Jedno miejsce postojowe w Strefie Płatnego Parkowania przynosi miastu średnio ponad 5 514 zł rocznie. Ta liczba wraca w dyskusjach o sensie opłat parkingowych. Zwolennicy mówią o narzędziu porządkującym ruch i wymuszającym rotację, krytycy – o systemie, który coraz mocniej przypomina mechanizm fiskalny.
W skali całej strefy wpływy są już bardzo wyraźne. Z danych wynika, iż przychody sięgają 121,3 mln zł w ostatnim roku. Dla mieszkańców i kierowców najważniejsze pytanie brzmi jednak: ile realnie kosztuje korzystanie ze strefy i czy w zamian widać poprawę w organizacji parkowania.
5 514 zł rocznie z jednego miejsca – jak to rozumieć?
Wskaźnik „5 514 zł z jednego miejsca” działa na wyobraźnię, bo pokazuje skalę wpływów w najbardziej namacalny sposób – nie przez miliony w budżecie, ale przez pojedynczy fragment ulicy. Sam w sobie nie przesądza jeszcze o charakterze strefy, ale podkreśla, iż płatne parkowanie stało się istotnym elementem miejskiej ekonomii.
240 zł na auto czy 600 zł na kierowcę? Dwa sposoby liczenia kosztu
Koszt strefy można policzyć na dwa sposoby – i oba prowadzą do różnych wniosków.
Jeżeli podzielić 121,3 mln zł wpływów przez 504 929 zarejestrowanych samochodów osobowych, wychodzi około 240 zł rocznie na jedno auto. To jednak wyliczenie „minimalne”, bo obejmuje także pojazdy, które w ogóle nie parkują w strefie.
W praktyce ciężar opłat rozkłada się na tych, którzy faktycznie korzystają z płatnego parkowania mieszkańców Krakowa i wjeżdżających do miasta. jeżeli realnie płaci 200–300 tys. kierowców, roczny koszt może wynosić od około 400 do ponad 600 zł na osobę. Dla regularnych użytkowników strefy jest to wydatek zauważalny w domowym budżecie.
Kto faktycznie płaci za strefę: statystyka a realny użytkownik
Różnica między „średnią na wszystkie auta” a kosztem dla realnych płacących jest sednem sporu. Statystyka rozmywa obciążenie na setki tysięcy pojazdów, natomiast praktyka pokazuje, iż strefę finansuje przede wszystkim węższa grupa kierowców – ci, którzy parkują w obszarze płatnym regularnie.
To dlatego dla jednych SPP jest „opłatą porządkową”, a dla innych – stałym, powtarzalnym wydatkiem, który rośnie wraz z częstotliwością wjazdów i postojów.
Klucz: po co jest strefa i co miasto robi z wpływami?
Strefa płatnego parkowania z założenia ma spełniać funkcję regulacyjną: zwiększać rotację miejsc, ułatwiać parkowanie „na krótko” w rejonach usług oraz ograniczać długie zajmowanie miejsc w najbardziej obciążonych punktach miasta. W tej logice opłata nie jest karą, ale ceną za korzystanie z ograniczonej przestrzeni publicznej.
Jednocześnie wysoki poziom wpływów sprawia, iż coraz więcej osób oczekuje pełnej przejrzystości: ile kosztuje utrzymanie systemu (kontrola, obsługa płatności, oznakowanie), ile środków zostaje po kosztach oraz na co dokładnie są przeznaczane.
Bez takich danych debata łatwo sprowadza się do prostego sporu: czy strefa poprawia porządek i dostępność miejsc, czy staje się stałym źródłem dochodu, a więc „podatkiem od parkowania”.
Wniosek: liczby pokazują skalę, ale nie odpowiadają na pytanie o cel
5 514 zł rocznie z jednego miejsca to wskaźnik, który działa na wyobraźnię. Nie rozstrzyga jednak sam w sobie, czy strefa jest narzędziem regulacyjnym czy fiskalnym. Odpowiedź zależy od tego, czy opłaty przekładają się na realne efekty: większą rotację, łatwiejsze znalezienie miejsca, mniejsze „krążenie” samochodów oraz poprawę jakości przestrzeni publicznej.
(KK)

2 godzin temu











