Afrodyta, ostrygi i kafle z Delft. Odkrycia archeologiczne w Białej Podlaskiej

slowopodlasia.pl 1 godzina temu
- Był to trzeci sezon prac w Parku Radziwiłłowskim. Wcześniej nie przebadaliśmy północnej strony obiektu, ponieważ rosły tam drzewa. W międzyczasie drzewa się przewróciły i pojawiła się przestrzeń, która umożliwiła przeprowadzenie badań. Poprzednie prace prowadziliśmy w 2023 roku - mówi Mieczysław Bienia, archeolog.Budynek będzie zabytkiem?Badania były również ważne dlatego, iż obiekt jest w tej chwili wpisywany przez miasto do rejestru zabytków województwa lubelskiego i trzeba zastanowić się nad jego przyszłością. - Prace przyniosły bardzo interesujące odkrycia. Do przebadania pozostało adekwatnie tylko jedno pomieszczenie, ale właśnie z niego pozyskaliśmy największą dotychczas liczbę ceramicznych płytek. Mamy ponad tysiąc ich fragmentów. To więcej niż podczas wszystkich wcześniejszych badań prowadzonych na terenie zespołu. Odkryliśmy również bardzo ładne fragmenty kafli z herbem Radziwiłłów oraz sporo elementów płaskorzeźb i rzeźb. Było to więc bardzo dobre zakończenie prac - wskazuje Mieczysław Bienia.Z jego punktu widzenia wszystkie odkrycia są cenne. - Przede wszystkim wiemy już, jak wyglądały i jaką wielkość miały piwnice. Ta wiedza przyda się w przyszłości, ponieważ obiekt ma zostać wyeksponowany pod przykryciem, w formie piwnicy znajdującej się pod pawilonem, który być może tam powstanie. Obiekt zostanie udostępniony zwiedzającym i na pewno przygotujemy tam wystawę odnalezionych przedmiotów - zapowiada archeolog.Odkryto ponad tysiąc fragmentów płytek, w tym jedną całą, kilka zachowanych w około trzech czwartych oraz kilkadziesiąt zachowanych w połowie. - Myślę, iż sporo z nich uda się jeszcze zrekonstruować. w tej chwili są w trakcie mycia i inwentaryzacji. Tradycyjnie znaleźliśmy także bardzo dużo muszli ostryg, w tym takich, które były już przygotowane do zdobienia ścian. Możliwe, iż rzeczywiście stanowiły dekorację tego obiektu. Mamy również przepiękne fragmenty płaskorzeźb z Afrodytą - mówi Mieczysław Bienia.Wszystkie te przedmioty pochodzą mniej więcej z połowy XVIII wieku. Świadczą o bogactwie i przepięknym wystroju jednego z najładniejszych obiektów ówczesnej Rzeczypospolitej. - Był to po prostu przepych. Tak duże nagromadzenie elementów dekoracyjnych i zdobniczych, w tym fragmentów rzeźb wykonanych z ciemnej masy ceramicznej oraz elementów sztukaterii, między innymi z liściem akantu, pokazuje, iż musiał to być niesamowity obiekt. Funkcjonował krótko, ale jego wartość i piękno musiały być wyjątkowe - zaznacza archeolog.Czemu służył ten obiekt?Pozostaje odpowiedź na pytanie, do czego adekwatnie służył ten budynek. - Nazywany jest budynkiem archiwum i biblioteki, ale ani biblioteka, ani archiwum raczej się tam nie mieściły. Obiekt prawdopodobnie służył do innych, bardziej rozrywkowych celów. Mogło to być miejsce, w którym organizowano różnego rodzaju spotkania i zabawy - wskazuje Mieczysław Bienia.Dodaje, iż wskazuje na to również wystrój – płaskorzeźby przedstawiające Afrodytę i Bachusa, girlandy róż zwisające ze ścian, a także dekoracyjne płytki. Są one różnotematyczne. - Mamy sporo scen marynistycznych, przedstawień budynków, pastuszków czy świętych. Praktycznie pojawia się tam wszystko - zaznacza.Archeolog zastanawia się, czy są to płytki z niderlandzkiego Delft, jak dotychczas przypuszczano, czy być może były już wykonywane