
- Monika Drożyńska rozpoczęła cykl „Haftowanie w Podróży” w 2015 r., a zakończyła go 14 lutego br. Przez 10 lat wykonywała na zagłówkach w PKP hafty, które miały skłaniać podróżujących do refleksji. Jej pierwsza praca związana była ze Strajkiem Kobiet
- W maju 2024 r. PKP oskarżyło artystkę o „uszkodzenie 58 pokrowców na zagłówki foteli poprzez naniesienie na nie haftów, powodując straty w wysokości 510,04 zł”. W sierpniu, w trybie nakazowym sąd uznał ją za winną. Artystka odwołała się od wyroku. — Motywacja była artystyczna, a nie pragmatyczna — podkreśla w rozmowie z Onetem
- Artystka wskazuje również główne zagrożenia, z którymi boryka się sektor artystyczny. — Wydaje mi się, iż populizm i ubóstwo jest zagrożeniem. Ubóstwo wiąże z kapitalizmem, a populizm z propagandą. Bez poczucia bezpieczeństwa ciężko jest robić odważne, awangardowe prace — mówi w rozmowie z Onetem
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Onetu
Natalia Kopańska, Onet: Wykonała pani 58 haftów na pokrowcach w PKP. Czy pamięta pani, jaki był pierwszy i ostatni przed interwencją PKP?
Monika Drożyńska, artystka wizualna: Pierwszy to był „Strajkuj” i dotyczył Strajku Kobiet. To był czas, kiedy zajmowałam się aktywizmem. Ostatniego nie pamiętam.
Czy podczas tworzenia haftów spotkała się pani z jakimikolwiek reakcjami/komentarzami ze strony współpasażerów lub obsługi PKP?
Nigdy nie miałam kontaktu ani z pasażerami, ani z obsługą pociągów. Nigdy też nie rozmawiałam z nimi w pociągu ani nikt do mnie nie podchodził i nie pytał o te prace.
„Szara naga jama” – cytat z wiersza Mirona Białoszewskiego „Ach, gdyby choćby piec zabrali” (2019 r.)
Skąd wziął się pomysł na stworzenie haftów akurat w tym konkretnym miejscu?
Od 2007 r. haftowałam i robiłam taką serię, którą przez cały czas kontynuuję pod tytułem „Haft Miejski”. Reprodukowałam moje haftowane prace na billboardach czy ekranach reklamowych. Chciałam znaleźć tkaniny, które znajdują się w przestrzeni publicznej, żeby zrobić na nich rodzaj hafciarskiej interwencji. Gdy zaczęłam się za nimi rozglądać, okazało się, iż ich po prostu nie ma, albo jest ich bardzo niewiele.
Pewnego razu, gdy podróżowałam z moim synem pociągiem, moją uwagę przykuł nagłówek znajdujący się nad jego głową. Wtedy pomyślałam, iż to jest ta tkanina — dostępna, łatwo ją ściągnąć i potem odłożyć na miejsce.
„Miłość jest na imię” – cytat z „Uczty Platona” w tłumaczeniu Władysława Witwickiego (2018 r.)
Była pani zaskoczona, kiedy otrzymała pani pozew od PKP?
Sam pozew nigdy się nie wydarzył. Dostałam telefon z policji, iż mam przyjść i złożyć zeznania — co uczyniłam. Sam wyrok zapadł w trybie nakazowym.
„Skazana za haftowanie”
Sztuka kontra standardy. „Chciałam dać się osądzić”
Pani historia przywodzi mi na myśl taki odwrócony case Banksy’ego. On tworzy sztukę uliczną — graffiti — która powszechnie jest uważana za akt wandalizmu. Mimo to, o jego dzieła zabijają się najważniejsi kolekcjonerzy w branży. Pani tworzy sztukę, która jest obecna w polskiej kulturze od lat — haft. I za to zostaje pani ukarana. Ukarana za sztukę.
W pewnym sensie tak jest. Zostałam ukarana za sztukę. W uzasadnieniu wyroku napisano, iż „haftowane zagłówki nie nadają się do użytku”.
Sztuka użytkowa nie nadaje się do użytku? To zakrawa na absurd.
Bardzo interesujące jest to zdanie. W kulturze, w której żyjemy, jest absurdalne. Ale jak się nad tym zastanowić, to były tkaniny należące do PKP, a nie moje. Mieli prawo uważać, iż te tkaniny nie nadają się już do użytku. W języku, w którym jest ta historia opowiadana, jest dużo takich pułapek, które czynią tę sprawę interesującą.
