Nie ulega kwestii, iż oceniając nasze doświadczenia, nie wyciągamy średniej z wrażeń, jakich doznajemy minuta po minucie. Pamiętamy raczej momenty flagowe: szczyty, dołki oraz przejścia. Wspominając swoje doświadczenie z parku Disneya, najlepiej zapamiętamy przejażdżkę rollercoasterem (szczyt) i mysie uszy (koniec). Wszystko inne rozpłynie się w niepamięci (z mat. Wydawcy).
1
DECYDUJĄCE MOMENTY
Chris Barbic i Donald Kamentz dochodzili do siebie po kolejnym 14-godzinnym dniu pracy w niewielkiej szkole czarterowej[1], którą wspólnie prowadzili. Siedzieli w barze w Houston, popijając piwo, oglądając kanał sportowy ESPN i jedząc zamówioną do spółki odmrażaną pizzę, która, nawiasem mówiąc, była jedyną propozycją dostępną w tamtejszym menu.
Nie mieli pojęcia, iż w tamten październikowy wieczór 2000 roku doznają olśnienia, które później odmieni życie tysięcy osób.
Stacja ESPN prowadziła transmisję z przebiegu National Signing Day – dnia, w którym utalentowani futboliści kończący szkołę średnią mogą oficjalnie ogłosić, którą uczelnię będą reprezentować, i podpisać wiążący list intencyjny. Dla fanów uczelnianych rozgrywek futbolowych to naprawdę istotny dzień.
Emocje towarzyszące wystąpieniom zawodników dały Kamentzowi do myślenia. „W głowie mi się nie mieści, iż z takim pietyzmem fetujemy wydarzenia sportowe, ale nad osiągnięciami w nauce przechodzimy do porządku dziennego” – stwierdził. Tymczasem uczniowie w ich szkole – głównie dzieciaki z nieuprzywilejowanych rodzin hiszpańskiego pochodzenia – szczególnie zasługiwali na świętowanie. Wielu z nich jako pierwsi w swoich rodzinach mieli ukończyć szkołę średnią.
Barbic założył szkołę z myślą o takich właśnie dzieciach. Wcześniej pracował z szóstoklasistami w lokalnej podstawówce i z roku na rok rosło jego rozgoryczenie tym, co obserwował. „Zbyt często widywałem uczniów, którzy szli do gimnazjum pełni ekscytacji, gotowi podążać za swoimi marzeniami, a kiedy odwiedzali mnie po kilku miesiącach, w ich oczach nie było już ani śladu dawnego blasku”. Przytłoczyły go opowieści o gangach, narkotykach, niechcianych ciążach. Wiedział, iż ma tylko dwa wyjścia. Mógł porzucić nauczanie i ratować siebie albo zbudować szkołę, na którą zasługiwały te dzieciaki. I tak w 1998 roku Barbic założył YES Prep. A Donald Kamentz był jedną z pierwszych osób, które zatrudnił.
Tamtego wieczoru w pubie, kiedy oglądali wiadomości sportowe, Kamentz i Barbic wpadli na nieoczekiwany pomysł: A może zorganizujemy własną uroczystość Signing Day, podczas której nasi uczniowie będą ogłaszać, jaką uczelnię wybrali?
Takie wydarzenie pozwoliłoby im uhonorować wszystkich absolwentów, zważywszy, iż warunkiem ukończenia YES Prep było złożenie podania i uzyskanie przyjęcia na studia, choćby jeżeli ostatecznie miało się ich nie podjąć.
Kamentz i Barbic z rosnącą ekscytacją nadawali coraz wyraźniejszy kształt swojej koncepcji. Zamierzali nazwać uroczystość Senior Signing Day i sprawić, aby tego dnia absolwenci ich szkoły byli fetowani z takim samym rozmachem i uwielbieniem, jak uczelniani sportowcy.
Tygodnik Spraw Obywatelskich
Od 2020 roku odkrywamy niewygodne prawdy i nagłaśniamy historie, które mają moc zmieniać Polskę.
Przekaż darowiznę i stań się naszym współwydawcą
Pół roku później, 30 kwietnia 2001 roku, odbyły się pierwsze obchody Senior Signing Day. W domu kultury działającym przy kampusie stłoczyło się około 450 osób: 17 absolwentów wraz z rodzinami oraz wszyscy pozostali uczniowie YES Prep – od szóstoklasistów po uczniów trzeciej klasy liceum.
Absolwenci po kolei wychodzili na scenę i ogłaszali, jaką uczelnię wybrali: „Nazywam się Eddie Zapata i jesienią rozpocznę studia na Uniwersytecie Vanderbilta!”[2]. Każdy rozwijał wtedy koszulkę lub proporzec z insygniami wybranej szkoły. Wielu uczniów trzymało swoją decyzję w tajemnicy do ostatniej chwili, dlatego w powietrzu dało się wyczuć ekscytujące napięcie i po każdym obwieszczeniu cała sala wybuchała radosną wrzawą.
