Armia się przygotowuje. MON podjął decyzję o wprowadzeniu wojska do akcji

11 godzin temu

Zimowa ofensywa uderza w północną i południową część kraju z siłą, jakiej nie widzieliśmy od lat. Kilkadziesiąt centymetrów śniegu, porywisty wiatr i temperatury sięgające minus 20 stopni zmuszają służby do maksymalnej mobilizacji. Po raz pierwszy w tym sezonie wojsko otrzymało polecenie przygotowania się do pomocy cywilom.

Fot. Shutterstock

Decyzja ministra obrony i mobilizacja sił zbrojnych

Gdy meteorolodzy zaczęli sygnalizować nadchodzące gwałtowne pogorszenie warunków atmosferycznych, resort obrony narodowej nie czekał z założonymi rękami. Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz podjął decyzję o wprowadzeniu stanu podwyższonej gotowości dla formacji, która powstała właśnie z myślą o takich sytuacjach kryzysowych. Wojska Obrony Terytorialnej, liczące dziesiątki tysięcy żołnierzy rozmieszczonych w całym kraju, otrzymały polecenie skrócenia czasu reakcji do zaledwie 6 godzin od momentu otrzymania sygnału alarmowego.

W praktyce oznacza to, iż żołnierze z ośmiu wybranych brygad muszą być w ciągłej gotowości do natychmiastowego stawienia się w jednostkach wojskowych. To nie pustosłowie ani ćwiczenia na papierze. Procedura obejmuje konkretne brygady rozmieszczone w regionach najbardziej zagrożonych skutkami zimowego załamania pogody. Wśród nich są formacje podkarpacka, warmińsko-mazurska, pomorska, kujawsko-pomorska, świętokrzyska, małopolska, śląska oraz zachodniopomorska. Wybór tych akurat jednostek nie jest przypadkowy – ich obszary operacyjne pokrywają się niemal idealnie z regionami objętymi najpoważniejszymi ostrzeżeniami meteorologicznymi.

Zadania, jakie mogą czekać żołnierzy WOT, są zróżnicowane i uzależnione od rzeczywistych potrzeb lokalnych społeczności. Mogą to być akcje odśnieżania strategicznych arterii komunikacyjnych, pomoc w dotarciu do odciętych miejscowości, ewakuacja ludzi z zagrożonych obszarów, dostarczanie leków i żywności do izolowanych osiedli, czy wreszcie zapewnienie energii awaryjnej tam, gdzie zawiedzie infrastruktura. To właśnie dlatego wojsko ma być wsparciem dla samorządów – każda gmina czy powiat będzie mógł wystąpić z konkretną prośbą o pomoc, a decyzję o skierowaniu żołnierzy podejmą dowódcy brygad w porozumieniu z wojewodami.

Mapowanie zagrożeń przez służby meteorologiczne

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej nie ma zwyczaju wyolbrzymiać zagrożeń. Gdy wydawane są ostrzeżenia drugiego stopnia, oznacza to realne niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia, a także poważne utrudnienia w funkcjonowaniu całych regionów. Sobotnia aktualizacja prognoz pokazała bezlitośnie, iż przed Polską weekendowe zmagania z siłami natury. Całe województwo pomorskie, powiat elbląski oraz fragmenty zachodniopomorskiego znalazły się w czerwonej strefie alarmowej, gdzie spodziewane są najbardziej intensywne opady śniegu.

Prognozy mówią o przyroście pokrywy śnieżnej od 20 do 30 centymetrów, ale w niektórych lokalizacjach – szczególnie na wybrzeżu i w górach – suma opadów może osiągnąć choćby pół metra. To ilość śniegu, która paraliżuje ruch drogowy, obrywa linie energetyczne pod ciężarem mokrego puchu i zamyka szkoły. Do tego dochodzi wiatr, który przekształca zwykły opad w niebezpieczne zamiecie. Na północy kraju meteorolodzy spodziewają się podmuchów osiągających średnio 50 kilometrów na godzinę, z porywami sięgającymi aż 85 kilometrów na godzinę. To prędkość, przy której widoczność na drogach spada niemal do zera, a prowadzenie samochodu staje się hazardem.

Ostrzeżenia pierwszego stopnia, choć formalnie mniej groźne, też nie napawają optymizmem. Obejmują one praktycznie całą zachodnią połowę Polski, od Szczecina po Wrocław, oraz znaczną część województw centralnych i wschodnich. Łącznie alarmy meteorologiczne dotyczą ponad połowy powierzchni kraju, co oznacza, iż miliony Polaków muszą zmierzyć się z trudnymi warunkami atmosferycznymi. Czasowe ramy ostrzeżeń zostały ustalone od soboty popołudnia do poniedziałku w godzinach południowych, choć w przypadku niektórych obszarów – szczególnie tych położonych na północy – alerty mogą być przedłużane w zależności od rozwoju sytuacji.

