Opady śniegu znów wywołały falę komentarzy o rzekomym „zaspaniu” drogowców, jednak służby działają według ustalonych priorytetów i harmonogramów. Najpierw odśnieżane są główne ulice i trasy komunikacji miejskiej, a dopiero później drogi osiedlowe. Warto też pamiętać, iż za wiele chodników nie odpowiada miasto, ale właściciele posesji – a zaniedbania mogą skończyć się mandatem lub kosztownym odszkodowaniem po wypadku pieszego.
Zima znów sypnęła śniegiem, a w sieci tradycyjnie zawrzało: „Drogowcy zaspali!”. Tyle iż rzeczywistość rzadko pokrywa się z internetowymi komentarzami. Pługopiaskarki pracują według ścisłych priorytetów – najpierw główne arterie i trasy komunikacji miejskiej, a dopiero później mniejsze, osiedlowe uliczki.
– Obserwowaliśmy prognozy i wiedzieliśmy co może się wydarzyć teraz we wtorek w tym tygodniu. Już o 22:00 w poniedziałek pierwsze pojazdy wyjechały na ulice po to, aby pokryć drogi pierwszą warstwą soli. Było to konieczne do rozpuszczenia pierwszego śniegu. Pierwsze opady pojawiły się około 03:30. Było widać, iż były intensywne. Później zbiegły się z godzinami, kiedy mieszkańcy jechali do pracy co było dość problematyczne. Najbardziej intensywne działania rozpoczynamy po ustaniu opadów. Dlatego, może to wyglądać jak opóźniona reakcja. Robimy to jednak dlatego, iż taki sposób działania, zbierania większej warstwy jest dużo bardziej owocny – mówi Wojciech Grabarczyk, MPGK Katowice.
Ale drogi to nie wszystko. Najwięcej pułapek czyha na pieszych. Błoto pośniegowe i lód pod nogami to zmora, jednak za stan chodnika nie zawsze odpowiada miasto. W wielu przypadkach obowiązek chwycenia za łopatę spada bezpośrednio na zarządców nieruchomości lub właścicieli prywatnych posesji.
– Za oczyszczanie chodników odpowiada MZUiM ze współpracą MPGK, ale jeżeli chodzi o granice nieruchomości należących do zasobów miejskich. Z kolei za odśnieżanie chodnika przylegającego do posesji, kamienicy, czy budynku prywatnego odpowiada właściciel – mówi Barbara Szumilak, MZUiM Katowice.
Zaniedbania mogą słono kosztować. Za nieodśnieżony chodnik Straż Miejska może wypisać mandat, a w skrajnych sytuacjach grzywna sięga choćby 1 500 złotych. To jednak nic w porównaniu z odszkodowaniem, o jakie może walczyć pieszy, który na śliskiej nawierzchni złamie nogę lub rękę. Wtedy koszty leczenia i rehabilitacji spadają prosto na portfel właściciela terenu.

2 godzin temu












