W poniedziałek, 23 lutego, wójt gminy Słupno powołał sztab kryzysowy.
Decyzja miała związek z trudną sytuacją hydrologiczną na rzece Słupiance.
- Najbardziej newralgicznym momentem była noc z 22 na 23 lutego. Obserwowaliśmy wtedy intensywne opady deszczu, a ziemia wciąż była zamarznięta, co spowodowało, iż rzeka nie mogła płynąć w swoim korycie i na odcinku przy Borowiczkach-Pieńkach wystąpiła i wylała na okoliczne łąki zagrażając mieszkańcom - mówi nam wójt Marcin Zawadka.
Strażacy podjęli wówczas ponad 10 interwencji w związku z zalanymi posesjami. Włodarz gminy podkreśla jednak, iż nie były one spowodowane wyłącznie wylaniem rzeki, ale również samymi intensywnymi opadami i spływaniem wód do pobliskich gospodarstw.
- Zareagowaliśmy natychmiast. Zostały ułożone worki z piaskiem blokujące ewentualne wylanie rzeki na takich osiedlach jak Ptasia Polana czy Borowiczki-Pieńki. Pożyczyliśmy ciężki sprzęt i przy współpracy z Wodami Polskimi rozbiliśmy krę na odcinku przy mostku na Głębokiej, a następnie pogłębiliśmy dno - relacjonuje.
Jak w tej chwili wygląda sytuacja?
Podczas rozmowy z wójtem Marcinem Zawadką, zapytaliśmy o obecny stan rzeki i ryzyko podtopień.
Jak udało nam się dowiedzieć, aktualnie nie jest już alarmujący.
- W tej chwili poziom wody opada i powraca do stanu sprzed zwołania zarządzania kryzysowego. Cały czas jednak monitorujemy sytuację - usłyszeliśmy.
Co przyniosą najbliższe tygodnie, jak podkreśla wójt, będzie zależało przede wszystkim od dwóch czynników: pogody, a dokładniej intensywności opadów deszczu oraz sytuacji na odmarzającej Wiśle.
- Może nastąpić tzw. cofka wynikająca z tego, iż Wisła wciąż jest skuta lodem, a woda, która wpływa z rzeki Słupianki może nie zostać przyjęta, cofnąć się do swojego koryta i wylać poza nie - tłumaczy Zawadka.
Nad bezpieczeństwem mieszkańców cały czas czuwają m.in. druhowie z OSP, którzy pełnią dyżury przy rzece i co kilka godzin składają raporty o jej stanie.
Jeśli sytuacja ulegnie zmianie, będziemy o tym informować.















