Choć w sieci posługuje się pseudonimem, w lokalnym środowisku sportowym nie jest postacią anonimową. Jak sam przyznaje, przy włodawskim klubie trwa od niemal szesnastu lat, jeżdżąc za drużyną po całym województwie. Sama nazwa profilu, brzmiąca z jednej strony dumnie, a z drugiej z lekkim przymrużeniem oka, zrodziła się z dość prozaicznej
sytuacji.Skąd wziął się „Kupczyk”?– Na pomysł odnośnie nazwy złożyło się kilka czynników, poczynając od rozwinięcia skrótu LKS, później doszło do tego skojarzenie ze zdaniem, które kiedyś usłyszałem w moim kierunku w lokalnym barze: „bo ty kupczysz na Włodawiance” – wspomina pomysłodawca
akcji.Kibic wyjaśnia również wirtualną zagadkę swojego rzekomego pochodzenia z powiatu krasnostawskiego, która widnieje na jego profilu i mogła sugerować, iż inicjatywa napłynęła z zewnątrz.– Co do miejsca zamieszkania podanego na profilu kojarzę, iż jego początek i założenie na Facebooku miało miejsce podczas któregoś z meczów ligowych i po prostu lokalizacja tak podała, a jakoś nie przywiązywałem do tego wagi – tł
umaczy.Dziewięć ton wsparcia i „pchanie wózka”Ostatnia inicjatywa, zorganizowana pod hasłem „Elektro na rzecz Włodawianki”, zakończyła się zebraniem niemal dziewięciu ton zużytego sprzętu. Przełożyło się to na kwotę 3700 złotych. Po odliczeniu kosztów operacyjnych, 3400 złotych trafiło w formie darowizny bezpośrednio na ręce prezesa klubu. Zbiórka trwała dwa miesiące, głównie w listopadzie i grudniu, a logistyka przedsięwzięcia spoczywała w dużej mierze na barkach samego organizatora. Przy przedsięwzięciu pomogły również lokalne podmioty, takie jak: MPGK we Włodawie, lokalna spółdzielnia mieszkaniowa oraz prywatna firma, które udostępniły miejsce do składowania, wagę oraz możliwość kolportażu ulotek.– Skala zbiórki lekko przekroczyła moje oczekiwania. Własnymi siłami zorganizowałem busa do transportu zebranych rzeczy i w większości sam realizowałem odbiory z adresów, czasami ludzie sami przywozili, ewentualnie pod moją nieobecność w mieście pomagał mi kolega – opowiada społecznik, dodając, iż podczas pracy często słyszał od mieszkańców słowa uznania za to, iż ktoś wciąż działa przy klubie, dba o jego przyszłość i w przenośni „pcha ten wózek do przodu” .„Psy szczekają, karawana jedzie dalej”Sukcesy lokalnych działaczy nierzadko przyciągają jednak słowa krytyki. W kuluarach pojawiły się plotki o rzekomym zarabianiu na zbiórkach. Organizator podchodzi do tego z dużym dystansem, traktując transparentność jako najlepszą odpowiedź na zarzuty.– Na początku jakoś mocniej na to reagowałem. Niejednokrotnie wykładałem własne oszczędności na zakup gadżetów i rzadko kiedy na przełomie czasu odzyskiwałem wkład własny. Teraz, jak już upłynęło trochę czasu, moje działania bardziej się rozrastają, plotki nie mają takiej siły przebicia i śmieję się z nich. Psy szczekają, karawana jedzie dalej –
ripostuje.Wyjaśnia również powód trzystuzłotowej różnicy między kwotą uzyskaną na skupie a ostateczną darowizną.– Różnica w kwotach wzięła się z prostej przyczyny: odbiór był realizowany ciężarówką, a kierowca ma ściśle określony czas pracy i jazdy, dlatego zależało nam na jak najkrótszym czasie trwania załadunku, który odbywa się w tym przypadku manualnie. Co za tym idzie, potrzebni byli ludzie, którym trzeba było zapłacić za ciężką pracę – tł
umaczy.Wsparcie „Grupy Awgana”Zbiórka zużytego sprzętu to tylko jeden z elementów szerszej działalności. W przeszłości kibic organizował między innymi szybkie zbiórki funduszy na wodę dla piłkarzy czy legalne stoisko gastronomiczne podczas meczów. Z największą dumą mówi jednak o projekcie długofalowym, polegającym na stałym wsparciu finansowym ze strony zaufanego grona osób.– Najlepszą z akcji, która trwa cały czas, jest zebranie tak zwanej „Grupy Awgana”. Jest to grupa ludzi, która liczy w tej chwili dwanaście osób, które zadeklarowały chęć przystąpienia do stowarzyszenia i opłacania comiesięcznej darowizny, co bardzo mnie cieszy – podkreś
la.Odbudować zaufanie małymi krokamiDla niego definicja kibicowania wykracza daleko poza obecność na trybunach. Obejmuje również drobne prace przygotowawcze przed spotkaniami, prowadzenie transmisji na żywo z meczów wyjazdowych, poszukiwanie sponsorów poza regionem czy przejmowanie obowiązków związanych z transportem zawodników. Działania te mają jasny cel – odbudowę zaufania do lokalnego sportu.– Cały czas kombinuję, jak wesprzeć klub. Dla mnie to nie tylko pieniądze, bo nie wszystko da się przeliczyć na złotówki. W przerwie zimowej skupiłem się na zbiórce elektrośmieci i poszukiwaniu partnerów z poza naszego regionu. Co kilka dni rozsyłam oferty współpracy do różnych firm i może jakiś efekt to przyniesie. Niestety, lata panowania pewnych osobistości w strukturach klubu, prywatne wojenki tam, gdzie powinno się razem działać dla dobra klubu, zniechęciły ludzi. Ale wspólnymi siłami z obecnym zarządem, otoczką klubową i ludźmi, którym bliski sercu jest nasz włodawski klub, małymi krokami staramy się odbudować dobre imię i wizerunek w oczach lokalnych przedsiębiorców –
podsumowuje.Akcja z elektroodpadami nie była jednorazowym zrywem. Twórca profilu zapowiada, iż niedługo ruszy kolejna edycja, tym razem w formie zbiórki całorocznej. Zbierane będzie praktycznie wszystko, od drobnych urządzeń po lodówki, bo jak sam twierdzi, choć to kropla w morzu potrzeb, to właśnie takie działania przybliżają Włodawiankę do powrotu na adekwatne tory.