Moim zdaniem, te hafty to wartość dodana na zagłówkach. Jednak PKP miało odmienne zdanie.
Mam poczucie, iż w PKP nie mają ujednoliconej komunikacji na temat mojej działalności — opinia jest uzależniona od tego, kto się tym zajmuje — i jest to opinia, a nie stanowisko. To pokazuje tę spółkę i jej działalność nie tylko w mojej sprawie. Są pociągi, które się nie spóźniają i w których leci Chopin, a są pociągi, które się spóźniają zawsze i nikt ci nie powie, dlaczego stoisz w polu. Myślę, iż ta historia jest metaforą chaosu, który w Polsce istnieje od wieków.
Czy pojawił się jakiś komunikat ze strony ministerstwa kultury lub samej ministry Hanny Wróblewskiej w tej sprawie?
Nie pojawił się żaden komunikat. Ja również się do nich nie zwracałam.
Odwołała się pani od wyroku nakazowego, który zapadł w tej sprawie. Czy ta decyzja miała pełnić funkcję jakiegoś manifestu — „nie zgadzam się”?
Motywacja była artystyczna, a nie pragmatyczna. Zgadzam się, iż to były ich tkaniny, a ja nie spytałam o zgodę. W tej kwestii uznaję ich rację. Odwołałam się dlatego, iż jako artystka sztuk wizualnych poruszam się w obszarze obrazu, spotkania, performance’u i chciałam zrobić film, który będzie dokumentacją rozprawy. Chciałam się dać osądzić. Chciałam się spotkać w sądzie i rozmawiać o sztuce.
„Populizm i ubóstwo”. Z czym walczy sektor artystyczny?
Ostatnimi czasy wokół sektora artystycznego w Polsce zrobiło się „gorąco”. Najpierw afera związana z budynkiem MSN, następnie z komiksem „Gender Queer”, którego jedyny egzemplarz zakupił pracownik Telewizji Republika. Czy sztuka powinna być polityczna?
Interesuje mnie taka sztuka, która jest zaangażowana społecznie i komentuje sprawy społeczne i polityczne, ale nie każda sztuka taka musi być. Moja taka jest i to jest obszar moich zainteresowań — krytyczny namysł nad światem.
Artyści przez ostatnie lata zmagali się z wieloma przeciwnościami. Resortem kultury zarządzał Piotr Gliński, w Zachęcie królował Janusz Janowski pod rękę z Ignacym Czwartosem, w CSW swoje wizje realizował Piotr Bernatowicz. Czy widzi pani realną zmianę związaną z przejęciem władzy przez nową ekipę rządzącą?
Dla osób artystycznych tak. Dla mnie istotne jest, iż postulaty Obywatelskiego Forum Sztuki Współczesnej zaczynają być słyszalne. realizowane są rozmowy o ubezpieczeniach czy rewaloryzacji wynagrodzeń w obszarze sztuk wizualnych. To jest ekstremalnie niedofinansowany obszar kultury. Wiele osób jest w kiepskiej sytuacji finansowej.
Czy widzi pani jakieś zagrożenia/problemy pojawiające się w sektorze artystycznym?
Wydaje mi się, iż populizm i ubóstwo jest zagrożeniem. Ubóstwo wiąże z kapitalizmem, a populizm z propagandą. Bez poczucia bezpieczeństwa ciężko jest robić odważne, awangardowe prace.
Czy ministerstwo mogłoby robić więcej na rzecz tych obszarów, o których pani wspomniała? Mam na myśli widoczność artystów czy kwestię ich wynagrodzeń. Wspomniała pani, iż te postulaty stają się słyszalne, jednak to wciąż za mało. W Polsce wciąż kreatywność jest najgorzej wynagradzana wśród pozostałych sektorów.
Ministerstwo zdecydowanie mogłoby robić więcej. Dla wielu instytucji kultury nie jest możliwe, wyjście naprzeciw oczekiwaniom OFSW, bo nie mają takich budżetów. Zmiana budżetów może się wiązać z decyzjami ministerialnymi i to nie tylko na szczeblu ogólnopolskim, ale również miejskim czy samorządowym. To są naczynia połączone — wszystko sprowadza się do kwestii niedofinansowania.