Następnie uczniowie siadali przy stole i w otoczeniu członków rodziny podpisywali listy immatrykulacyjne, potwierdzające ich chęć wejścia w poczet studentów wybranych uczelni. Barbica uderzyło to, jak ogromne emocje rodzi sam moment składania podpisu: „Wtedy do człowieka dociera, ile wysiłku wszyscy musieli włożyć w to, żeby ich dzieciaki znalazły się w tym miejscu. Nikt nie dokonał tego sam. To efekt zaangażowania wielu osób”. Pod koniec ceremonii próżno było szukać kogoś, kto nie uroniłby choć jednej łzy.
Uroczystość Senior Signing Day stała się najważniejszym dorocznym wydarzeniem w całej sieci szkół YES Prep.
Dla absolwentów była okazją do świętowania, swoistym ukoronowaniem ich osiągnięć. Dla młodszych uczniów miała jednak zupełnie inne znaczenie. Podczas trzecich obchodów Senior Signing Day, które ze względu na rosnącą skalę wydarzenia przeniesiono do audytorium Uniwersytetu Houstońskiego, na widowni po raz pierwszy zasiadła szóstoklasistka Mayra Valle. To doświadczenie wywarło na niej niezatarte wrażenie. Pamięta, iż myślała wtedy: To mogłabym być ja. Nikt w mojej rodzinie nie studiował. Chcę kiedyś stanąć na tej scenie.
Matthew Syed: Metoda czarnej skrzynki. Zaskakująca prawda o nauce na błędach
Sześć lat później, w 2010 roku, rocznik „seniorów” liczył już 126 uczniów, a uroczystość Senior Signing Day rozrosła się do takich rozmiarów, iż jej obchody trzeba było przenieść do hali sportowej Uniwersytetu Rice’a, obiektu, który mógł pomieścić 5 tysięcy zaproszonych gości. Tamtego roku 90 procent absolwentów stanowiły osoby, które jako pierwsze w swoich rodzinach miały szansę podjąć studia.
Sekretarz edukacji USA Arne Duncan, który wystąpił wtedy jako główny mówca, był wyraźnie poruszony tym, co zobaczył. Zrezygnował z przygotowanych wcześniej notatek i mówił pod wpływem chwili: „Żaden mecz koszykówki, żaden mecz futbolu nie może się równać z wielkością i wagą tego, co dzisiaj tu się wydarzyło. (…) Dziękuję wam za to, iż inspirujecie nie tylko swoich braci i swoje siostry, młodszych uczniów, którzy zasiadają dziś na widowni, ale też cały naród”.
Tego dnia jedną z absolwentek była Mayra Valle. Sześć lat po tym, jak wyobraziła sobie siebie stojącą na scenie, nadszedł jej wielki dzień. „Dzień dobry, nazywam się Mayra Valle” – powiedziała, uśmiechając się szeroko. „Jesienią dołączę do CONNECTICUT COLLEGE!”. Uczelnię, którą wybrała, zaliczano do 50 czołowych kolegiów sztuk wyzwolonych w kraju.
Z tysięcy gardeł wyrwał się ryk entuzjazmu.
2.
W życiu każdego z nas zdarzają się decydujące momenty – znaczące doświadczenia, które wyraźnie dominują w naszej pamięci.
Wiele z nich jest dziełem przypadku. Wpadamy na kogoś, kto okazuje się miłością naszego życia. Nowy nauczyciel dostrzega w nas talent, z którego nie zdawaliśmy sobie sprawy. Doznajemy nagłej straty, która odbiera nam poczucie bezpieczeństwa. Uświadamiamy sobie, iż nie chcemy spędzić ani dnia więcej w swojej obecnej pracy. Takie momenty zdają się być wynikiem zrządzenia losu, łutu szczęścia czy też interwencji jakiejś siły wyższej. Nie mamy na nie wpływu.
Ale czy na pewno? Czy nasze decydujące momenty mogą nam się jedynie przytrafiać?
Przecież Senior Signing Day to nie przypadek. Chris Barbic i Donald Kamentz postanowili stworzyć decydujący moment dla swoich uczniów. Chwila, w której Mayra Valle wyszła na scenę, podobnie jak setki innych absolwentów YES Prep, była starannie zaaranżowanym przełomowym momentem, którego wyjątkowości bynajmniej nie umniejszał fakt, iż został zaplanowany. Uczniowie nigdy go nie zapomną.
Decydujące momenty kształtują nasze życie, ale nie musimy na nie biernie czekać. Możemy być ich autorami.
Czy nauczyciel może stworzyć scenariusz lekcji, do której uczniowie choćby po latach będą wracać myślami? Czy menedżer może przekuć chwilę słabości swojego pracownika w przełomowy moment w jego rozwoju? Czy rodzice mogą tworzyć piękne, trwałe wspomnienia dla swoich dzieci?
Mamy w tej książce dwa cele do zrealizowania. Po pierwsze, chcemy się przyjrzeć różnym decydującym momentom i odkryć, co je łączy. Co dokładnie sprawia, iż jakieś doświadczenie nabiera dla nas szczególnego znaczenia i zapada nam w pamięć? Z naszych obserwacji wynika, iż decydujące momenty cechuje kilka wspólnych elementów.