Mroźna noc i dzień bez odwilży

Gdyby śnieg i wiatr nie wystarczyły, natura szykuje jeszcze jeden cios – drastyczny spadek temperatur. Południowe regiony Polski, od Podkarpacia przez Małopolskę aż po Dolny Śląsk, już w sobotni wieczór odczują prawdziwy oddech arktyczny. Termometry pokażą wartości oscylujące między minus 15 a minus 18 stopni Celsjusza, a w rejonach podgórskich słupki rtęci mogą spaść choćby do minus 20 stopni. To temperatury, które stanowią realne zagrożenie dla życia ludzi przebywających na zewnątrz bez odpowiedniego przygotowania.

Równie niepokojące jest to, iż w ciągu dnia nie będzie żadnej ulgi. Podczas gdy normalnie zimowe słońce przynosi przynajmniej kilka stopni powyżej nocnych minimów, tym razem maksymalne temperatury w dotkniętych mrozem regionach utrzymają się na poziomie od minus 10 do minus 13 stopni. Oznacza to całodobowy chłód, który zwiększa zużycie energii w gospodarstwach domowych, utrudnia pracę służb technicznych i wymusza szczególną ostrożność od wszystkich, którzy muszą wychodzić z domu. Starsze osoby, dzieci i ludzie z problemami zdrowotnymi są szczególnie narażeni na odmrożenia i hipotermię.

Kiedy słońce staje się wrogiem widoczności

Północna część Polski walczy z innym, choć równie niebezpiecznym zjawiskiem. Zamiecie śnieżne spowodowane przez kombinację intensywnych opadów i silnego wiatru potrafią całkowicie uniemożliwić orientację w terenie. Kierowcy jadący autostradą A1 przez Pomorze czy mieszkańcy miejscowości nadmorskich wiedzą, iż przy takich warunkach choćby krótka podróż może przerodzić się w wielogodzinną gehennę. Śnieg nie pada już wtedy pionowo w dół – leci poziomo, tworząc białą ścianę, która pochłania wszystko w promieniu kilkunastu metrów.

Ostrzeżenia przed zamieciami obejmują nie tylko wybrzeże, ale rozciągają się głęboko w głąb kraju. Województwa świętokrzyskie, śląskie, małopolskie i podkarpackie także muszą liczyć się z tym zagrożeniem, choć tutaj wiatr będzie nieco słabszy – do 30 kilometrów na godzinę ze wzrostami do 55 kilometrów na godzinę. To wciąż wystarczająco dużo, by świeżo spadły śnieg został podniesiony z ziemi i przekształcony w wirujące chmury białego pyłu. Drogi ekspresowe, zwłaszcza te biegnące przez otwarte tereny rolnicze, są szczególnie narażone na ten efekt.

Służby drogowe już w sobotę rano uruchomiły pełną gotowość pługosypiarek i zasypały magazyny soli. Problem w tym, iż przy tak niskich temperaturach choćby sól traci część swojej skuteczności, a usuwanie śniegu staje się niekończącym się wyścigiem z naturą. Zanim ekipa zdąży przejechać kilkudziesięciokilometrowy odcinek autostrady, na początku trasy znowu nawarstwa się gruba pokrywa. To właśnie dlatego władze apelują do kierowców o maksymalne ograniczenie podróży i wyjeżdżanie z domu tylko wtedy, gdy jest to absolutnie konieczne.

Gdy infrastruktura nie wytrzymuje naporu żywiołu

Historia uczy, iż zimowe załamania pogody potrafią obnażyć słabości systemu, które w normalnych warunkach pozostają niezauważone. Linie energetyczne ciągnące się przez lasy i pola, obciążone kilkunastocentymetrową warstwą mokrego śniegu i szarpaną przez wiatr, pękają jak zapałki. Lawiny śniegu zsuwające się z połaci dachów niszczą wszystko, co znajdzie się pod nimi. Rury wodociągowe pękają pod wpływem mrozu, zostawiając całe osiedla bez dostępu do wody. To nie są hipotetyczne scenariusze – to rzeczywistość, z którą polskie miasta i wsie mierzyły się już wielokrotnie podczas poprzednich zimowych kataklizmów.

