Zmierzyła temperaturę w ZOLu. Co na to władze powiatu?

2 godzin temu

– Moja matka ma zimne ręce z racji faktu, iż ma kiepskie krążenie. Ale to nie powód, żeby trzymać ją w temperaturze 18 stopni – przekonuje córka pacjentki słupeckiego ZOLu. Przyszła na wtorkowe posiedzenie komisji oświaty i spraw społecznych, by nagłośnić nurtujący ją problem.

Kobieta od 1,5 roku regularnie odwiedza swoją mamę, która jest podopieczną Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego w Słupcy. Jak wyliczała, w tym czasie nie odwiedziła mamy tylko przez 20 dni. – Idę tam na 1,5 godziny, na 2 godziny. Widzę naprawdę dużo – mówiła na wtorkowym posiedzeniu komisji oświaty i spraw społecznych rady powiatu. Wybrała się na tam, by naświetlić nurtujący ją problem.

– W ubiegłym tygodniu zaobserwowałam, iż na salach ZOLu jest zimno. Sprawdziłam kaloryfery, żadne nie grzały. Owszem, tam jest klimatyzacja, którą można ustawić na funkcję grzania, ale akurat w ubiegłym tygodniu nikt z tej opcji nie skorzystał – naświetliła problem dodając, iż jej pomiar temperatury wykazał 18 stopni C.

Jak mówiła, w piątek w godzinach popołudniowych napisała w tej sprawie wiadomość na messengerze do starosty i dyrektor szpitala. Skontaktowała się też z radnym powiatowym, który zapowiedział interwencję u starosty.

– Z tego co wiem, interweniował, rozmowa trwała podobno ok. pół godziny i zakończyła się stwierdzeniem pod moim adresem mało kulturalnym, nie będę cytować. I na sam koniec pan starosta stwierdził, iż nic w tej sprawie nie zrobi, bo kontaktował się z dyrekcją i jest ciepło. Jest tak ciepło, iż personel szpitala otwiera okna i musi wietrzyć pomieszczenia, a adekwatnie chłodzić. Na tym oddziale leżą osoby, które, cytuję dosłownie, robią pod siebie. o ile trzeba na takiej sali trzem pacjentom umyć cztery litery, tam jest smród, niebywały smród. Trudno, żeby po takiej toalecie personel nie otworzył okna i nie przewietrzył. Tak samo jest ze zbiórką moczu. Jak te worki z moczem są otwierane, ten mocz jest zlewany tam śmierdzi tak, iż można dostać odruchu wymiotnego. adekwatnie to się go dostaje. Więc te pomieszczenia muszą być co jakiś czas przewietrzone. Pytanie, czy one są przewietrzone z powodu smrodu, czy są przewietrzone z tego powodu, iż jest tak gorąco, iż trzeba wietrzyć – mówiła córka pacjentki ZOLu.

Opisała dalszy bieg spraw. – W sobotę jeden z radnych powiatowych przyszedł na ten oddział i potwierdził, iż temperatura jest niska. 18, może 19 stopni. Na pewno nie było więcej niż 20. Był odczuwalny chłód. Pan radny powiedział, iż skoro pan starosta nic nie może zrobić, nie chce nic zrobić, to on już nic więcej zrobić nie może – mówiła kobieta.

„Obraża mnie pani”

Napisała w tej sprawie maile do wszystkich członków rady społecznej szpitala, również do starosty i do pełnomocnika ds. jakości w słupeckim szpitalu. Od pełnomocnika ds. jakości otrzymała odpowiedź, którą cytowała na posiedzeniu komisji, dodając do niej swój komentarz. W odpowiedzi zapewniono, iż każdy leżący pacjent w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym ma zapewniony komfort termiczny i iż pacjenci przykryci są kołdrą, a w razie potrzeby istnieje możliwość skorzystania z koca przypisanego indywidualnie do pacjenta. – Tu od razu prostuję, to nie jest kołdra, tylko poszewka z kocem. Jednej pani było zimno, poprosiła o kołdrę i tę kołdrę dostała – mówiła córka pacjentki. Odniosła się też do informacji o kocu przypisanym do pacjenta. – Tu chyba pani miała na myśli kocyki, które pan starosta może za 2 zł, może za 5 zł kupił w ubiegłym roku i roznosił na Mikołaja promując swoją osobę – mówiła kobieta.

– Obraża mnie pani – skomentował starosta.

– Pan mnie też wczoraj obraził – odparła kobieta, kontynuując swoją wypowiedź. – Może już w ubiegłym roku pan starosta wiedział, iż w tym roku sytuacja szpitala będzie na tyle kiepska, iż nie będzie pieniędzy na zapewnienia pacjentom ogrzewania. Nie wiem. To tylko moje domysły – mówiła, po czym dalej czytała odpowiedź otrzymaną ze szpitala.

– Trudno odnieść się do niskiej temperatury, którą przedstawia pani prywatny termometr, bowiem personel medyczny prowadzi codzienny monitoring temperatury w pomieszczeniu z lekami wykorzystując do tego termometr regularnie kalibrowany. Zgodnie z prowadzonymi zapisami temperatura w dniu 27 września, czyli w niedzielę wynosiła 21,4 st – napisała przedstawicielka szpitala.

– Nie jest to możliwe. Na moim termometrze, gdzie temperaturę udokumentowałam po dwóch godzinach przyjścia do matki choćby 18 stopni nie było – skomentowała córka pacjentki.

