
Nie tak wyobrażali sobie pierwszy mecz rundy wiosennej piłkarze i sztab szkoleniowy Świdniczanki. Zielono – biało – czerwoni jechali na spotkanie z rezerwami Korony Kielce z nadziejami na wywalczenie punktów, a wrócili do lotniczego miasta bez żadnego dorobku i z bagażem czterech goli.
Łukasz Jankowski, trener „Świdni” miał do dyspozycji piętnastu zawodników, w tym trzech pozyskanych w minionym tygodniu – Wojciecha Białka, Adama Nowaka oraz Romana Mykytyna. Cała trójka znalazła się w wyjściowej jedenastce, ale kilka mogła zrobić z dobrze dysponowanymi rywalami, którzy dostali jeszcze posiłki z pierwszego zespołu Korony. Przed przerwą oglądaliśmy tylko jedno trafienie. Golkipera gości pokonał Mateusz Głowiński, który mógł mieć już wtedy dublet, ale dosłownie chwilę wcześniej zmarnował rzut karny.
Jak najgorzej zacząć drugą część rywalizacji? Dokładnie tak, jak zrobiła to Świdniczanka, która kilkanaście sekund po wznowieniu przegrywała już 0:2, za sprawą Nikodema Niskiego. Przyjęty cios ożywił graczy przyjezdnych, ale nie na tyle, by udało im się zdobyć chociaż kontaktowe trafienie. Tymczasem licznik bramek po stronie gospodarzy przez cały czas rósł. Na 3:0, w 78 min. z „jedenastki” podwyższył Głowiński, a w 90 wynik starcia ustalił Kacper Kucharczyk.
– Korona odniosła zasłużone zwycięstwo – powiedział po meczu Łukasz Jankowski, szkoleniowiec Świdniczanki. – Przespaliśmy początek, dając się zepchnąć do obrony. Przy stanie 0:2 wydawało się, iż uda nam się złapać kontakt z przeciwnikiem. Rzut karny i gol na 3:0 praktycznie zakończył zawody.
W następnej kolejce Jakub Szymala i spółka zmierzą się ze Starem Starachowice. Pojedynek, prawdopodobnie odbędzie się na boisku ze sztuczną nawierzchnią w Milejowie.
Korona II Kielce – Świdniczanka 4:0 (1:0)
Głowiński 17’, 78’ (rzut karny), Niski 46’, Kucharczyk 90’
Świdniczanka: Shpakivsky, Szatała, Siennicki, Figiel, Mykytyn, Nowak, Szymala, Woder (Guzewicz 77’), Poleszak, Konojacki (Dubiel 84’), Białek.
fot. echodnia.eu

2 godzin temu
















