Zbigniew Boniek: Za dziecka byłem zakochany w Górniku Zabrze i Włodku Lubańskim

roosevelta81.pl 2 tygodni temu

Zbigniew Boniek jest rodowitym Bydgoszczaninem i wychowankiem Zawiszy. Przed środowym meczem 1/2 finału STS Pucharu Polski Zawisza Bydgoszcz - Górnik Zabrze legendarny piłkarz reprezentacji Polski, Widzewa Łódź, Juventusu Turyn i AS Romy opowiada m.in. o swojej młodzieńczej miłości do Górnika Zabrze, ocenia szanse Zawiszy na awans oraz zdradza, dlaczego... nie zmartwi go awans do finału drużyny z Roosevelta.

Wielu kibiców w Polsce kojarzy Pana z występami w reprezentacji Polski, Juventusie, AS Romie i Widzewie Łódź. Pan jednak serce ma niebiesko-czarne.

- Tak, rzeczywiście, największy sentyment mam do Zawiszy Bydgoszcz. Całe moje dzieciństwo to była Bydgoszcz, młodość moja to była Bydgoszcz i do osiemnastego roku życia, jedynym moim klubem był Zawisza Bydgoszcz. Tam się wychowałem, tam się najwięcej nauczyłem i można powiedzieć, iż emocjonalnie jestem z tym klubem związany. Jak myślę o mojej młodości, no to pierwsze co mi przychodzi do głowy, to Bydgoszcz i Zawisza.

Można pokusić się o stwierdzenie, iż bez Zawiszy Bydgoszcz nie byłoby w polskiej piłce Zbigniewa Bońka?

- Mój ojciec grał w Polonii Bydgoszcz. I Bydgoszcz, to też Polonia. Można powiedzieć, iż jak wychodziłem od siebie z bloku, to miałem do stadionu Polonii jakieś 800 metrów, a do obiektów Zawiszy z 1200. Także jakbym poszedł w lewo, to mógłbym być w Polonii i nie wiadomo, jak by się to skończyło. Ale szczęśliwie z wszystkimi moimi kolegami poszliśmy do Zawiszy w wieku dwunastu lat, żeby się zapisać do sekcji piłkarskiej. Myślę, iż koniec końców piłkarzem i tak bym został, tylko ta droga byłaby troszeczkę inna.

Jak wyglądało życie na takim bydgoskim osiedlu, gdzie tak blisko było do obiektów dwóch klubów z jednego miasta?

- A, to było bardzo dobre, bardzo fajne. Zawsze było troszeczkę rywalizacji, ale akurat się tak składało, iż jak Polonia była dobra, to Zawisza jeszcze nie był tak dobry. Chociaż ja też pamiętam - jak byłem mały - jakieś derby Zawisza - Polonia. Natomiast o ile dwie drużyny z jednego miasta - czy też położone w bliskiej od siebie odległości - rywalizują między sobą, to jest tylko i wyłącznie korzyść dla obydwu klubów, bo rywalizacja podnosi też poziom.

Animozji między kibicami Zawiszy i Polonii o prym w Bydgoszczy nie było?

- Znaczy, w tamtych latach... Kiedyś kibicowanie inaczej wyglądało. Nie było tych klubów kibica. Ludzie po prostu chodzili na mecze, kibicowali, czasami co tydzień innemu klubowi z jednego miasta. Ja sobie jakichś tam animozji w tych czasach nie przypominam.

A jak pamięta Pan Górnika Zabrze? Lata 70-te, to już złoty okres w historii klubu z Roosevelta.

- Pamiętam, iż Górnik był wielki. Jak miałem 9-10 lat, to Górnik Zabrze przed meczem chyba z Manchesterem był w Bydgoszczy na obiektach Zawiszy na siedmiodniowym zgrupowaniu. Ja wychodziłem rano do szkoły, ale do szkoły nie szedłem, tylko chodziłem na wagary, oglądać treningi Górnika Zabrze. Po tygodniu zadzwoniła do domu moja nauczycielka i zapytała, co się ze mną dzieje. A ojciec mówi: "Dlaczego? Wszystko jest dobrze". "No ale od tygodnia w szkole go nie ma". A ojciec mówi: "Jak nie? Przecież codziennie wychodzi do szkoły". A ja chodziłem na Zawiszę oglądać treningi Górnika Zabrze (śmiech).

Było kogo podziwiać i na kim się wzorować...

