Pani Maria po zawale zmieniła dietę, przeszła rehabilitację i schudła pięć kilogramów. Lepiej udało się też opanować nadciśnienie, z którym zmagała się od około 25 lat. Tak w codziennym życiu wyglądały efekty programu KOS-Zawał w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Opolu. W 2025 roku skorzystało z niego 265 osób, czyli 77 proc. pacjentów leczonych w tym szpitalu z powodu zawału.
W szpitalu można udrożnić tętnicę i uratować serce. Później pacjent wraca jednak do własnej kuchni, ulubionego fotela i przyzwyczajeń, które niekoniecznie służyły jego zdrowiu. Dostaje zalecenia, recepty i drugą szansę. Pozostaje pytanie, jak z niej skorzystać, kiedy minie pierwszy strach. Właśnie na ten czas powstał KOS-Zawał, czyli program koordynowanej opieki po zawale serca. Przez 12 miesięcy pacjent ma zapewnione kontrole, rehabilitację oraz wsparcie specjalistów. Chodzi o to, żeby skuteczne leczenie szpitalne miało dalszy ciąg.
Pani Maria dobrze pamiętała osłabienie po zawale. choćby chodzenie i niewielki wysiłek sprawiały jej trudność. Do tego dochodził niepokój o własne zdrowie. Potem przyszły rehabilitacja w szpitalu, domowe pomiary ciśnienia i tętna oraz kolejne wizyty.
– Ciśnienie się wyregulowało i ogólnie czuję się już naprawdę lepiej – opowiadała pani Maria, pacjentka objęta programem KOS-Zawał.
Zmiany objęły także talerz, od śniadania do kolacji. Pojawiło się więcej warzyw, kasz, razowego pieczywa i ryb. Ubyło słodyczy. Pani Maria mówiła o tym bez tonu osoby skazanej na dożywotnią dietetyczną pokutę. Nowe jedzenie jej odpowiadało, a ubytek pięciu kilogramów był dodatkowym, konkretnym efektem.
W tej historii ważna była również świadomość, iż podczas kolejnej wizyty ktoś sprawdzi wyniki, zapyta o samopoczucie i pomoże, jeżeli leczenie wymaga zmiany.
Jak wyjaśniała kardiolog Iwona Krajewska-Redelbach, opiekująca się pacjentami w programie, w ciągu roku odbywa się zwykle cztery lub pięć wizyt kontrolnych. Ich liczba zależy od potrzeb chorego. Lekarze oceniają stan zdrowia, zlecają potrzebne badania, kontrolują między innymi cholesterol i poziom cukru. Integralną częścią opieki jest rehabilitacja, a dietetyk pomaga przełożyć zalecenia na codzienne posiłki.
– Tej diety nie należy prowadzić tylko od, do, tylko należy wdrażać dobre nawyki przez cały czas – podkreślała lek. Iwona Krajewska-Redelbach.
To chyba najtrudniejszy punkt całej kuracji. Rok można odmierzyć wizytami. Znacznie trudniej przyjąć, iż po ostatniej z nich troska o serce przez cały czas powinna zajmować miejsce w codziennym planie dnia.
Lekarka przyznawała, iż podczas programu pacjenci byli bardzo zdyscyplinowani. Później utrzymanie dobrych nawyków bywało trudniejsze. Wspominała wcześniejszy program „Ćwicz i żyj zdrowo”, finansowany przez samorząd województwa, który pomagał przypominać pacjentom o dalszej pracy nad zdrowiem. Jak mówiła, w tym roku nie został uruchomiony.
Dlaczego takie przypominanie ma znaczenie? Prof. Marek Gierlotka, kierownik Oddziału i Kliniki Kardiologii USK w Opolu, wskazywał na problem znany od lat: duży postęp w ratowaniu osób z zawałem nie zawsze szedł w parze z odpowiednią opieką po wyjściu ze szpitala.
Tymczasem miażdżyca nie znika wraz z wypisem. Może dotyczyć naczyń serca, mózgu i kończyn. Dlatego kontrolowanie czynników ryzyka ma chronić również przed kolejnym zawałem czy udarem.
Wyniki opolskiej poradni pokazywały, iż systematyczna opieka przynosiła efekty. W pierwszym półroczu 2024 roku poziom cholesterolu LDL równy lub niższy niż 55 mg/dl osiągało 57 proc. pacjentów. W drugim półroczu 2025 roku było ich już 68 proc. To wzrost o 11 punktów procentowych.
Za tymi odsetkami kryli się ludzie, u których udało się lepiej kontrolować jeden z ważnych czynników ryzyka. Profesor przypominał jednak, iż samo dobre samopoczucie może być mylące.
– Cholesterol nie boli, ciśnienie czasem też nie boli, zbyt wysoki poziom cukru czasem też nie boli, ale prowadzi do poważnych konsekwencji – mówił prof. Marek Gierlotka.
Dr n. med. Piotr Feusette, kardiolog i dyrektor do spraw lecznictwa USK, przedstawił również analizę ponad 260 pacjentów przyjętych do programu w 2022 roku. W ciągu rocznej opieki odsetek palących uległ zmniejszeniu z 46 do 26 proc. Udział osób ze źle kontrolowanym ciśnieniem spadł z 72 do 10 proc.
Był więc wyraźny postęp, ale pozostał też powód do niepokoju: przez cały czas mniej więcej co czwarty pacjent palił. Nie zmieniła się również mediana wskaźnika BMI, opisującego relację masy ciała do wzrostu. Sukces pani Marii z utratą pięciu kilogramów nie był zatem doświadczeniem całej badanej grupy.
Doktor wskazywał, iż warto rozwijać wsparcie w utrzymaniu aktywności po zakończeniu rehabilitacji. Z uwzględnieniem stanu serca, innych chorób i możliwości konkretnej osoby.
– Nikt z nas nie oczekuje, iż nasi pacjenci będą przygotowywali się do olimpiady w Los Angeles, bo to nie tędy droga – mówił dr Piotr Feusette.
W tej wypowiedzi było sporo zdrowego rozsądku. Powrót do ruchu nie musi oznaczać sportowego wyczynu. Lekarze mówili o spacerach i codziennej aktywności, a zarazem podkreślali, iż pacjent po zawale powinien wiedzieć, jaki wysiłek jest dla niego odpowiedni.
Przestrzegali też przed przekonaniem, iż ruchem i dietą zawsze można zastąpić leczenie. Zmiana przyzwyczajeń jest ważna, ale przy znacznie podwyższonym cholesterolu, nadciśnieniu czy innych chorobach może nie wystarczyć. Otyłość również wymaga fachowej pomocy, zamiast kolejnego pouczenia, żeby człowiek po prostu bardziej się postarał.
W programie jest także miejsce dla psychologa. Zawał potrafi bowiem zostawić po sobie nie tylko uszkodzenie serca, ale również lęk przed wysiłkiem, nawrotem choroby i zwyczajnym powrotem do życia.
Opolska poradnia KOS-Zawał działa od 1 października 2017 roku. Do końca 2025 roku trafiło do niej blisko trzy tysiące pacjentów. Dla kolejnych osób ważne będzie to, co stanie się po zakończeniu dwunastego miesiąca: czy utrzymają leczenie, kontrole i codzienne nawyki wypracowane z pomocą zespołu. Bo kalendarz programu ma ostatnią stronę. Troska o serce będzie potrzebna także następnego dnia.
Fot. melonik
















