Wniosek o zgodę na budowę, podanie o wydanie, kserokopia podania i ksero z ksera ksera podania… Plan pasów malowania, arkusz zapotrzebowania i źródła finansowania… – Podpisane w kolorze niebieskim, a nie czarnym? Źle! A papier ma atest unijny? Nie?! Też źle. A parafka na każdej stronie jest? – Nie. – To źle. A pieczęć od kamieniarza gdzie?!
Do tego, upoważnienie na zajęcie pasa drogowego, dowód tytułu prawnego… Decyzja środowiskowa i o warunkach zabudowy i zagospodarowaniu terenu, papier o opłaty uiszczeniu… Zezwolenie na lokalizację zjazdu, projekt budowlany z mapami i opisami… Pełnomocnictwo z zakresu umocowania, oświadczenie o prawie nieruchomością gospodarowania…
Dane demograficzne, zapatrywania polityczne… Wyniki badania społecznego zaufania, rozeznanie w kwestii politycznego popierania i ocena oddziaływania… Hierarchia ważności, poziom znajomości, rozmowy na osobności i niejasne przepisy – działań kulisy…
I jeszcze „WZ” – „warunki zabudowy” (nie mylić z trasą „WZ” Warszawy)…
I zatwierdzony projekt organizacji ruchu, podbity przez „Instytut Miar i Kar” z Piekar… I lepiej bez innowacji, bo to wymaga reorganizacji…
I uzgodnienia z zarządem województwa… Nie ma? Toż to „departament dowództwa”…
A do tego, kontrasygnata sklepu mięsnego przy ulicy Chwiejnego.
I pisemna zgoda stron na działanie, potwierdzona rejentalnie w sześciu egzemplarzach, ale nie w tłumaczeniu na język obcy…
Sytuacja przejaskrawiona, ale do faktycznej trochę zbliżona, bo te przepisy, wymogi, formalności i procedury przedłużają się w czasie, komplikując sytuację. I to dotyczy nie tylko „drogowców”. Na rosnącą biurokrację skarżą się petenci, urzędnicy, lekarze, nauczyciele, rolnicy. I mimo rządowych zapowiedzi ograniczania biurokracji, brakuje działań w kierunku deregulacji, a więc ograniczania, upraszczania czy eliminowania niektórych przepisów prawnych…
A przez tego typu wymagania, spowalnia tempo budowy dróg w kraju, również w powiecie janowskim, o czym mówił na sesji powiatowej Witold Kuźnicki – Dyrektor Zarządu Dróg Powiatowych.
– Teraz, żeby „zdobyć” dokumentację drogową i spełnić wszystkie wymagania, które polskie prawo narzuciło, to trzeba minimum dwa lata. I to choćby na kilometr drogi. A jak na drodze występują np. mosty, to potrzebna jest decyzja środowiskowa, pozwolenia wodno – prawne. I nawet, jak rozbieramy stary most, to potrzeba decyzji lokalizacyjnej, a jak gmina nie ma planu zagospodarowania, to czas wydłuża się do paru miesięcy. A jak nie ma decyzji lokalizacyjnej, to nie ma decyzji środowiskowej. Jedno powiązane z drugim, a wszystko strasznie wydłużone w czasie – narzeka Kuźnicki.
Spowalnianie inwestycji powoduje nie tylko wzrost kosztów inwestora, ale i zniecierpliwienie radnych powiatowych, którzy dopytują o realizację zadań drogowych.
– Problem w tym, iż decyzje środowiskowe, uzgodnienia w Wodach Polskich i w innych urzędach przeciągają się z różnych przyczyn, często niezależnych od projektantów i pracowników Zarządu Dróg Powiatowych. A przy tak ostrożnym „saperskim” podejściu do tematu „decydentów” terminy się wydłużają, a nas czas nagli, bo chcemy np. złożyć wniosek do Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg. A bywało i tak, iż sprawy proceduralnie tak się przeciągnęły, iż projektanci nie byli w stanie wykonać swojej roboty – tłumaczy Dyrektor.
Coraz więcej zezwoleń, pozwoleń, uzgodnień, pokwitowań, upoważnień, wyjaśnień, zgód i opinii… Sprzeczne ustawy… Coraz wyższe opłaty… Coraz dłuższe terminy… Coraz mniejsza tolerancja mieszkańca… I coraz większe niezadowolenie człowieka, który czeka…
Tekst; foto: Alina Boś

3 godzin temu









