Krystyna Galara: Mam 99 lat, morsuję, śmigam w internecie i palę cygara

8 godzin temu

Mówią na mnie „najstarsza foczka” i faktycznie tak jest – śmieje się Krystyna Galara. – Określenie „mors” odnosi się przecież do mężczyzn, a ja co roku jeżdżę z moją grupą na międzynarodowy zlot morsów i fok do Mielna i rzeczywiście jestem tam najstarsza. Na pewno w Polsce. W Europie nie mam pewności. Może ktoś starszy też morsuje, tylko na zlot nie przyjeżdża?

Krystyna Galara ma 99 lat i kocha morsowanie. „Jakbym była nowo narodzona”

Pani Krystyna jest aktywną członkinią stowarzyszenia Zdrowe Morsy z Kędzierzyna-Koźla i dwa razy w tygodniu zażywa kąpieli w Dębowej. Podobnie jak jej synowa Barbara.

– Pamiętam, jak pojechałam pierwszy raz. To był październik 2017 roku – wspomina seniorka. – Basia była u mnie i wychodząc powiedziała, iż jedzie na morsowanie. A ja na to: „Co takiego? To ja jadę z tobą!”. gwałtownie przebrałam się w strój kąpielowy i pojechałyśmy razem. To cudowne uczucie: zanurzyć się w zimnej wodzie, przytulić do lodu, wytarzać w śniegu. Od razu poprawia się krążenie, czuję wielki zastrzyk energii, jakbym była nowo narodzona! Ogromne znaczenie ma też dla mnie grupa. Tu zawsze jest wesoło, gwarno, tu mam przyjaciół, czuję, iż żyję. Morsując, czerpię też dobrą energię z otoczenia.

Razem ze Zdrowymi Morsami pani Krysia uczestniczy w różnych wydarzeniach i zlotach, mikołajkach, wspólnym powitaniu Nowego Roku. Jej 99. urodziny również hucznie obchodzono na Dębowej: były kwiaty, upominki, toasty, gromkie „Sto lat” i piłka z podpisami zawodników Zaksy, którym seniorka gorąco kibicuje i ogląda wszystkie ich mecze w telewizji.

Wirusy i bakterie boją się zimna

Krystyna Galara jest przekonana, iż to właśnie morsowanie ma ogromny wpływ na jej witalność i zdrowie. Jednocześnie podkreśla, iż nie jest to aktywność dla wszystkich – trzeba skonsultować ją z lekarzem. Jej lekarz zgodził się, ale zalecił krótsze kąpiele niż u innych morsów.

Pani Krystyna żałuje, bo chciałaby dłużej. Jako młoda dziewczyna zachorowała jednak na serce i z tym schorzeniem walczy do dziś. W 2011 roku przeszła zawał.

– Ale ja nie wiem, co to katar czy przeziębienie. Wirusy i mikroby się mnie nie imają, bo jestem zahartowana i dbam, by się nie przegrzewać – mówi. – Myślę, iż wpływ na moje upodobania ma też to, iż jako młoda dziewczyna pięć lat spędziłam na Sybirze.

Pani Krystyna nie miała łatwego życia. Pochodzi ze wsi Worochta pod Stanisławowem (dzisiejsza Ukraina). W 1941 roku jej ojciec został zastrzelony, a ona wraz z matką i rodzeństwem została zesłana na Syberię. Do Polski wrócili dopiero w 1946 roku. Pobyt wspomina jako bardzo trudny, to tam zachorowała na serce. Temperatury sięgały minus 40 stopni Celsjusza, a wychodząc na dwór trzeba było najpierw natrzeć twarz śniegiem, a dopiero potem opatulić się chustą. To chroniło i hartowało.

Do dziś nie lubi, gdy w domu jest zbyt ciepło. A tu pojawia się problem, bo jej mąż, 97-letni Bolesław, jest ciepłolubny. O morsowaniu nie chce słyszeć i podkręca grzejniki, bo ciągle marznie.

Mają jednak wspólne aktywności: chodzą razem na spacery i zakupy.

Morsowanie nie jest dla wszystkich

Pani Krystyna o tym wie i męża nie namawia. Udało jej się jednak zachęcić wnuczkę, która przyjechała z Belgii – i również jej się spodobało.

– Morsują ludzie w różnym wieku. To się albo lubi, albo nie – mówi Michał Sowiżdrzał, prezes klubu Zdrowe Morsy. – W naszej grupie mamy aż cztery Krysie, wszystkie na emeryturze. Jedna ma 82 lata, kolejna kilka mniej. Starsi i ludzie w średnim wieku robią to głównie dla zdrowia, by zachować witalność. Wśród młodzieży morsowanie nie jest popularne. Młodzi przychodzą czasem, ale to raczej jednorazowe akcje, gdy jest śnieg i lód. Zrobią zdjęcia, wrzucą na Facebooka i wystarczy. Taki jednorazowy występ nie zahartuje.

Ależ to były wspaniałe morsowe urodziny! / Fot. Michał Sowiżdrzał, Zdrowe Morsy Kędzierzyn-Koźle

Badania naukowe potwierdzają, iż morsowanie daje wiele korzyści zdrowotnych, choć praktykowane niewłaściwie i bez konsultacji z lekarzem może zaszkodzić. Obniża ciśnienie, wzmacnia naczynia krwionośne, poprawia profil lipidowy i metabolizm, może wspomagać redukcję tkanki tłuszczowej, działa antydepresyjnie dzięki noradrenalinie. A przede wszystkim stymuluje układ odpornościowy, zwiększając liczbę leukocytów. Podczas zimnych kąpieli uwalnia się też kortyzol i adrenalina, co wpływa na spowolnienie procesów starzenia.

