Kibice ABRAMCZYK Polonii wspominają Marka Lorama z uśmiechem. Brytyjczyk zapisał się na kartach historii, między innymi zdobywając indywidualne mistrzostwo świata. – Jego karierę zakończyło poważne złamanie nogi. niedługo później zmarł jego syn. To była ogromna tragedia – mówi MetropoliaBydoska.PL Andrzej Koselski, były trener solenizanta.
Początki pracy Koselskiego z Loramem nie były proste. – Marka poznałem w Ostrowie. Zastąpiłem wtedy trenera, tam występował Loram. Przyjechał ze swoim mechanikiem – Norriem Allanem, który wcześniej pomagał Maugerowi. Mieliśmy rywalizować z Pol0nią Bydgoszcz. Wiedziałem, iż będzie bardzo trudno. To był dream team, niezwykle trudny do pokonania – wspomina Andrzej Koselski w rozmowie z MetropoliaBydgoska.PL.
– Liczyłem jednak, iż Mark stanie na wysokości zadania i przywiezie kilka punktów. Tymczasem najpierw przyjechał z tyłu, potem dałem mu drugą szansę, ale było widać, iż nie ma na czym jechać, męczy się i brakuje mu maszyny do wygrywania. Zastąpiłem go młodzieżowcami – Tomkiem Jędrzejakiem i Karolem Malechą. No i się zaczęło… – dodaje były trener.
Decyzja nie przypadła do gustu Loramowi i jego otoczeniu. Był niezwykle ambitny. Sportowcy nie lubią być odstawiani na boczny tor. Zwłaszcza jego pokroju. Mówiło się także o niepisanych uzgodnieniach z prezesem, które gwarantowało Anglikowi określoną liczbę startów.
– Zyskałem przychylność publiczności, niekoniecznie Marka. Nie wiem, jak dogadywał się z osobami funkcyjnymi. Spojrzałem na jego dyspozycję i pomyślałem – przecież to nie ma sensu. Niech młodzi się objeżdżają. Mark i Norrie tego nie kupili. Prawie mnie zlinczowali. Nie zaczęliśmy dobrze – mówi ze śmiechem Koselski.
Ich relacja się poprawiła
Później drogi obu żużlowców skrzyżowały się ponownie. Koselski był trenerem Polonii, Loram zawodnikiem. Zdobyli razem złoto i brąz Drużynowych Mistrzostw Polski. Obaj są cenieni przez lokalną społeczność do dziś.
– Nasz kooperacja układała się dobrze. Traktowałem go po koleżeńsku. Zawsze życzliwy, zaangażowany w dobro drużyny i bardzo waleczny. Nigdy nie odmawiał pomocy. To pierwsze, co przychodzi mi na myśl o Marku. Nie sprawiał żadnych problemów – podkreśla Koselski.
Były trener Bydgoszczan raz wrócił do tematu wcześniejszego zwaśnienia obu stron w Ostrowie Wielkopolskim. – Zapytałem Lorama o tamtą sytuację. Odpowiedział coś w stylu – weź lepiej nic nie mów. To wspomnienie go akurat irytowało – przyznał Koselski z rozbawieniem.
Jedyny w swoim rodzaju. Loram przeszedł wiele
Loram należał do nietypowych zawodników. Relaksowała go praca w gospodarstwie. Zresztą tym zajął po zakończeniu sportowej kariery na pełen etat. – Zawsze to lubił. Miał także hodowlę krów. Gdzieś jeszcze usłyszałem, iż otworzył warsztat. Nie bał się różnych aktywności – mówi były trener reprezentacji Polski.
Brytyjczyk zapisał się na kartach historii jako jedyny mistrz świata, który nie wygrał pojedynczego turnieju. Jego wyższość w klasyfikacji generalnej musiały uznać takie legendy jak między innymi: Tony Rickardsson, Tomasz Gollob, Billy Hammil, Jason Grump, czy Greg Hancock.
W 2007 roku na torze w Ipswich Loram złamał nogę. Do ścigania już nigdy nie powrócił. – To była bardzo pechowa kontuzja. Mógł jeszcze pojeździć. Oczywiście odbiło się to na nim, czemu trudno się dziwić. Na domiar złego kilka lat później stracił syna w wypadku samochodowym. Odsunął się od środowiska. Spotkała go wielka tragedia rodzinna – przyznaje Andrzej Koselski.

1 dzień temu













