Ostatnie tygodnie w Bydgoszczy to epoka lodowcowa. Mróz skuwa chodniki, które w trakcie gołoledzi są bezlitosne dla pieszych. Przepełnione SOR-y, odwoływane lekcje i strach przed wyjściem z domu to nie tylko efekt złych warunków, ale też błędów w realizacji „akcji zima”. Drogowcy biją się w pierś i przyznają, iż nie poradzili sobie z gołoledzią na chodnikach.
Pod koniec listopada, w okresie świąt Bożego Narodzenia oraz w styczniu Bydgoszczanie borykali się ze skutkami marznącego deszczu. Chodzenie po mieście było wyzwaniem, a dla niektórych kończyło się fatalnie. Radni Bydgoskiej Prawicy postanowili poprosić władze miasta o przedstawienie i analizę walki na zimowym froncie.
– Borykamy się z dużym oblodzeniem. Wiele osób, zwłaszcza starszych, miało problem z poruszaniem się. Czy byliśmy na to jako miasto przygotowani, czy wyciągniemy wnioski z tej sytuacji? – pytał na początku środowej (28 stycznia) sesji radny Jędrzej Gralik. Zarząd Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej przygotował materiał, który miał odpowiedzieć na te pytania.
– Jest jeden problem – brakuje rąk do pracy. Umowy z firmami zostały podpisane, ale osoby nie przychodzą pracować – powiedział na początku obrad prezydent Rafał Bruski. W ich późniejszej części dyrektor ZDMiKP Wojciech Nalazek przedstawił prezentację o „akcji zima”. Najpierw przypomniał o podziale zadań związanych z zimowym utrzymaniem dróg i chodników – opisywaliśmy je w tekście, który znajdziecie poniżej.
Nalazek podkreślał, iż w ramach najwyższego standardu utrzymania prace wykonuje się na głównych ciągach pieszych. Warto też pamiętać, iż sporo chodników znajduje się na terenach prywatnych właścicieli czy wspólnot lub spółdzielni i to właśnie te podmioty powinny odpowiadać za ich odśnieżanie. W zależności od warunków atmosferycznych pracownicy ZDMiKP pełnią dyżury przez całą dobę, obserwując sprzęt pracujący na jezdniach i ciągach pieszych. – Każdy wyjeżdżający pojazd ciągnie za sobą ślad. Mamy dokładne informacje o godzinie wyjazdu, prędkości przejazdu, o tym, co wykonuje – czy płuży, czy posypuje solankę – opisywał radnym dyrektor.
– Nie prowadzimy akcji w trakcie opadu, czy to marznącego deszczu, czy śniegu. Mamy na celu uprzątnięcie bądź przeciwdziałanie. Nasze obwody drogowe prowadzą też interwencje, jeżeli straż pożarna bądź mieszkańcy zgłoszą jakieś miejsce. Po zakończeniu działań na ulicach głównych interwencyjnie wysyłamy solarki na ulice nieobjęte głównym standardem
– wyjaśniał. W celu poprawy informacji o akcji, na stronie głównej zarządu dróg pojawiła się specjalna zakładka, zawierająca m.in. stosowane narzędzia, kontakt do ZDMiKP czy przepisy dotyczące właścicieli posesji. Na Facebooku pojawiają się natomiast poranne i wieczorne komunikaty o przeprowadzonych działaniach oraz alerty zimowe. – Informacje z naszych kanałów trafiają też do aplikacji Dbamy o Bydgoszcz – dodał Nalazek.
Koszty „akcji zima”
Już w połowie stycznia dowiedzieliśmy się, iż koszty „akcji zima” przewyższyły zakładany budżet, a ZDMiKP musiał zacząć szukać środków na jej kontynuację. W środę dyrektor Nalazek pokazał szczegółowe kwoty, które jeszcze wzrosną – przed nami jest bowiem bardzo mroźny weekend.
Koszt zimowego utrzymania jezdni w okresie 2025/2026 to już 8,4 miliona złotych, a manualnego odśnieżania i posypywania chodników – ponad trzy miliony. Prace w ciągu jednego, śnieżnego dnia w przypadku ciągów pieszych pochłaniają ok. 150-170 tysięcy złotych, a na jezdni – choćby prawie 400 tysięcy złotych. Dodajmy, iż za samo dyżurowanie pracujący na jezdniach Remondis dostaje 10,7 tysiąca złotych. Niezbędny okazał się także zakup kolejnych ton piasku dla obwodów drogowych.
@metropoliabydgoska.pl Uważajcie dzisiaj na siebie! #bydgoszcz ♬ Roxanne – Instrumental – Califa Azul– Ja te dodatkowe środki muszę znaleźć we własnym budżecie. Podjąłem pewne działania i ich szukam. Jestem otwarty na każdą propozycję, ale tylko unormowaną ustawą Prawo Zamówień Publicznych – podkreślił dyrektor, wykluczając tym samym propozycje radnych, zakładające „resocjalizację więźniów poprzez odśnieżanie”.
– Osadzonym trzeba dać transport, potem ubrać w odzież ochronną, wyposażyć, zapewnić posiłek regeneracyjny i odwieźć. Ostatnia akcja z więźniami na Bartodziejach zakończyła się w zakładach bukmacherskich. Policja szukała tych ludzi, bo część z nich się oddaliła i obstawiała mecze – tak przedstawiciel drogowców uzasadniał, dlaczego takie akcje nie mają racji bytu.
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Plebiscyt na 10 lat MetropoliaBydgoska.PL. Zobacz nominowanych!
Wojciech Nalazek przekonywał, iż mimo problemów miasto wyszło obronną ręką z dotychczasowych starć ze zjawiskami pogodowymi – Od 16 listopada Bydgoszcz nie miała problemu z przejezdnością komunikacji, co zdarzało się w wielu większych miastach – powiedział. Zaraz jednak dodał:
– Nie poradziliśmy sobie z gołoledzią na chodnikach. Nasze firmy zawiodły – dostały upomnienia, dostały kary pieniężne. Wróciło to do stanu, który zakładaliśmy pierwotnie
– bił się w pierś szef bydgoskich drogowców. Wykonawcy borykają się bowiem z brakiem pracowników, co anonsował prezydent Bruski.
CO Z PRZEBUDOWĄ PLACU WOLNOŚCI? Nowe informacje – KLIKNIJ TUTAJ

6 godzin temu












