Zawieszone rekrutacje, wściekli rodzice. Temat polityczny i gorący, ale czy decyzje mogłby być inne? - Dziś mamy 450 wolnych miejsc

1 godzina temu

Cała Polska walczy z problemem demograficznym i nie inaczej jest w Płocku. Od kilkunastu lat w naszym mieście rodzi się coraz mniej dzieci, a prawdziwe załamanie przyszło w 2020 roku, kiedy po raz pierwszy w najnowszej historii miasta urodziło się mniej niż 1000 płocczan. Z każdym rokiem jest coraz gorzej, a to niesie za sobą konsekwencje.

Tylko w trwającym roku szkolnym miejskie przedszkola uruchomiły o 11 oddziałów mniej, a kolejny rok zapowiada się jeszcze bardziej dramatycznie. Z każdym kolejnym rokiem odchodzą liczniejsze grupy 6-latków, a w rekrutacji biorą udział mniej liczne roczniki 3-latków. Na pewnym etapie nie da się utrzymać systemu, który był zaprojektowany na większe potrzeby. Przypomnijmy, iż jeszcze kilkanaście lat temu rodzice mieli ogromny problem z dostępnością przedszkoli, a choćby jeżeli się udało, to bywało, iż była to placówka w zupełnie innej części miasta. Przykładem jest autor tego tekstu, który jako 3,5-letnie dziecko musiał dojeżdżać z Podolszyc do Miejskiego Przedszkola nr 9 przy ulicy Krótkiej. To nie jest jednak tekst o latach 90., kiedy w Płocku rodziło się po 1500 dzieci, ale o 2026 roku, kiedy musimy radzić sobie z demografią na poziomie dwa, a niedługo trzy razy mniejszym.

Władze miały wybór: utrzymywać fikcję albo podjąć trudne decyzje. Wybrano kompromis: od roku szkolnego 2026/27 zlikwidowane zostanie Miejskie Przedszkole nr 27, a w pięciu innych placówkach będą ograniczenia dotyczące rekrutacji 3-latków. Pojawiły się głosy krytyki ze strony rodziców i polityków opozycji, pojawia się też niepewność wśród pracowników. Trzeba jednak uczciwie przyznać, iż zmiany są wprowadzane w sposób przemyślany.

System się nie spina

Miasto Płock w roku szkolnym 2025/26 prowadzi 24 miejskie przedszkola. Wiadomo już – to oficjalna i potwierdzona przez Kuratorium Oświaty decyzja – iż Miejskie Przedszkole nr 27 przy ul. Mikołaja Reja 28 przestanie istnieć. Z kolei w pięciu innych przedszkolach rekrutacja będzie ograniczona. Dotyczy to placówek w różnych częściach miasta. W przedszkolach nr:

  • 8 (ul. św. Wojciecha 1b, Podolszyce Południe)
  • 9 (ul. Krótka, Kolegialna)
  • 10 (ul. M. Skłodowskiej-Curie 2a, Miodowa)

rodzice mogą starać się o przyjęcie swoich trzyletnich dzieci do grup czterolatków. Dedykowanej grupy trzylatków nie będzie. Jak widać, problem dotknął też przedszkole na Podolszycach, statystycznie najmłodszej części miasta. Z kolei w Miejskich Przedszkolach nr 14 i 19 rekrutacji trzylatków w ogóle nie będzie. Dla części osób taka sytuacja może być niezrozumiała, ale na system trzeba spojrzeć całościowo.

– Dziś do naszych przedszkoli, w zasadzie od ręki, moglibyśmy przyjąć 250 dzieci. W niektórych placówkach są puste sale, w których mogłyby się odbywać zajęcia. Wystarczy zatrudnić nauczycieli i mamy kolejnych 200 miejsc. To 450 potencjalnych miejsc, których już nie jesteśmy w stanie wypełnić, a za chwilę ta liczba będzie jeszcze większa, bo nabór trzylatków nie ma szans zastąpić odchodzących do szkoły sześciolatków

– mówi Łukasz Jankowski, zastępca prezydenta odpowiadający za oświatę.

