Dla Daniela Wylota, Jacka Czajkowskiego i ich przyjaciela była to nie zwykła wycieczka, ale wyprawa pełna ekstremalnych doświadczeń – morsowanie w lodowatych wodach, całodniowe eskapady skuterami śnieżnymi i bliski kontakt z dziką naturą.
Podróż na północ
Droga na Svalbard była częścią przygody – start w Brwinowie, przesiadka w Gdańsku i Oslo, a w końcu lądowanie w Longyearbyen, najbardziej na północ wysuniętym miasteczku świata. W środku dnia panował półmrok, a wszystko pokrywała gruba warstwa śniegu. Cisza była niemal absolutna – tutaj zaczyna się prawdziwa północ.
Morsowanie na końcu świata
Jeszcze pierwszego dnia mieszkańcy Brwinowa zanurzyli się w lodowatym Morzu Grenlandzkim, korzystając z pływającej sauny. Temperatura wody oscylowała wokół zera, a wokół panowała arktyczna cisza i śnieg. Schłodzenie ciała przeplatało się z saunowaniem, dając niepowtarzalne doświadczenie i ogromną dawkę endorfin.
Skuterami przez dziką biel
Największą atrakcją była całodniowa wyprawa skuterami śnieżnymi – około 60 km przez niemal nietknięte tereny Svalbardu w stronę punktu widokowego Elveneset. Trasa prowadziła przez monumentalne góry w odcieniach szarości i błękitu, a w drodze można było zobaczyć arktyczne renifery. Niedźwiedź polarny nie pojawił się, ale świadomość jego obecności dodawała wyprawie emocji.
Arktyczna codzienność
Po powrocie do Longyearbyen Brwinowianie poznawali życie w arktycznej osadzie i odwiedzili stację naukową Ny-Alesund. Zachwyciły ich: kawiarnia z emerytowanymi psami husky, lokalny bar z piwem warzonym na miejscu, a także otwarty kościół – centrum społeczności, pełne ciepła i herbaty w środku surowej przyrody.
Gdy Arktyka pokazuje charakter
Powrót do domu nie obył się bez dramatyzmu – zamieć śnieżna sparaliżowała lotnisko. Jeden samolot czekał, aż warunki pozwolą na start. Ostatecznie podróż zakończyła się sukcesem, a doświadczenie pokazało, iż na Svalbardzie natura decyduje o wszystkim.
Przygoda, która zostaje na całe życie
Dla trzech mieszkańców gminy Brwinów wyjazd był doświadczeniem przekraczania granic – zimna, przestrzeni i niepewności. Morsowanie w arktycznym morzu, pęd skuterami przez bezkres śniegów i noc polarna – to wszystko ukazało świat w najbardziej pierwotnej postaci. Wyprawę zorganizowali samodzielnie, udowadniając, iż pasja i determinacja pozwalają osiągnąć choćby najbardziej ekstremalne cele.
Svalbard nie jest miejscem, które się tylko odwiedza. To miejsce, które się przeżywa.

11 godzin temu





