Żongler, rekordzista i krakowska ikona ulicy – historia Andrzeja Kukli

2 godzin temu

Tłumy mijają go każdego dnia, nie zdając sobie sprawy, iż przechodzą obok rekordzisty Guinnessa. Od ponad 20 lat żongluje piłką na ul. Floriańskiej, przyciągając wzrok turystów i mieszkańców. Zna go cały Kraków. Redakcja KRKNews spotkała się z niewątpliwą gwiazdą wśród miejskich artystów ulicznych – z Andrzejem Kuklą. Jak zaczęła się ta cała przygoda? Czy czuje się spełniony? Do kiedy będzie można podziwiać jego umiejętności przy krakowskim Rynku? O tym w naszym materiale.

Wszystko zaczęło się w Brzeszczach

Brzeszcze – miasto położone w południowej Polsce, w powiecie oświęcimskim, nad rzeką Wisłą. To tam zaczyna się kariera Andrzeja Kukli, chociaż początki wcale nie są łatwe. Dzisiaj podziwiany za swoje zdolności operowania piłką żongler w dzieciństwie zwykle siedział na ławce rezerwowych. Trener rzadko wzywał go na boisko, co spowodowało, iż młody chłopak zaczął rozwijać pasję na własną rękę:

„Chciałem grać w piłkę, ale trener zgasił moje fantazje, mówiąc, iż piłkarza ze mnie nie będzie, bo nie mam szybkości, i ja w to uwierzyłem, ale piłka została w moim życiu, zacząłem się nią bawić na podwórku” – mówi Andrzej Kukla.

Niektórzy koledzy podziwiali jego zawzięcie, inni wytykali palcami, a on nieprzerwanie szlifował umiejętności. Chociaż nie grał drużynowo, piłkę nożną wciąż miał w sercu i jako nastolatek zjeździł całą Polskę, kibicując ukochanemu Widzewowi Łódź. Jednocześnie zaczęto go zapraszać na pierwsze pokazy – prezentował swoje umiejętności na festynach bądź prywatnych imprezach znajomych. Wspominano o nim w lokalnych gazetach, ale nie było wówczas mowy o większej gratyfikacji finansowej. Po ukończeniu szkoły Andrzej Kukla poszedł więc do regularnej pracy i trafił do firmy budowlanej, w której spędził kilka lat. Żonglowanie piłką wciąż pozostawało pasją…

Z Brzeszcz na ul. Floriańską

„Kraków zdarzył mi się przypadkiem” – mówi Andrzej Kukla o swoich początkach pracy na ul. Floriańskiej. To znajomy namówił go, żeby został artystą ulicznym w stolicy Małopolski: „Z Twoimi zdolnościami spokojnie dasz sobie radę”. Mężczyzna postanowił spróbować i dwadzieścia kilka lat temu po raz pierwszy wystąpił przed turystami i mieszkańcami miasta, którego dziś jest ikoną.

To w Krakowie sięgające dzieciństwa hobby staje się bowiem dla Andrzeja Kukli pracą na pełen etat, chociaż do dziś podbijanie piłki stopami, kolanami, głową i ramionami przynosi mu także prawdziwą radość. Na ul. Floriańskiej, u wylotu Rynku, można go spotkać niemal codziennie, w godzinach ok. 10 – 16. Oczywiście zimą rzadziej ze względu na niekorzystne warunki pogodowe.

Działalność Andrzeja Kukli wykracza jednak poza uliczne występy – regularnie angażuje się też w pomoc chorym dzieciom i organizuje na ich rzecz zbiórki, a raz w roku turniej piłkarski, by dzieciaki choć na chwilę zostawiły telefony i komputery, i spędziły czas aktywnie. W ten sposób staje się inspiracją oraz przykładem dla kolejnych pokoleń.

Znajomości ze świata sportu

Przez te wszystkie lata AndrzejKukla miał okazję poznać wielu znanych piłkarzy i postaci ze świata futbolu. Wśród nich znaleźli się m.in. Stefan Majewski, Kazimierz Kmiecik, Jerzy Dudek oraz Mirosław Szymkowiak, z którym zagrał w meczu charytatywnym w Myślenicach. Miał również okazję wystąpić na urodzinach trenera wszech czasów Kazimierza Górskiego.

Dzięki swojej pasji i wytrwałości spotkał także Franza Beckenbauera – podczas Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 2006 w Niemczech w Dortmundzie, kiedy żonglował piłką na ulicy, wpadł w oko przedstawicielom firmy Adidas, a Ci zaprosili go na spotkanie z legendą niemieckiego futbolu.

Rekord Guinnessa – 3 godziny i 59 minut nieprzerwanej żonglerki

Jeden z najbardziej przełomowych momentów w życiu Andrzeja Kukli nastąpił 20 marca 1998 roku. To tedo dnia w Instytucie Wychowania Fizycznego i Sportu w Białej Podlaskiej przez 3 godziny i 59 minut nieprzerwanie podbijał piłkę głową, osiągając wynik 30 570 odbić, co zapewniło mu miejsce w Księdze Rekordów Guinnessa. Do dziś nikt nie uzyskał lepszego wyniku.

„To było moje młodzieńcze marzenie, bo zauważyłem, iż nie tylko osoby ze świata, ale też z Polski tam trafiają. W pewnym momencie pomyślałem sobie, iż to jest ktoś z takiej samej gliny jak ja i dlaczego mnie ma się nie udać. Zacząłem próbować, trenować, najpierw fizycznie, potem mentalnie i w pewnym momencie to się udało” – wspomina w rozmowie z KRKNEws.

Andrzej Kukla zniknie z Floriańskiej?

Choć ma 54 lata i – jak sam podkreśla – wciąż jest w dobrej formie, coraz częściej myśli o tym, co dalej. Nie czuje jeszcze zmęczenia, ale ma świadomość, iż z wiekiem może ono nadejść, dlatego rozważa zejście z ulicy i przebranżowienie się, m.in. w kierunku marketingu lub usług handlowych.

Warto tu podkreślić, iż za rozpoznawalnością i sukcesem stoją także trudne doświadczenia. Andrzej Kukla przyznaje, iż kilka razy został okradziony podczas występów, a raz padł ofiarą brutalnego napadu i został pobity do nieprzytomności. Jednak nie stracił pasji. Jak zaznacza w rozmowie, ta droga wymaga silnego charakteru i odporności psychicznej, bo bywają dni, kiedy nie ma żadnego zarobku.

Życie w rytmie ulicznej pasji

Mimo upływu lat Andrzej Kukla wciąż pozostaje jednym z najbardziej charakterystycznych symboli ulicznego Krakowa. Turyści zatrzymują się, wyciągają telefony, robią zdjęcia i przez chwilę zwalniają krok, obserwując kolejne perfekcyjne odbicia piłki. Wielu z nich wraca tu przy kolejnych wizytach w mieście, żeby sprawdzić, czy przez cały czas stoi w swoim miejscu.

Sam przyznaje, iż czuje się przez Kraków doceniony. Rozpoznają go nie tylko wtedy, gdy występuje na ul. Floriańskiej, ale również podczas zwykłych spacerów z ukochanym psiakiem Gabrysią. Choć coraz częściej myśli o przyszłości i o tym, co będzie dalej, jedno jest pewne – dla wielu mieszkańców i turystów Andrzej Kukla już dawno stał się częścią krajobrazu miasta, niemal tak oczywistą jak hejnał z Wieży Mariackiej czy tłum spacerujący po Rynku.

Małgorzata Armada

Idź do oryginalnego materiału