W jego gabinecie przez blisko półtorej godziny dyskutujemy o tym, czy nie dało się rozwiązać tej sytuacji inaczej, bo przecież likwidacja przedszkola i wygaszanie kolejnych to trudny temat. Denerwują się rodzice, denerwują się nauczyciele, dzieci też mogą poczuć się niepewnie.

– To nie gra komputerowa - nie można podchodzić na zasadzie "zróbmy wszędzie i zobaczymy co się stanie". To właśnie byłoby nieodpowiedzialne.

– tłumaczy wiceprezydent Jankowski.

O co chodzi w tym stwierdzeniu? Gdyby ratusz pozwolił dziś na rekrutację we wszystkich przedszkolach, okazałoby się, iż część z nich nie zbierze grupy. Ustawa określa, iż grupa przedszkolna może liczyć maksymalnie 25 dzieci. W Płocku co do zasady ratusz zgadza się na oddziały 22-osobowe, w pewnych okolicznościach choćby mniejsze. Co jednak, jeżeli w grupie zbierze się 11 dzieci? Albo 7? Czy racjonalne jest utrzymywanie tak małych grup? Na tak zadane pytanie większość mieszkańców prawdopodobnie odpowie, iż nie. Wtedy dopiero mogłaby pojawić się złość rodziców, bo zamiast przedszkola oddalonego o góra kilkaset metrów, okazałoby się, iż placówka jest po drugiej stronie miasta. I pojawiłoby się pytanie: dlaczego ktoś na to pozwolił?

A skąd wiemy, iż tak by było? Bo matematyka nie kłamie.

– W czerwcu z miejskich przedszkoli odchodzi 914 sześciolatków, a w rekrutacji pozyskamy około 480, maksymalnie 500 trzylatków. 500 dzieci to byłby nasz największy sukces

– wskazuje Agnieszka Harabasz, dyrektor Wydziału Edukacji w urzędzie miasta.

Szacunki wskazują, iż w całym systemie we wrześniu 2026 roku będzie o 17 oddziałów przedszkolnych mniej, niż rok temu. Przypomnijmy, iż już w tym roku jest ich 11 mniej, niż w poprzednim. To 28 oddziałów mniej w zaledwie dwa lata. W jednym z przedszkoli, które będzie miało ograniczoną rekrutację, w poprzednim roku w pierwszym naborze zgłosiło się… troje dzieci.

W ratuszu mają to wszystko policzone. Skąd wiadomo, ile dzieci będzie „w puli” na przyszły rok? Sytuacja powtarza się co roku: około 80 proc. dzieci korzysta z miejskich przedszkoli, a około 20 proc. z prywatnych. W ostatnich latach widać choćby pewne odbicie w kierunku miejskich placówek, które na ogół mają bardzo dobrą opinię, ale ratusz bezpiecznie trzyma się wskaźnika 20 proc. Lepiej się pozytywnie zaskoczyć niż rozczarować, bo tu rozczarowanie ma wymierne skutki. Skoro w rekrutacji weźmie udział 600 dzieci urodzonych w 2023 roku oraz w styczniu i lutym 2024 roku, to do miejskich placówek trafi maksymalnie 500. Gdyby system został utrzymany w obecnym kształcie, wolnych miejsc byłoby choćby 750. I na tym etapie ratusz mówi „stop”, bo to po prostu przejadanie publicznych pieniędzy.

Likwidacja „bez planu”?

Temat przedszkoli i demografii stał się polityczny. Marek Tucholski z Konfederacji, kandydat na prezydenta w 2024 roku, zarzucił władzom działanie bez planu.

