Co sezon do szpitala trafiają dzieci poranione przez petardy i fajerwerki. Ale ten był wyjątkowy.
- Chłopiec świadomie trzymał petardę w zaciśniętej dłoni, czekając na wybuch
- wspomina prof. Krzysztof Małecki, kierownik Kliniki Ortopedii i Traumatologii z Poddziałem Chirurgii Ręki dla Dzieci ICZMP.
Amputacje, operacje, oparzenia
Tylko w tym sezonie lekarze w ICZMP mieli kilka bardzo ciężkich przypadków, które wymagały przeprowadzenia skomplikowanych operacji
- W Nowy Rok i Sylwestra mieliśmy amputację końcówki palca po petardzie i poważne obrażenia ręki u innego dziecka
- potwierdza profesor.
- Na SOR trafiło jeszcze więcej pacjentów, na szczęście z lżejszymi urazami, ale i tak wymagającymi pomocy medycznej.
Najczęściej ofiarami są dzieci w wieku od 12 do 18 lat.
- To wiek, w którym potrafią już samodzielnie odpalać petardy, ale nie zawsze potrafią ocenić konsekwencje
- mówi prof. Małecki.
Rodziców nie ma, dzieci biorą petardy
Skąd dzieci mają materiały pirotechniczne? Zwykle… z domu.
- Przypadki poszkodowanych dzieci zdarzają się nie tylko w okolicach Sylwestra, ale też w okresie dwóch, trzech tygodni przed przed i po. Te petardy czy jakieś fejewerki są gdzieś tam w domu i dzieci pod nieobecność rodziców je wykradają. Czasem też - niestety - używają ich za przyzwoleniem rodziców...
- dodaje profesor.
W wywiadach rodzice najczęściej jednak twierdzą, iż „nie wiedzieli”, a dzieci nie zawsze mówią prawdę. Efekt? Sale operacyjne i dramatyczne decyzje lekarzy.
Jak ten mózg działa?
- Dzieci w tym wieku często w ogóle nie myślą o skutkach. Nie są świadome, iż mogą stracić palce, sprawność ręki, a czasem choćby życie.
- przyznaje prof. Małecki.
Najczęstsze sytuacje? Petarda wybucha w dłoni albo dziecko nie zdąży uciec, bo stoi za blisko tego, kto ją odpala. Zdarzają się też fajerwerki, które eksplodują podczas przygotowania do wystrzału.
Ofiarami są niemal wyłącznie chłopcy. Lekarze z ICZMP nie pamiętają, by podobną brawurą wykazała się dziewczyna.

16 godzin temu






