„Bo u Chrystusa my na ordynansach” – przybyli ułani na Jasną Górę

1 dzień temu

To „jedyna taka pielgrzymka odmierzana śladem końskich kopyt, błyskiem szabli, brzękiem strzemienia oraz rytmem ułańskich serc”. W historycznych mundurach na Jasną Górę dotarła 27. Pielgrzymka Kawalerii Konnej z Zarąb Kościelnych. To już tradycja, iż ułani w ostatnim dniu przemarszu, specjalnie na wjazd do Częstochowy, zakładają mundury galowe. Wcześniej pielgrzymują w mundurach polowych. 14 ułanów spędziło w siodle 11 dni, pokonując trasę ok. 400 km, głównie stępem. To też jedyna taka pielgrzymka, kiedy pątnik musi wiedzieć jak oporządzić konia.

Za organizację wędrówki odpowiadali: dowódca st. wachmistrz ks. Andrzej Dmochowski, proboszcz parafii Zaręby Kościelne, szef przemarszu ks. wachmistrz Grzegorz Śniadach

Pielgrzymi przemieszczali się według zasad kawalerii II Rzeczypospolitej. Bardzo liczy się dbałość o konia, bo żeby nie „nieść konia na plecach”, to najpierw o nim trzeba myśleć, później o potrzebach jeźdźca. Jak opowiadał dowódca pielgrzymki ks. Dmochowski regulamin jest rygorystyczny, ze względu na upały pobudka była już choćby o drugiej w nocy. Konie było karmienie, tak jak to było w przedwojennej kawalerii, co osiem godzin. O 21. 00 miał miejsce każdego dnia apel z rytem wojskowym, a o 22 rozpoczynały się warty. Jak opowiadał ksiądz starszy wachmistrz pielgrzymka do łatwych nie należy również z tego względu, iż konie coraz mniej przyzwyczajone są do ruchu na drogach. – Dlatego to jest wielki wysiłek, żeby nad koniem zapanować przede wszystkim emocjonalnie. Był taki moment, iż samochody nas wyprzedzają z prawej strony, a konie już się przyzwyczaiły, iż wyprzedzają z lewej. I nagle jakby piorun w nie trafił, zaczynają drżeć, człowiek czuje jak mocniej bije końskie serce, bo on nie wie co się dzieje – opowiadał ks. Dmochowski. Trudne są też przejścia przez mocny, to punkty newralgiczne i jak ocenia ks. Dmochowski, dzięki wspaniałej współpracy i pomocy Policji udało się dotrzeć szczęśliwie do celu, i jeźdźcom, i koniom.

Ułani zauważali też, iż z roku na rok ubywa polnych i żwirowych dróg, a coraz więcej asfaltowych. Lepsza nawierzchnia, dłuższa droga – kwitowali.

– Pielgrzymka uczy pokory, cierpliwości, wytrwałości. Koń to dyscyplina dla człowieka, trzeba o niego dbać – podkreślał z kolei Andrzej Zdziarski.

W ramach 27. Pielgrzymki Konnej z Zarąb Kościelnych na szczycie jasnogórskim została odprawiona Msza św. Eucharystii przewodniczył bp Tadeusz Bronakowski. Jutro rano ułani spotkają się w Kaplicy Matki Bożej, potem w Sali Rycerskiej nastąpi uroczysta ceremonia rozwiązania pielgrzymki.

Pielgrzymi nawiązują do Tradycji Podlaskiej Brygady Kawalerii z 1939 roku, a w sposób szczególny do 10 Pułku Ułanów Litewskich, do 5 Pułku Ułanów Zasławskich, do 9 Pułku Strzelców Konnych, 14 Dywizjonu Artylerii Konnej.

Zabrzmiała „Pieśń Konfederatów Barskich”. Jak zapewniał ks. Dmochowski, ta pielgrzymka jest hołdem i oddaniem szacunku Ojczyźnie i wszystkim, którzy zdrowiem i życiem płacili za jej wolność. – Naród, który traci swoją tożsamość, odchodzi od korzeni, często przestaje być narodem. Gdyby u nas nie było tej właśnie wiary, miłości do Boga, Kościoła i Ojczyzny, to po 123 latach nie byłoby w ogóle potrzeby, żeby wskrzesić państwo, nie byłoby komu tej wolności stworzyć. To właśnie ta polska mowa, polska wiara przetrwała niejednego cara – podkreślał ks. Dmochowski. Nawiązując do konfederackiej pieśni, zauważył, iż dziś być „u Chrystusa na ordynansach” oznacza odwagę w wyznawaniu wiary, bronić wartości, którymi są wiara, honor, ojczyzna.

Zaręby Kościelne to gmina w diecezji łomżyńskiej słynąca z zamiłowania do konnych pielgrzymek.

źródło: Mirosława Szymusik/BPJG

Idź do oryginalnego materiału