– Nie ma z waszej strony żadnej strategii w działaniu, o czym dowiedziałem się już w grudniu, kiedy pytałem o analizy przeprowadzone w związku z zamiarem likwidacji przedszkoli. Nie macie żadnego planu opartego na twardych danych, rozkładzie geograficznym i kosztach. I nie chodzi o to, iż rodzice nie dostrzegają problemu mniejszej liczby dzieci, ale o to, iż decyzje zapadają chaotycznie i bez głębszej refleksji. To amatorszczyzna, która wywołuje niepokój i słuszne oburzenie rodziców. Powinien zostać przygotowany plan sieci przedszkoli, stworzony na podstawie potrzeb rodziców, wskaźników demograficznych, geografii miasta i kosztów. Tego nie ma – napisał pod postem prezydenta Nowakowskiego na Facebooku.

Warto przyjrzeć się schematowi ograniczonej rekrutacji. Mniej placówek to mniejszy wybór i być może mniejszy komfort. Trudno jednak wskazać miejsce, w którym w pobliżu wygaszanego przedszkola nie ma innego.

– Pod uwagę wzięliśmy różne aspekty, przede wszystkim wyniki rekrutacji z poprzednich lat, ale też stan budynków. Musieliśmy to zrobić "z głową". Nie możemy zrobić tak, żeby nie było wokół sensownej alternatywy

– mówi Jankowski.

I tak oba przedszkola na lewym brzegu pozostają nietknięte, bo tam zbierają się pełne grupy, a alternatywa jest daleko. W przypadku przedszkoli, w których są ograniczenia w rekrutacji trzylatków, sytuacja wygląda inaczej. Najbardziej jaskrawym przykładem jest likwidowane Miejskie Przedszkole nr 27 i Miejskie Przedszkole nr 21, które dzieli niespełna 200 metrów. Podobnie jest w przypadku Miejskiego Przedszkola nr 19, które w przyszłym roku nie utworzy grupy trzylatków. Taką grupę utworzy za to Miejskie Przedszkole nr 3, mieszczące się od kilku lat w nowym budynku z nowym placem zabaw. Odległość? Około 200 metrów.

Dużo emocji wzbudza Miejskie Przedszkole nr 14. Tu rodzice mają wybór pomiędzy Miejskim Przedszkolem nr 3 (900 metrów) i Miejskim Przedszkolem nr 16 (900 metrów). Tak wygląda mapka przedszkoli w Płocku. Na czerwono zaznaczono zamknięte przedszkole nr 27, niebieskim kolorem oznaczno przedszkola z ograniczoną rekrutacją. Widać wyraźnie, iż problemy są w osiedlach, które w ostatniej dekadzie wyludniły się najbardziej. Rodzice wskazują, iż w przedszkolach nr 14 i 19 zebrała się grupa i być może tak jest. W takim razie w innym przedszkolu by jej zabrakło, więc sytuacja wraca do punktu wyjścia.

https://portalplock.pl/wiadomosci/te-osiedla-plocka-wyludniaja-sie-najszybciej-mieszkancow-przybywa-tylko-na-kilku/huVWyd3EqXfKXWqYoAJj

W ratuszu biorą też pod uwagę sytuację w gminach ościennych. Zdarza się bowiem, iż do przedszkoli w Płocku chodzą dzieci mieszkańców sąsiednich gmin, bo rodzice pracują w mieście.

– W Starej Białej buduje się przedszkole i to też pewnie odbije się na naszej rekrutacji, bo część tych dzieci chodziła do naszych placówek. Patrzymy na sytuację w ościennych gminach

– mówi dyrektor Harabasz.

Sytuacja jest analizowana na bieżąco. System jest płynny, bo dzieci zmieniają przedszkola, rodziny się przeprowadzają. Warto też zauważyć, iż zmienia się także samo miasto. Jeszcze kilkanaście lat nie istniało osiedle Górna, a dziś jest tam kilkanaście nowych bloków i realne zapotrzebowanie. To samo dotyczy np. osiedla Winiary.

Co dalej?