Kluczowe jest jednak stopniowe hartowanie i odpowiednie przygotowanie. Nagły szok może wywołać zaburzenia rytmu serca, niedotlenienie mózgu, a choćby omdlenie. Najlepiej zacząć jesienią i robić to systematycznie. Przed wejściem do wody konieczna jest co najmniej 30-minutowa rozgrzewka.

Michał Sowiżdrzał dodaje: – W dzisiejszych czasach, gdy kwitnie hejt, niechętnie mówię o swoich obserwacjach, bo zawsze znajdzie się ktoś „mądrzejszy”. Ale widzę po naszych członkach, iż morsy zatrzymują młodość. Nie tylko rzadko chorują – ich organizm wolniej się starzeje. Widać to po twarzach naszych pań. A ja, gdy czuję, iż łapie mnie infekcja, potrafię ją zatrzymać zimną kąpielą. Tak mi się zdarzało.

Krystyna ma 99 lat i jest coraz młodsza

Synowa pani Krystyny przyznaje, iż odkąd seniorka regularnie morsuje, młodnieje.

– To może brzmieć niewiarygodnie, ale wszyscy, rodzina i znajomi, to widzimy – przekonuje Barbara Galara. – Zanim zaczęła morsować, była w kondycji typowej dla 90-latki. Po śmierci córki zmagała się z depresją. A potem jakby jej zegar biologiczny zaczął odliczać wstecz. Ona dosłownie młodnieje z tygodnia na tydzień. To nie tylko zdrowie i kondycja, ale też psychika, pamięć, intelekt. Zagina nas, młodszych o trzydzieści lat. Ma w głowie numery telefonów, informuje nas o wydarzeniach na świecie, tłumaczy zmiany w przepisach. Jest pewna siebie, pełna optymizmu, tryska energią.

„Najstarsza polska foka”, gdy nie morsuje, surfuje po internecie – na dwóch laptopach, tablecie i telefonie. Obsługuje WhatsAppa, scrolluje Facebooka, gdzie ma ponad 250 znajomych. Jej zdjęcie profilowe przedstawia ją w kapeluszu i z cygarem – nową pasją. Prowadzi bujne życie towarzyskie, zarówno online, jak i na żywo.

Latem pani Krysia spróbowała zapalić cygaro. Od tej pory pali je regularnie. / Fot. Krystyna Galara – FB

– Pierwszy raz, gdy szła ze mną, miała obawy: „Czy nie jestem za stara? Jak ludzie to przyjmą? Jak pokażę się w kostiumie?” – wspomina pani Barbara. – Teraz jest zupełnie bezstresowa, morsy ją zaakceptowały i bryluje towarzysko. Wszyscy ją uwielbiają. choćby gdy nie morsujemy, jest zapraszana na spotkania, grille, pogaduchy. To działa odmładzająco. Przez wiele lat żyła tylko dla rodziny i pracy, a teraz nadrabia. Ostatnio powiedziała, iż chce iść na studia. Kierunku jeszcze nie wybrała, bo interesuje ją kilka.

Dobra marka przedwojenna

Pani Krystyna przyznaje, iż kiedyś lubiła krzyżówki i puzzle, ale już ją znudziły.

– To nie dla mnie. Najchętniej siedzę w internecie, a to bardzo wciąga – mówi. – Wszystko mnie interesuje: wydarzenia w Polsce i na świecie, polityka, gospodarka, media społecznościowe, co kto wrzuci, co napisze…

Za rok pani Krystyna będzie obchodzić setne urodziny i sama jest tym faktem lekko zdziwiona.

– Nie wiem, kiedy to minęło. Ja się wciąż czuję młodo – mówi.

Inne morsy i foki z grupy kibicują jej i przyznają, iż „najstarsza foczka” dodaje im energii.

– Pamiętam dzień, gdy przyszła do nas pierwszy raz. Miała 91 lat i była pełna werwy. Od razu jej się spodobało, zaimponowała nam – wspomina Janusz Tyka, przewodniczący grupy Morsy Dębowa.

Cztery lata temu pani Krysia namówiła do morsowania swoją 30-letnią fryzjerkę.

– Zawsze opowiadała o morsowaniu, a ja dopytywałam, aż w końcu powiedziała: „Nie pytaj, tylko przyjdź i spróbuj” – opowiada Martyna Mitręga. – To było trochę dziwne, bo to ona, starsza o 65 lat, wprowadzała mnie do wody za rękę, a ja miałam stracha.

Martyna morsuje do dziś. Pani Krystyna jest dla niej koleżanką, mentorką i wzorem.

– My, młodsze, czasem się ociągamy, iż zimno. A Krysia prawie wbiega do wody. Chciałabym dożyć takiego wieku w takiej werwie, ale choćby morsując wątpię, czy to się uda – śmieje się. – To przedwojenna dobra marka. Młode pokolenia nie są już tak wytrzymałe. A gdy jest brzydka pogoda i nie chce mi się iść morsować, myślę o Krysi: ona pójdzie w deszcz i wiatr, a ja mam zostać pod kocem? Wstyd! Jest naszą liderką. Prawdziwą rakietą.

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Idź do oryginalnego materiału