– Pomieszczenie to jest bezpośrednio przyległe do sali nr 11, w którym przebywa pani mama. Jednocześnie informujemy, iż w ostatnim miesiącu nie stwierdzono spadku temperatury poniżej 20,9 stopnia C – to dalszy fragment odpowiedzi, który kobieta również skomentowała.

– Nieprawda, bo tak się składa, iż personel, który różne rzeczy o mnie mówi, w rozmowie ze mną potwierdził, iż na oddziale jest zimno. Tylko nic nie mówią, bo się boją o utratę pracy – stwierdziła kobieta, po czym zacytowała kolejny fragment odpowiedzi szpitala: – W dniu dzisiejszym pracownik działu techniczno-eksploatacyjnego dokonał pomiaru temperatury we wszystkich salach oddziału chorób płuc oraz w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym. Temperatura wahała się od 22,4 do 23 stopni. Temperatura w sali nr 11 wynosiła 22,5 stopnia. Być może pomiar temperatury, jaką wskazywał pani termometr, był konsekwencją wcześniejszego wietrzenia sal pacjentów – napisała przedstawicielka szpitala.

– choćby gdyby było tak jak napisała pani, iż wczoraj było 22,5 stopnia na sali to pytanie czy nie włączono najpierw klimatyzacji, z której to ciepło poszło m.in. na salę 11? Jak i trzeba zauważyć, iż kiedy dokonywałam pomiaru temperatury na dworze było 15 stopni. Wczoraj termometry pokazywały 21-22 C. Z automatu na sali musiało być cieplej – oceniła córka pacjentki. Wskazywała, iż w ZOLu przebywają zarówno osoby, które chodzą, poruszają się, jak i osoby, które biernie leżą, jak jej mama.

– Czy osoba, która chodzi, jest w stanie się sama ogarnąć, założyć dres, jak jest zimno i osoba, która biernie leży, wymaga takiej samej temperatury powietrza na sali? Otóż nie. Osoby starsze, z upośledzonym krążeniem, te osoby wymagają większej temperatury niż to minimum. Moja matka ma zimne ręce z racji faktu, iż ma kiepskie krążenie. Ale to nie powód, żeby trzymać ją w temperaturze 18 stopni – mówiła córka pacjentki.

W odpowiedzi szpitala zapewniono ją, iż personel ZOLu będzie codziennie monitorował temperaturę na salach pacjentów, a w przypadku spadku pożądanej temperatury zostanie podjęte stosowne działanie.

„Co mam dalej zrobić?”

Do wystąpienia córki pacjentki odniósł się starosta Marek Dąbrowski. – Myślę, iż rozmowa face to face wypadłaby dużo lepiej, niż uruchamianie wszystkich ludzi dookoła tylko nie osób zainteresowanych. Faktem jest, iż wysłała pani wiadomosc do mnie i do pani dyrektor. Ale faktem jest też to, iż my jej nie otrzymaliśmy. Ja tej wiadomości od pani nie mam. Nie wiem czy to wynika z tego, iż nie jesteśmy znajomymi. Tak jak nie jest pewnie pani znajomą pani dyrektor szpitala. Z drugiej strony messenger może nie powinien do tego typu ścieżki załatwiania spraw służyć – rozpoczął starosta.

– Zgłosiła pani i zainterweniowała do radnego Tomka Parusa, który na panią prośbę natychmiast zadzwonił do mnie. I rzeczywiście rozmawialiśmy, rzeczywiście stwierdziłem różne rzeczy, ale nieprawdą jest, iż nie będę interweniował. Bo pierwsze co zrobiłem po rozmowie z Tomkiem to zainterwniowałem. I to jest faktem. Otrzymałem informację, iż jest ciepło. Zainterweniowałem u personelu szpitala i u pani dyrektor. Co mam dalej zrobić? Czy mam spakować się i jechać? jeżeli tego sobie pani życzy, zrobię. Często jeżdżę do szpitala i odwiedzam te miejsca. Od 2,5 roku jestem żywo zainteresowany tym, co się dzieje. Nieprawdą jest również to, iż kupiłem dla promowania własnej osoby koce za 2 czy za 5 zł. Koce kosztowały między 30 a 40 zł i zapłaciłem za to z własnych pieniędzy. Dlatego, iż zostałem zapytany przez panią oddziałową i przez panią ordynator czy moglibyśmy. Ja jestem człowiekiem takim, który na taką prośbę reaguje natychmiast, robię bardzo dużo filantropijnie i społecznie. Pojechałem do KIKa w Słupcy i kupiłem tyle koców z własnych środków, dając te koce w prezencie. Rozsyłając wiadomości do wielu osób zapomniała pani dopytać, czy dotarły one do nas. Nie odpisywałem pani na maila wczoraj, uznałem to za niezasadne, ponieważ są od tego służby podlegając staroście, czyli pracownicy szpitala, którzy na moją prośbę poszli, sprawdzili, zmierzyli, przygotowali odpowiedź, bo taka jest droga służbowa. Przedstawili pomiary temperatur i wykonali to termometrem, który jest kalibrowany. Odpowiednie działania podjęliśmy. Monitorujemy temperaturę, o ile będzie rzeczywiście zimno lub jest zimno to zadbamy o to, żeby było ciepło – zapewnił starosta.

Idź do oryginalnego materiału