Najlepiej byłoby, gdyby co roku w Płocku znów rodziło się po 1300 dzieci, ale już wiemy, iż tak nie będzie. Trzeba nastawiać się na dalsze problemy demograficzne. W Płocku mieszka coraz mniej ludzi, a ci, którzy tu są, rzadziej decydują się na dzieci, a jeżeli już, to mają ich mniej niż ich rówieśnicy 20 lat temu.

Dzisiejsza sytuacja nie jest zaskoczeniem, to proces, który narastał od kilku lat.

W każdym oddziale przedszkolnym zatrudnione są trzy osoby – dwie nauczycielki i jeden pracownik obsługi. Przy likwidacji 17 oddziałów pracę może stracić 51 osób. Część jest prawdopodobnie zatrudniona na czas określony. To dyrektor przedszkola odpowiada za politykę kadrową.

– Przedszkola ładnie ze sobą współpracują i to trzeba podkreślić. Jestem przekonany, iż każdy pracownik z likwidowanego przedszkola nr 27 od września znajdzie pracę

– mówi wiceprezydent Jankowski.

Być może część nauczycielek zdecyduje się przejść na emeryturę, zwłaszcza iż od stycznia zmieniły się przepisy i odprawa emerytalna wynosi sześć, a nie trzy pensje. Z drugiej strony mogą chcieć wypracować nagrodę jubileuszową po 40 latach pracy.

Na dziś nie wiadomo jeszcze, jak będzie wyglądała sytuacja. Wiadomo już, iż w wygaszanych przedszkolach (o ile tendecja się nie zmieni, a nic nie wskazuje na to, iż tak będzie) nie będzie wielkich, kilkumilionowych remontów. Infrastruktura zostanie jednak utrzymana na dobrym, bezpiecznym poziomie. W przyszłości te budynki mogą zostać przemianowane. Na dziś w urzędzie nie chcą jeszcze o tym otwarcie dyskutować, bo przedszkola przez cały czas działają i przez kilka lat działać będą, ale wiadomo, iż już są i będą np. coraz większe potrzeby w kwestii opieki nad seniorami. Ratusz poważnie musi myśleć nad tą kwestią - czy to domami dziennego pobytu czy powiększeniu Domu Pomocy Społecznej. Płock się po prostu starzeje i od tego nie uciekniemy.

Rodzi się też pytanie: a co ze szkołami podstawowymi? Tu przecież też dotrze niż demograficzny. W ratuszu są jednak jeszcze spokojni.

- Pamiętajmy, iż do szkół podstawowych idą dzieci ze przedszkoli miejskich i prywatnych. Jesteśmy w sytuacji, o której już musimy o tym myśleć, ale to pojawi się dopiero za kilka lat

- mówi Łukasz Jankowski.

Prędzej czy później zmniejszą się też szkoły podstawowe, choć wygląda na to, iż póki co drastycznych cięć nie będzie. Pewne placówki będą miały jednak niższe nabory, i np. za miast trzech klas I, utworzą jedną lub dwie. Taka jest rzeczywistość.

Szansa dla młodszych dzieci

Z kolei zupełnie odwrotna sytuacja jest w przypadku żłobków. Póki co ratusz ma w swoich 4 miejskich żłobkach 380 miejsc. Trwa adaptacja budynku po byłej Szkole Podstawowej nr 3 i przy Kossobudzkiego będzie kolejnych 118 miejsc, a w rozbudowanym żłobku na Podolszycach kolejnych 68. Miejsc będzie więc nieco ponad 500 - w końcu każdy mały Płocczanin będzie miał szansę skorzystania z miejskiego żłobka. A niewykluczone, iż i tu będzie trzeba dokonać korekt.

Wiadomo jednak, iż co by się nie działo, to każde dziecko w Płocku ma zapewnione miejsce w miejskim przedszkolu. Tak jest teraz i tak będzie w przyszłości. Co więcej, w najbliższym czasie dotyczyć to będzie także młodszych dzieci w żłobkach. Pod tym względem miasto ma naprawdę dobrą ofertę.

Idź do oryginalnego materiału