Został wypisany, ale niedługo wrócił i zmarł. Co wydarzyło się w krakowskim szpitalu?

1 godzina temu

Rodzina 60-letniego mieszkańca Krakowa kwestionuje sposób, w jaki przebiegało jego leczenie po dwóch wizytach na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym Szpitala im. Ludwika Rydygiera. Mężczyzna zmarł dzień po ponownym przyjęciu do szpitala.

Sprawę opisuje „Gazeta Wyborcza”. Według relacji rodziny, 4 maja syn pana Wojciecha znalazł ojca w mieszkaniu w stanie wskazującym na zaburzenia świadomości. Mężczyzna miał problemy z kontaktem i nie był w stanie samodzielnie zejść do karetki. Trafił na SOR krakowskiego szpitala im. Ludwika Rydygiera. Następnego dnia rano został wypisany do domu. Z dokumentacji medycznej wynikało, iż jego stan określono jako „średni”, a lekarze rozpoznali m.in. zaburzenia elektrolitowe i niski poziom potasu. Przeprowadzono badania oraz nawodnienie organizmu.

Rodzina twierdzi jednak, iż głównym problemem były zaburzenia świadomości, a nie ból brzucha, który wpisano jako powód przyjęcia. Syn odnalazł ojca kilka godzin po wypisie w pobliżu szpitala. Według bliskich mężczyzna był osłabiony, miał zakrwawione ubranie i trudności z orientacją. Była żona pacjenta po rozmowie z rzeczniczką praw pacjenta doprowadziła do ponownego przyjęcia go na SOR. Tym razem mężczyzna trafił tam na wózku. W wywiadzie medycznym miał błędnie podać datę, a kilka godzin później został skierowany na oddział neurologiczny z podejrzeniem udaru mózgu. Dzień później zmarł.

Bliscy zmarłego podkreślają, iż nie są pewni, czy śmierci można było uniknąć, ponieważ mężczyzna był wycieńczony i miał zaniedbywać zdrowie. Ich wątpliwości budzi jednak decyzja o pierwszym wypisie ze szpitala. Ordynator oddziału ratunkowego przekazał rodzinie, iż podczas pierwszej hospitalizacji pacjent był w kontakcie, został nawodniony, a jego stan uległ poprawie. Lekarz miał również zapewnić, iż pacjent deklarował samodzielny kontakt z rodziną po opuszczeniu szpitala.

Idź do oryginalnego materiału