w farfurni Anny z Sanguszków Radziwiłłowej. - W tym przypadku byłby to już okres po jej śmierci, czyli czasy Hieronima Floriana Radziwiłła. Płytki wyglądają bardzo ciekawie. Nie wiem jeszcze, czy nie są to wyroby bialskie, nawiązujące do wzorów niderlandzkich, dlatego nie chciałbym na tym etapie jednoznacznie się wypowiedzieć. Wyglądają dokładnie tak jak płytki z Delft, ale mają kilka szczegółów, które mogą wskazywać na ich bialskie pochodzenie. Ta kwestia wymaga jeszcze potwierdzenia, być może podczas kolejnego sezonu badań - zapowiada Mieczysław Bienia.Ciekawa jest również kwestia ceramiki bialskiej. - Po raz pierwszy w materiale z badań nie znaleźliśmy żadnego jej fragmentu. Wcześniej trafiały się pojedyncze fragmenty, natomiast tutaj nie było ich w ogóle. Trzeba jednak pamiętać, iż eksplorowaliśmy tylko jedno, ostatnie pomieszczenie. Mimo niewielkiej powierzchni udało się z niego pozyskać ponad dwa tysiące zabytków. To naprawdę niesamowita liczba - podkreśla archeolog.Podejrzewa, iż obiekt powstał w czasach Hieronima Floriana Radziwiłła, ponieważ w źródłach nie ma dokładnej daty jego powstania. - Gdyby został wzniesiony za czasów Anny z Sanguszków Radziwiłłowej, prawdopodobnie znalazłaby się na ten temat informacja w jej notatkach, listach czy korespondencji z wykonawcami. Ten budynek jednak nie pojawia się w jej korespondencji. Podejrzewam więc, iż jeszcze wtedy go nie było. Prawdopodobnie został wzniesiony po jej śmierci, ewentualnie w ostatnim okresie jej działalności, ale już z inicjatywy jej syna Hieronima Floriana Radziwiłła. Pasowałoby to do jego koncepcji i charakteru - zauważa Mieczysław Bienia.Odkrycia pokazują, jak niezwykłą kulturę materialną tworzyli Radziwiłłowie i jak bogata była ówczesna Biała. - o ile rzeczywiście był to jeden z najładniejszych budynków ówczesnej Rzeczypospolitej, można zrozumieć, dlaczego pojawia się potoczne określenie „bialskie Łazienki”, nawiązujące prawdopodobnie do warszawskich Łazienek. Obiekt musiał prezentować się bardzo ciekawie. Dysponujemy jednym znanym mi opisem pochodzącym z inwentarza, prawdopodobnie z około 1830 roku. Przedstawia on budynek, który od wielu lat stał już pusty i mocno niszczał. Mimo to opis pokazuje, jak bogaty i piękny był to obiekt pod względem sztukaterii, wystroju i zastosowanych materiałów wykończeniowych - przekazuje archeolog.Wyjaśnia, iż w Archiwum Głównym Akt Dawnych znajduje się również plan przedstawiający rzut i wygląd budynku. Różni się on jednak trochę od tego, co można zaobserwować w wykopie archeologicznym. - Na przykład na rysunku nie ma ganku od frontu, natomiast podczas badań w 2013 roku wyraźnie odkryliśmy jego pozostałości. Możliwe więc, iż plan był jedną rzeczą, a jego realizacja przebiegała inaczej. W przypadku Hieronima Floriana mogło się to zmieniać. Widzimy to również wewnątrz budynku. Znajduje się tam klatka schodowa, która została wybudowana, a następnie zakryta sklepieniem, przez co nigdy z niej nie korzystano. Pierwotna koncepcja była więc inna, ale w trakcie prac pojawił się nowy pomysł i właśnie on został zrealizowany. o ile Hieronimowi Florianowi coś nie odpowiadało, po prostu to zmieniał - mówi Mieczysław Bienia.Od Sapiehów do Kraszewskich. Niezwykłe dzieje RomanowaWoda na wagę złota. Nowe zbiorniki i modernizacja sieci kluczem do walki z niedoborem wodyBIAŁA PODLASKA: Przedstawiciel działkowców uhonorowany (ZDJĘCIA)
Idź do oryginalnego materiału