- Pamiętam, iż w Górniku Zabrze grali wtedy Kostka, Gomola, Latocha, Oślizło, Gorgoń, Anczok, Lentner, Banaś, Szołtysik... I to była ta wielka, złota drużyna. Moim idolem był Włodek Lubański. I chodziłem oglądać te treningi, bo byłem zakochany w Górniku i Włodku Lubańskim. Oczywiście oberwało mi się potem od ojca, ale gdzieś tam w środku ojciec - który też grał w piłkę - rozumiał, co mną kierowało i chyba choćby mu się to podobało, iż syn zamiast chodzić do szkoły, poszedł oglądać treningi Górnika w Bydgoszczy.

To zgrupowanie było w okresie zimowym, przed rundą wiosenną.

- Zmarzłem wtedy potwornie, wtedy zimy w Polsce były jeszcze mroźne. Na początku, jak oglądałem treningi na sali, przez pierwsze dwa dni podglądałem piłkarzy przez okno, ale potem jakoś tam się wdrapałem do środka i mnie wpuścili. Także byłem jedynym dzieckiem w Bydgoszczy, które oglądało choćby te poranne treningi na hali.

W tamtych latach, gdy Górnik Zabrze grał w europejskich pucharach, ulice w całej Polsce się wyludniały i wszyscy zasiadali przed telewizorami. Utkwił Panu któryś z tych meczów szczególnie w pamięci?

- Pamiętam taki mecz, w którym Górnik pokonał Dynamo Kijów, a Kostka obronił rzut karny. To były piękne czasy. Nie zapominajmy, iż wtedy to był Związek Radziecki i wszyscy kibicowaliśmy przeciwko drużynom z ZSRR. A wyczyn Górnika był wtedy wielki. Oczywiście, było tych pamiętnych meczów znacznie więcej. Z Romą, Manchesterem City, Manchesterem United czy Duklą Praga. Mnie jednak najbardziej utkwił w pamięci ten z Dynamem Kijów.

Był taki okres, iż Górnik Zabrze mocniej zabiegał o pozyskanie Zbigniewa Bońka?

Nie, nigdy takiego zainteresowania nie było. Jak podrosłem, w wieku 17-18 lat, byłem już piłkarzem Zawiszy i oddawałem serce dla tego klubu. adekwatnie swoją piłkarską karierę chciałem budować na Zawiszy. Kiedy się pokazałem, przyszedł po mnie Widzew Łódź. Był bardzo zdeterminowany, żeby mnie pozyskać. Drugim klubem, który w tym czasie mocno o mnie zabiegał, był Lech Poznań. Poszedłem do Widzewa i absolutnie tego nie żałuję.

W środę w Bydgoszczy w półfinale STS Pucharu Polski Zawisza podejmie Górnika Zabrze. Postawa trzecioligowca to dla Pana niespodzianka?

- Na pewno, ale od czasu do czasu w Pucharze Polski zdarzają się takie sytuacje, iż drużyna z niższej klasy rozgrywkowej, wykorzystując atut własnego boiska, entuzjazm i zapał, wygrywa z drużynami teoretycznie lepszymi. Natomiast między pierwszą, drugą, a trzecią ligą różnicy aż tak wielkiej nie ma. W meczu Zawisza - Górnik drużyna z Zabrza jest zdecydowanym faworytem. Dlatego, iż - oprócz tego, iż gra w najwyższej klasie rozgrywkowej - to ma po prostu dobry zespół. Dobrze to wygląda, ostatnio dominowali na stadionie Widzewa. Nie da się ukryć, iż Górnik jest zdecydowanym faworytem tego spotkania.

Dla Pana już przed startem sezonu Górnik Zabrze był też czarnym koniem. Mówił Pan, iż może być to drużyna, która w PKO BP Ekstraklasie namiesza.

- Zawsze mówię i liczę na to, iż Górnik to będzie taki czarny koń. Nie wiem, może to z tego powodu, iż mam do nich jakiś tam sentyment jeszcze z młodych lat. Poza tym, Górnik potrafi ściągać dobrych zawodników. Wszyscy grają w piłkę, gwałtownie biegają, mają dobrą technikę. Muszę powiedzieć, iż Górnik mi się w tym sezonie naprawdę podoba.

Sądzi Pan, iż w Bydgoszczy jest możliwa niespodzianka?

