Bruksela oskarżana jest o forsowanie Zielonego Ładu wbrew interesom państw członkowskich. Tymczasem proces, dane i globalny kontekst podważają prostą opowieść o „narzuconej” transformacji.
W polskiej i europejskiej debacie publicznej Europejski Zielony Ład bywa często przedstawiany jako projekt narzucony z Brukseli wbrew interesom państw członkowskich — kosztowny, oderwany od realiów gospodarczych i ignorujący lokalne uwarunkowania. Krytycy wskazują na rosnące ceny energii, system ETS, planowany zakaz sprzedaży nowych samochodów spalinowych czy ryzyko ucieczki przemysłu poza Unię Europejską. Argumenty te brzmią przekonująco. Pytanie jednak brzmi: czy faktycznie prowadzą do wniosku, iż UE narzuca państwom nierealistyczne cele klimatyczne?
Fakty: postęp jest realny, choć nierówny
Pięć lat po ogłoszeniu Europejskiego Zielonego Ładu Wspólne Centrum Badawcze Komisji Europejskiej (JRC) opublikowało jak dotąd najbardziej kompleksową ocenę jego wdrażania. Zidentyfikowano 154 cele — zarówno prawnie wiążące, jak i niewiążące. Jedynie 15 z nich uznano w tej chwili za „nierozwijające się” lub cofające, podczas gdy większość jest albo realizowana zgodnie z harmonogramem, albo wymaga przyspieszenia.
Emisje gazów cieplarnianych w Unii Europejskiej systematycznie spadają, zwłaszcza w sektorach energetycznym i przemysłowym. Rozwija się gospodarka o obiegu zamkniętym, rośnie udział odnawialnych źródeł energii, a Europa stopniowo ogranicza zależność od importowanych paliw kopalnych.
Jednocześnie raport nie maskuje słabych punktów. Tempo inwestycji w OZE pozostaje niewystarczające, ochrona bioróżnorodności wymaga pilnych działań, a niemal 30 proc. celów wciąż nie może zostać rzetelnie ocenionych z powodu braku danych.
Kontekst globalny: Europa nie działa w próżni
Dekadę po przyjęciu Porozumienia Paryskiego świat przez cały czas nie znajduje się na ścieżce zgodnej z celem ograniczenia wzrostu temperatury do 1,5°C. Nawet pełna realizacja obecnych zobowiązań klimatycznych państw prowadziłaby do ocieplenia rzędu 2,4°C. W tym kontekście Unia Europejska pozostaje jednym z nielicznych globalnych aktorów konsekwentnie przekładających deklaracje klimatyczne na wiążące regulacje. To właśnie kontrast między europejską ambicją a wolniejszym tempem działań Stanów Zjednoczonych czy Chin bywa interpretowany jako dowód „przesady” Zielonego Ładu.
Jak zauważa dr hab. Kamila Pronińska z Uniwersytetu Warszawskiego, problem nie leży jednak w samej idei transformacji, ale w jej niedostosowaniu do zmienionych realiów geopolitycznych.
— Nieudolnie prowadzona polityka klimatyczno-energetyczna może stanowić barierę rozwojową w warunkach rosnącej rywalizacji handlowej, z USA w roli głównej, ale też rosnącej rywalizacji o dostęp do krytycznych minerałów czy technologii niezbędnych m.in. do procesu transformacji energetycznej — podkreśla ekspertka. Jednocześnie zaznacza, iż transformacja energetyczna pozostaje „jedyną realną drogą do autonomii energetycznej UE”.
Jej zdaniem dekarbonizacja, rozwój OZE i poprawa efektywności energetycznej nie są luksusem, ale warunkiem strategicznej niezależności Europy.
— Z perspektywy klimatycznej jest to zarazem jedyne etycznie słuszne rozwiązanie — dodaje ekspertka, wskazując na zobowiązania wynikające z Porozumienia Paryskiego.
Kto naprawdę decyduje? Rola Parlamentu Europejskiego
Narracja o „narzucaniu” celów klimatycznych przez Brukselę pomija najważniejszy fakt: Zielony Ład jest rezultatem standardowej unijnej procedury legislacyjnej. Komisja Europejska inicjuje projekty, ale to Parlament Europejski oraz Rada UE — a więc przedstawiciele obywateli i rządów państw członkowskich — negocjują, modyfikują i zatwierdzają ostateczne przepisy. Europosłowie, wybierani w wyborach powszechnych, mają realny wpływ na kształt polityki klimatycznej, w tym na mechanizmy łagodzące jej skutki społeczne i gospodarcze.
— Państwa członkowskie są podmiotami zaangażowanymi w procesy negocjacji wewnątrzunijnych — podkreśla Pronińska. — Cele z zakresu polityki klimatyczno-energetycznej, do których realizacji jesteśmy zobowiązani, to efekt negocjacji i procedury ustawodawczej — zaznacza ekspertka.
To właśnie Parlament Europejski odegrał kluczową rolę w tworzeniu instrumentów kompensacyjnych, takich jak Społeczny Fundusz Klimatyczny, oraz w modyfikacjach systemu ETS i mechanizmu CBAM, który ma chronić europejski przemysł przed nieuczciwą konkurencją spoza UE.
Koszty kontra korzyści
Nie sposób zaprzeczyć, iż transformacja energetyczna wiąże się z wysokimi kosztami. Droga energia, presja konkurencyjna ze strony USA i Chin oraz ryzyko relokacji przemysłu to realne wyzwania. Redukowanie Zielonego Ładu do zbioru „nierealistycznych zakazów” jest jednak uproszczeniem.
Jak podkreśla ekspertka, najważniejsze pytanie nie dotyczy dziś tego, czy transformację porzucić, ale jak ją skorygować.
— Należy wypracować średniookresową strategię będącą odpowiedzią na wyzwania o charakterze geopolitycznym i ekonomicznym — wskazuje Pronińska.
Mit Zielonego Ładu jako projektu narzuconego wbrew woli państw członkowskich nie wytrzymuje konfrontacji z faktami. Unia Europejska stawia ambitne cele, ale czyni to w ramach demokratycznego procesu, z udziałem Parlamentu Europejskiego i rządów narodowych. Problemem nie jest sama ambicja, ale tempo i sposób jej realizacji — oraz to, czy Europa zdoła skutecznie połączyć politykę klimatyczną z wiarygodną strategią konkurencyjności gospodarczej.

1 miesiąc temu





![Pogoda dla Torunia [16.01.2026]](https://tylkotorun.pl/wp-content/uploads/2021/04/POGODA-DLA-TORUNIA-12.jpg)







