bywa pluśny, niebo płacze, ludzie płaczą i dziadów chlebem raczą”.

Czytaj również:

Męskie biesiady w pustych cerkwiach. Odkrycia Bartosza Gałązki

Jeszcze bardziej niezwykły obraz wyłania się z badań terenowych Bartosza Gałązki – folklorysty i współtwórcy Etnocentrum Ziemi Krośnieńskiej, który od 1997 roku dokumentuje tradycje śpiewacze i zwyczaje w regionie.

Z relacji zebranych przez badacza od najstarszych mieszkańców Pogórza Dynowskiego i okolic Krosna wynika, iż niektóre powojenne zwyczaje aż do lat 50. i 60. XX wieku pozostawały ścisłą tajemnicą:

  • Nocne spotkania w nieużywanych świątyniach: W niektórych podgórskich wsiach żonaci mężczyźni gromadzili się po zmroku w opustoszałych cerkwiach. Zastawiali ławy jedzeniem oraz samogonem i w sekrecie przed resztą wsi odprawiali własne, tradycyjne Dziady.
  • Nocne czuwania przy zwłokach: Przy ciele zmarłego leżącym w domu organizowano tzw. „utopki” lub „chodzenie na koty”. Po odmówieniu modlitw młodzież zbierała się na integracyjnych zabawach, które miały oswoić lęk przed śmiercią.
  • Gałęzie na krudach: Osoby zmarłe nagłą lub tragiczną śmiercią chowano na skrajach dróg, tworząc tzw. krudy. Przechodnie rzucali na nie gałęzie, które potem podpalano, wierząc, iż ogień pomoże duszy odpokutować winy.

Czytaj również:

Śpiew, który pozwalał przeżyć żałobę

Ważnym elementem dawnego przeżywania Zaduszek na Podkarpaciu był śpiew. Bartosz Gałązka w swoich pracach zwraca uwagę na bolesny dla starszego pokolenia proces znikania dawnych, barokowych pieśni pogrzebowych (jak choćby śpiewanej dawniej w Komborni czy Haczowie pieśni „Jezu, w Ogrojcu mdlejący”).

Zastąpienie ich nowszymi, bardziej radosnymi kompozycjami sprawiło, iż zdaniem wielu dawnych mieszkańców zatracił się gdzieś surowy, ale też niezwykle oczyszczający charakter pożegnania ze zmarłymi. Pamięć o tamtych czystych, pozbawionych komercji tradycjach przypomina nam dzisiaj, iż podkarpacka kultura miała własny, niezwykle głęboki sposób na pamięć o tych, którzy odeszli.

Idź do oryginalnego materiału