- W piłce nożnej zawsze niespodzianka jest możliwa, ale faworytem jest Górnik. A ja - jak wygra Górnik - zaoszczędzę trochę pieniędzy, bo obiecałem, iż jak Zawisza ten półfinał wygra, to kupię im garnitury, żeby pojechali ładnie ubrani na finał na Stadion Narodowy. Muszę powiedzieć, iż to będzie na pewno mecz... ciekawy. Mecz, w którym faworyt jest zdecydowany. Natomiast w piłce to, iż ktoś jest faworytem, wcale nie znaczy, iż musi wygrać. Dla kibiców Zawiszy, kibiców Górnika, to też by było wielkie święto. Pojechać na Narodowy i mieć szansę ze swoją drużyną świętować zdobycie Pucharu Polski w Warszawie.

Tym bardziej, iż Górnik jest drużyną, która - ironią losu czeka dłużej na te trofeum - od Zawiszy Bydgoszcz...

- Był taki okres, iż Górnik seryjnie wygrywał Puchary Polski. To był stary Górnik, stare czasy. Po modernizacji Stadionu Narodowego na Euro 2012, zmieniliśmy regulaminy i siedzibę PZPN, po czym podpisaliśmy w 2013 roku umowę o finale Pucharu Polski na Narodowym właśnie. Kiedy zaczęliśmy grać na tym obiekcie finały pucharu, zmieniła się w ogóle ranga tych rozgrywek. Inaczej się do tego podchodzi.

Pierwszy finał na PGE Narodowym w 2014, to mecz Zagłębie Lubin - Zawisza Bydgoszcz. I zwycięstwo niebiesko-czarnych po rzutach karnych.

Pamiętam to doskonale... Dziś ta droga Zawiszy na Stadion Narodowy jest niby bliska, ale z drugiej strony bardzo, bardzo daleka. Natomiast to jest ciekawe, iż Zawisza wygrał Puchar Polski dwanaście lat temu, natomiast to Górnik czeka znacznie dłużej.

W półfinale - obok Górnika - Zawisza mógł trafić na Raków Częstochowa i GKS Katowice. Losowanie było szczęśliwe?

- To chyba nie ma żadnego znaczenia, z kim Zawisza by grał w półfinale. Bez względu na rywala, nie byłby faworytem. Natomiast widząc GKS Katowice, widząc Raków Częstochowa, i Górnik... Wydaje mi się, że, klub z taką największą glorią, z największą estymą, to jest Górnik Zabrze. W związku z tym rywalizacja o finał z Górnikiem Zabrzem to jest największa przyjemność. Natomiast trudności z wygraniem meczu byłyby pewnie takie same i z GKS-em Katowice, i z Rakowem.

Zapowiada się wielkie święto w Bydgoszczy, bilety rozeszły się w błyskawicznym tempie. Ma paść rekord frekwencji na stadionie Zawiszy po przebudowie obiektu.

- I przed meczem pewnie będzie całe miasto... stało. Chciałem pójść na mecz Zawisza - Wisła Kraków, natomiast... nie dojechałem na to spotkanie, bo wyjechałem półtorej godziny przed meczem z domu i niestety był taki korek, iż musiałem zawrócić i w telewizji oglądać to spotkanie.

Tym razem Pan wyjedzie wcześniej?

Nie, nie wybieram się na ten mecz. Oglądałem pucharowe zwycięstwa Zawiszy z Wisłą i Chojniczanką w telewizji... I niech tak zostanie.

Jaką parę finału STS Pucharu Polski widzi Pan na PGE Narodowym?

To będzie... Górnik. Natomiast, mam nadzieję, iż Zawisza Górnikowi się mocno postawi. Trudno mówić, kto wygra to spotkanie. Natomiast wydaje mi się, iż Górnik ma w teorii 65-70 procent szans na zwycięstwo. Natomiast w drugim półfinale sprawa jest zupełnie otwarta.

Nie widzi pan zdecydowanego faworyta parze Raków Częstochowa - GKS Katowice?

- Nie, tam wydaje mi się rywalizacja będzie dość wyrównana. W meczu w Bydgoszczy jest faworyt, w Częstochowie takiego nie widzę. Puchar Polski jest też po to, żeby czasami faworyci musieli ucierpieć. Natomiast o ile w środę wygra Górnik, to będę pierwszym, który złoży im gratulacje.

Rozmawiał: eMZet

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Łączy Nas Piłka

Idź do oryginalnego materiału