Znikające kosze na przystankach w Krakowie. „Zabrano stare, nowych często nie ma”

2 godzin temu

W wielu punktach Krakowa trwa demontaż koszy na śmieci przy wiatach przystankowych. Problem w tym, iż w części lokalizacji… na nowych koszach się kończy. Efekt? Mniej miejsc na odpady tam, gdzie codziennie przewijają się tysiące pasażerów.

Ujednolicanie koszy – dobry kierunek, ale…

W ostatnich tygodniach mieszkańcy zwracają uwagę na masowe usuwanie koszy przymocowanych do konstrukcji wiat przystankowych. Jak wynika z informacji przekazywanych przez miejskie jednostki, celem jest ich ujednolicenie i poprawa estetyki przestrzeni publicznej.

Z tą ideą trudno polemizować. Problem zaczyna się jednak na etapie realizacji.

„Gdy zabieramy kosz, powinniśmy dostawić w zamian nowy” – zwraca uwagę czytelnik, który nagłośnił sprawę.

Mniej koszy w miejscach o dużym natężeniu ruchu

Z przekazanych przykładów wynika, iż w wielu lokalizacjach liczba koszy została wyraźnie ograniczona:

  • przystanek „Pl. Inwalidów” (kierunek Nowy Kleparz): z 3 do 1 kosza,
  • „Muzeum Narodowe” (kierunek ul. Czarnowiejskiej): z 2 do 1,
  • „Conrada” (kierunek ul. Opolskiej): z 1 do 0,
  • „Lublańska” (kierunek Nowa Huta): z 1 do 0.

To tylko część wskazanych lokalizacji. Jak podkreśla autor zgłoszenia:

„Nietrudno jest sobie wyobrazić, iż zmniejszenie liczby koszy w miejscach dużych skupisk ludzi prowadzi do zwiększenia zanieczyszczenia okolic przystanków”.

Spór o interpretację przepisów

Sprawa została zgłoszona do Krakowskiego Centrum Kontaktu. Odpowiedź – jak relacjonuje czytelnik – ujawniła kolejny problem: brak spójności między instytucjami odpowiedzialnymi za infrastrukturę i porządek.

Chodzi m.in. o współpracę między Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne S.A. w Krakowie, Zarząd Transportu Publicznego w Krakowie, Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania w Krakowie.

Kluczowy jest również zapis regulaminu utrzymania czystości.

„W artykule 23 czytamy, iż kosze powinny być umieszczone na przystankach komunikacji miejskiej” – wskazuje autor.
„Tymczasem miejska jednostka wskazuje, iż kosz znajduje się w obrębie przystanku”, dodając, iż w praktyce bywa on oddalony choćby o kilkanaście metrów.

Chaos zamiast systemu

Problem nie dotyczy wyłącznie liczby koszy. Zastrzeżenia budzi również ich stan i sposób ustawiania.

Czytelnik opisuje sytuacje, w których kosze:

  • są brudne i nieczyszczone od miesięcy,
  • ustawiane są przypadkowo – na trawnikach, ścieżkach rowerowych czy ciągach pieszych,
  • zasłaniają piktogramy lub same ustawione są tyłem do użytkowników.

„Kosze są ustawiane bez ładu i składu. To wpływa negatywnie na estetykę miasta” – podkreśla.

Jak dodaje, zamiast systemowego rozwiązania, mieszkańcy zmuszeni są do indywidualnego zgłaszania każdego przypadku.

„W ciągu ostatnich kilku tygodni zgłosiłem blisko 150 takich sytuacji (…) i będą one w dalszym ciągu spływać”.

Sprawa trafiła do prezydenta

Pismo w tej sprawie zostało skierowane do Aleksander Miszalski z prośbą o pilną interwencję i uporządkowanie systemu zarządzania koszami na przystankach.

Na razie trudno mówić o kompleksowym rozwiązaniu. Tymczasem dla mieszkańców sprawa jest prosta – kosz na przystanku to nie element estetyki, ale podstawowa infrastruktura.

Miasto do poprawki?

Przykład przystankowych koszy pokazuje szerszy problem: rozproszenie kompetencji i brak koordynacji między miejskimi jednostkami.

Ujednolicenie ma sens. Ale bez równoczesnego zapewnienia dostępności – może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego.

A ten widać już dziś… na chodnikach obok przystanków

Grzegorz Górski

(foto – autor listu do Redakcji)

Idź do oryginalnego materiału