Wciąż nie znamy siatkarskiego mistrza Polski w roku 2026. W środę Bogdanka LUK Lublin nie wykorzystała atutu własnego parkietu i w czwartym meczu finału PlusLigi przegrała u siebie z Aluronem CMC Wartą Zawiercie 1:3. To oznacza, iż w rywalizacji do trzech zwycięstw jest remis 2:2 i o wszystkim rozstrzygnie niedzielne (10.05) spotkanie w Sosnowcu.
Tuż po 15:00 na antenie Radia Lublin rozpoczniemy specjalne wydanie „Radiowego Studia Sportowego”, w którym w całości będziemy transmitować ten mecz.
O tym co działo się przed kilkoma dniami na Globusie i co może wydarzyć się jutro – Józef Kufel.
To mógł być wieczór chwały lubelskich siatkarzy. Wydawało się, iż obrońcy tytułu po dwóch wygranych spotkaniach z rzędu i z perspektywą występu przed własną publicznością mają w swoich rękach wszystkie atuty, by zakończyć finałową rywalizację. Tak się jednak nie stało.
Straconej szansy żałował kapitan Bogdanki Marcin Komenda: – Wyobrażaliśmy sobie to inaczej, chcieliśmy przy naszych kibicach celebrować wygraną. Natomiast nie gramy z byle kim, ale z bardzo mocnym przeciwnikiem, który naprawdę zaprezentował się świetnie. Walczyliśmy, tego nam nie można zabrać. Próbowaliśmy, robiliśmy wszystko, żeby unieszkodliwić ich zamiary.
Początek był obiecujący w wykonaniu lubelskiej drużyny, która partie otwarcia wygrała 26 do 24. Po serii błędów gospodarzy w końcówce drugiego seta Zawiercianie doprowadzili do remisu w meczu. Gdy w kolejnej partii podopieczni trenera Stephane’a Antigi prowadzili 14 do 8 i nic nie zwiastowało katastrofy.
– Myślę, iż to 14 do 8 to było najważniejsze – mówił atakujący Lublinian Mateusz Malinowski. – Wiedzieliśmy, iż na pewno nie zagrają tak słabo na zagrywce jak w Sosnowcu, iż będą grali lepiej. I tak było. Odrabiali sobie po jednym punkcie, my się myliliśmy. Nie było takiej skuteczności zarówno u mnie, jak i u Jacksona Younga. A w finale cały zespół musi grać w miarę równo, żeby odnieść sukces. Na pewno mogliśmy wygrywać 2:1, choć czy byśmy przeciągnęli linę na naszą stronę, nie wiadomo.
Ten set na swoje konto zapisał Aluron, który w czwartej partii był już wyraźnie lepszy, zwyciężając w meczu 3:1.
– Zawiercie grało rewelacyjnie, to logiczne, iż wygrało – stwierdził trener Bogdanki Stephane’a Antiga. – Nie byliśmy w stanie znaleźć naszego bardzo wysokiego poziomu. Mieliśmy oczywiście fragmenty, w których graliśmy dobrze. Jednak chyba nie byliśmy w stanie grać tak dobrze jak w dwóch ostatnich meczach z Zawierciem.
Z kolei Aluron znacznie poprawił swoją grę w stosunku do poprzednich spotkań, na co zwraca uwagę kapitan tej drużyny Mateusz Bieniek: – Przede wszystkim cieszymy się, iż zagraliśmy dużo lepiej niż w dwóch poprzednich spotkaniach. Mam wrażenie, iż byliśmy dzisiaj dużo spokojniejsi i bardziej zdyscyplinowani, szczególnie taktycznie. Ale totalnie twardo stąpamy po ziemi, bo trzy dni temu wszyscy po nas jechali. Tak to wygląda w sporcie. Cieszymy się, iż doprowadzamy do piątego spotkania, cieszymy się, iż będziemy kończyć ten sezon u siebie, ale tak naprawdę to jeszcze nic nie znaczy.
– Przewaga własnego parkietu w ostatnim spotkaniu jest ważna, ale zważywszy na historię dotychczasowych meczów finału nie będzie to decydujący czynnik – uważa trener Aluronu Michał Winiarski. – Lublin pokonał nas w Sosnowcu, my pokonaliśmy go w Lublinie. Cieszę się, iż gramy u siebie i cieszę się, iż będziemy mieli swoich kibiców. Jednak po drugiej stronie grają zawodnicy, którzy nie przez przypadek znaleźli się w finale. I konia z rzędem temu, kto powie jaki będzie scenariusz w niedzielę. Myślę, iż tutaj kondycja nie ma znaczenia, obydwa zespoły rzucą wszystko i absolutnie nie ma mowy, iż kogoś coś boli albo jesteśmy zmęczeni. Takie mecze gra się choćby z przysłowiową urwaną nogą.
– Środowe niepowodzenie musimy wymazać z pamięci, podkreśla szkoleniowiec Bogdanki Stephane Antiga: – Nie mamy czasu patrzeć do tyłu i żałować. Najważniejszy jest decydujący mecz, ten ostatni. Wiemy, iż możemy wygrywać w Sosnowcu.
A co zdaniem lubelskich siatkarzy może odegrać decydującą rolę?
– Tutaj decyduje dyspozycja dnia i ciężko jest obstawić, kto zagra lepiej, ale liczę na to, iż się zregenerujemy i powalczymy – uważa Mateusz Malinowski.
– Teraz tak naprawdę trening nic nie zmieni. Najważniejsze jest to, żeby odpocząć i jak najlepiej przygotować się do tego ostatniego meczu. To, co mieliśmy przetrenować, w okresie był na to czas. Trzeba skupić się tylko na tym jednym meczu. Zarówno my, jak i Zawiercie będziemy mieli taki sam cel – wyjść i zaprezentować się jak najlepiej. Nikt chyba nie spodziewał się, iż te finały będą łatwe i przyjemne. Było wiadomo, iż i jedni, i drudzy będą robili wszystko, żeby grać dobrą siatkówkę i myślę, iż jedni i drudzy to pokazują. Jest 2:2, duże emocje, niech to wszystko się wyjaśni w niedzielę – dodaje Marcin Komenda.
w Sosnowcu do tej pory każda z drużyn odniosła po jednym zwycięstwie. – Hala nie ma więc znaczenia – mówi Marcin Komenda. – Raz oni wygrali, raz my. Myślę, iż przed tym ostatnim meczem szanse są 50:50. Zadecyduje dyspozycja dnia. Mam nadzieję, iż pojedziemy, zregenerujemy się po podróży i zagramy dobrze. godzina meczu jest dobra. Trzeba zrobić wszystko, żeby być jak najlepiej przygotowanym na niedzielę. Przedłużyliśmy sobie trochę sezon, ale chcemy zdobyć mistrzostwo Polski.
W sukces swojej drużyny wierzy trener Stephane Antiga: – Wiem, iż nasza drużyna jest mocna mentalnie. Na pewno będzie na 100% skoncentrowana podczas meczu. Wiemy, co mamy robić, żeby wygrywać.
Początek spotkania w Sosnowcu o godzinie 14.45.
JK
Fot. Iwona Burdzanowska

2 dni temu