Dlatego właśnie Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, które koordynuje działania wszystkich służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo obywateli, również włączyło się do systemu ostrzegania. Komunikaty RCB docierają bezpośrednio na telefony komórkowe mieszkańców zagrożonych regionów, co daje szansę na szybką reakcję i odpowiednie przygotowanie się do nadciągającego żywiołu. Zalecenia są proste, ale życiowo ważne – należy zgromadzić zapas wody pitnej, zadbać o źródła awaryjnego oświetlenia, sprawdzić dostępność niezbędnych lekarstw i unikać niepotrzebnych wyjść z domu.

Samorządy lokalne w zagrożonych regionach już w piątek i sobotę zaczęły otwierać punkty pomocy dla osób bezdomnych i tych, które mogą znaleźć się w trudnej sytuacji. Domy pomocy społecznej, świetlice środowiskowe i hale sportowe przekształcane są w tymczasowe schroniska z ogrzewaniem, ciepłymi posiłkami i możliwością bezpiecznego przetrwania najgorszych chwil. To również miejsca, gdzie można odebrać informacje o aktualnej sytuacji i dowiedzieć się, gdzie w razie potrzeby zgłosić się po pomoc.

Czego nauczyły poprzednie śnieżyce

Polska nie jest nowicjuszem w zimowych zmaganiach. Poprzednie lata przyniosły szereg ekstremalnych sytuacji meteorologicznych, które zmusiły służby do ewolucji procedur i lepszego przygotowania na tego typu zagrożenia. Śnieżyce z 2010 roku, które sparaliżowały komunikację w całym kraju, czy potężne opady z 2013 roku, które pozamykały szkoły i odcięły od świata setki miejscowości – to wszystko stało się bodźcem do modernizacji systemów wczesnego ostrzegania i ulepszenia koordynacji między różnymi instytucjami.

Dzisiejsza gotowość Wojsk Obrony Terytorialnej to również owoc tych doświadczeń. Formacja ta powstała w 2017 roku między innymi po to, by w sytuacjach kryzysowych móc gwałtownie i efektywnie wspierać lokalne społeczności. Żołnierze WOT to często mieszkańcy tych samych regionów, które mają chronić – znają teren, rozumieją specyfikę lokalnych zagrożeń i mają bezpośredni kontakt z władzami samorządowymi. To sprawia, iż ich działania są o wiele bardziej precyzyjne i dostosowane do rzeczywistych potrzeb niż byłoby to możliwe w przypadku jednostek regularnej armii przerzucanych z drugiego końca kraju.

Weekend pod znakiem maksymalnej ostrożności

Najbliższe dwa dni będą testem zarówno dla służb, jak i dla zwykłych obywateli. Meteorolodzy nie pozostawiają złudzeń – warunki będą ekstremalne i potencjalnie niebezpieczne. Nie jest to pora na spontaniczne wyjazdy w góry, długie podróże samochodem czy lekceważenie ostrzeżeń. Każda osoba, która nie musi wychodzić z domu, powinna rozważyć pozostanie w bezpiecznym miejscu do momentu, gdy front atmosferyczny przesunie się dalej na wschód, a intensywność opadów zacznie słabnąć.

Dla tych, którzy muszą się przemieszczać, najważniejsze jest odpowiednie przygotowanie pojazdu. Sprawne ogrzewanie, pełny bak paliwa, koc i termos z ciepłym napojem, latarka oraz naładowana bateria w telefonie – to minimum, które może uratować życie w razie utknięcia w zaspie. Warto również poinformować kogoś o planowanej trasie i przewidywanym czasie dotarcia na miejsce. Służby ratunkowe apelują, by w przypadku problemów niezwłocznie dzwonić po pomoc, a nie próbować samodzielnie radzić sobie w warunkach zagrażających życiu.

Mimo wszystkich zagrożeń i niepokojących prognoz, polski system reagowania kryzysowego działa sprawnie. Koordynacja między IMGW, RCB, służbami drogowymi, strażą pożarną, policją i wojskiem daje nadzieję, iż choćby w najtrudniejszych momentach pomoc dotrze tam, gdzie jest najbardziej potrzebna. To właśnie po to powstały wszystkie te procedury, systemy alarmowe i mechanizmy współpracy – by chronić ludzi wtedy, gdy natura przypomina, iż wciąż jest siłą, z którą trzeba się liczyć.

ALERT GOTOWOŚCI WOT❗
Monitorujemy sytuację meteorologiczną w kraju. Dlatego wprowadzamy skrócony czas gotowości dla żołnierzy WOT do wsparcia samorządów lokalnych w ewentualnym zwalczaniu skutków zjawisk pogodowych.
⏰ Żołnierze Brygad OT:
3 Podkarpackiej, 4… pic.twitter.com/EzL9804RG7

— Władysław Kosiniak-Kamysz (@KosiniakKamysz) January 10, 2026

Idź do oryginalnego materiału