Jest też kwestia ubezpieczeń społecznych i emerytur. To bardzo istotny temat, który nie dotyczy tylko młodych ludzi, ale również tych, którzy teraz są w wieku emerytalnym. Większość osób artystycznych nie ma świadczeń emerytalnych, a całe życie poświęcili temu, żeby tworzyć polską kulturę. Polska sztuka wizualna jest wybitna na skalę światową i warto inwestować i wspierać ludzi, którzy ją tworzą po to, żeby mogli zajmować się tym, co robią najlepiej.
Walka z patriarchatem. „Już dawno nie jesteśmy grzeczne i ładne”
Po raz pierwszy spotkałam się z pani twórczością, podczas stażu w jednej z instytucji kultury. To był haft „Wrażliwość księżniczki, wytrzymałość k***y”. Przyznaję, iż wówczas ten mocny i intensywny przekaz zrobił na mnie ogromne wrażenie. Jest to komunikat, który może zostać powszechnie uznany za kontrowersyjny. Czy spotyka się pani z otwartą krytyką swojej twórczej działalności?
Nieustannie się z nią spotykam — od początku swojej działalności. W środowisku artystycznym padały pytania: „dlaczego haftujesz, co to w ogóle jest za pomysł?”. Jestem pierwszą osobą, która na taką skalę rozpoczęła działalność hafciarską w obszarze sztuk wizualnych w Polsce. Będąc kwestionowaną we własnym środowisku, miałam wątpliwości czy to jest dobry kierunek. A poza środowiskiem, od osób oglądających moje dzieła słyszałam, iż „jestem głupia, pie****nięta, nienormalna, iż nie umiem tego robić, iż jest krzywo, brzydko, głupio”. Teraz wiem, iż takie słowa oznaczają siłę mojej twórczości.
„Wrażliwość księżniczki wytrzymałość ku*wy” z serii „Myśli srebrne i złote” (2016 r.)
Z czego to wynika? Czy to pozostało pokłosie teorii, iż „kobiecie nie wypada tak mówić”, czy przeświadczenie, iż sztuka powinna być „ładna i estetyczna”? Czy może to kwestia wrażliwości albo wręcz przeciwnie — ignorancji?
Myślę, iż to wynika z braku edukacji plastycznej. W szkołach nie ma ani muzyki, ani plastyki. Z ignorancji może też, nie wiem. Ale przede wszystkim wynika to z patriarchatu, który przyzwyczaił nas, iż jesteśmy ładne i grzeczne, podczas gdy dawno już nie jesteśmy. Więc może ta estetyka jest zagrażająca statusowi quo?
Czyli możemy założyć, iż ludzie boją się tego, czego nie znają? Sztuka wzbudza w nich emocje, których po prostu nie potrafią nazwać, więc decydują się pójść po linii najmniejszego oporu i uderzyć otwartą krytyką?
Otwarta krytyka jest ok, gorzej, gdy zmienia się w nienawiść. Z pewnością jest tak, iż ludzie boją się tego, czego nie znają. Ale może zamiast wydzierać mordę można spróbować się zaciekawić.
„Auschwitz Energylandia Wieliczka” z serii „Myśli srebrne i złote” (2025 r.)
Może to powinien być kolejny postulat skierowany do ministerstwa? Przywrócenie edukacji artystycznej albo wprowadzenie jej w takiej formie, by obudziła w młodych ludziach wrażliwość i otworzyła im głowy na doświadczanie.
Łączą się tu dwa brakujące ogniwa w edukacji. I ten związany ze sztuką wizualną i ten związany z emocjonalnością. Oba są ze sobą powiązane, bo kontakt z kulturą, a przede wszystkim ze sztukami wizualnymi pozwala poznawać siebie. Najlepsza moim zdaniem edukacja w obszarze kultury pozwala rozpoznawać i bez lęku przyglądać się temu, co czujemy i sprawdzać co to znaczy.
***
Od 12 kwietnia do 30 sierpnia na warszawskiej Woli będzie można obejrzeć 58 „zagłówków PKP” – cykl prac podsumowujący i zamykający projekt Haftowanie w Podróży, 2015–2025 – oraz film dokumentujący rozprawę Moniki Drożyńskiej. Prace powstawały w ciągu 10 lat i po raz pierwszy zostaną zaprezentowane razem w jednej przestrzeni galeryjnej.