Po drugie, chcemy ci pokazać, jak wykorzystywać te elementy do tworzenia własnych decydujących momentów. Dlaczego miałbyś lub miałabyś to robić? Żeby wzbogacić swoje życie. Żeby budować więzi z ludźmi. Żeby tworzyć wspomnienia. Żeby podnieść jakość doświadczenia swoich klientów, pacjentów lub pracowników.
Janina Bąk: Statystycznie rzecz biorąc, czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla?
Nasze życie składa się z momentów. Decydujące momenty to te, które przetrwają w naszej pamięci, dlatego na kolejnych stronach pokażemy ci, jak zapewnić sobie ich więcej.
3.
Dlaczego niektóre doświadczenia pamiętamy doskonale, a o innych zapominamy? W przypadku Senior Signing Day odpowiedź wydaje się oczywista: to wydarzenie o wielkiej skali, obfitujące w ogromne emocje. Nic dziwnego, iż zapada w pamięć głębiej niż lekcja z mnożenia ułamków. Jednak w przypadku wielu innych pamiętnych doświadczeń – od wakacji po projekty zawodowe – znacznie trudniej jest wyjaśnić, dlaczego pozostają one żywe w naszych wspomnieniach.
Badania psychologiczne przynoszą dość zaskakujące wyjaśnienia tej zagadki. Wyobraź sobie, iż zabierasz rodzinę do parku rozrywki Disney World i co godzinę wysyłasz nam esemesa z oceną swojego doświadczenia w danym momencie, używając skali od 1 do 10, gdzie 1 oznacza beznadziejne, a 10 – fantastyczne. Przyjmijmy, iż prosimy cię o taką ocenę sześć razy. Oto, jak wygląda twój dzień:
godz. 9: Wypędzasz dzieci z pokoju hotelowego; wyprowadzasz swoją trzodę na wypas. W powietrzu czuć ekscytację.
Ocena: 6
godz. 10: Płyniecie łódką w ramach atrakcji It’s a Small World. Zarówno rodzice, jak i dzieci realizowane są w przekonaniu, iż ci drudzy świetnie się bawią.
Ocena: 5
godz. 11: Czujesz duży przypływ adrenaliny po przejażdżce rollercoasterem Space Mountain. Twoje dzieci błagają, żebyście pojechali jeszcze raz.
Ocena: 10
południe: Wydajesz majątek na coś do jedzenia. Dzieciom pewnie odebrałoby apetyt, gdyby wiedziały, iż właśnie uszczuplił się fundusz na ich studia.
Ocena: 7
godz. 13: Od 45 minut stoicie w kolejce. Jak na centralną Florydę przystało, z nieba leje się 35-stopniowy żar. Usiłujesz powstrzymać syna przed obgryzaniem barierki.
Ocena: 3
godz. 14: W drodze do wyjścia z parku kupujesz czapeczki z mysimi uszami. Dzieciaki wyglądają w nich uroczo.
Ocena: 8
Aby podsumować twoje doświadczenie z wyprawy do parku rozrywki, moglibyśmy po prostu wyciągnąć średnią arytmetyczną z poszczególnych ocen, co dałoby wynik 6,5. Całkiem niezły dzień.
Powiedzmy jednak, iż nie zamierzamy na tym poprzestać i po kilku tygodniach prosimy cię o ponowną, tym razem ogólną ocenę twojego doświadczenia. Spodziewamy się wyniku 6,5, który jest wypadkową najlepszych i najgorszych momentów twojego dnia.
Gdyby jednak spytać psychologów, uznaliby, iż jesteśmy w błędzie. Analizując twoje doświadczenia z parku rozrywki, spodziewaliby się raczej, iż ocenisz swój dzień na 9 punktów! Otóż wyniki badań wskazują, iż
kiedy wspominamy jakieś doświadczenie, skupiamy się wyłącznie na kilku konkretnych momentach, ignorując pozostałe elementy składowe tego doświadczenia.
W twoim przypadku szczególne znaczenie miały dwa momenty: przejażdżka rollercoasterem i kupowanie czapek z mysimi uszami. Aby zrozumieć, dlaczego właśnie te dwa doświadczenia wyróżniają się na tle pozostałych, przyjrzyjmy się psychologicznemu podłożu tego zjawiska.
Uczestników pewnego eksperymentu poproszono o poddanie się trzem bolesnym próbom. W pierwszej próbie badani mieli na 60 sekund zanurzyć dłonie w wiadrze z zimną wodą o temperaturze wynoszącej nieco poniżej 14 °C. (Należy pamiętać, iż jeżeli chodzi o odczuwalność zimna i ciepła, ciecz o temperaturze 14 °C wydaje się znacznie zimniejsza niż powietrze o tej samej temperaturze).
Druga próba była podobna, tyle iż uczestnicy trzymali dłonie w wodzie przez 90 sekund, z czego na ostatnie 30 sekund wodę ogrzewano do temperatury 15 °C. To ostatnie pół minuty pozostawało przykrym doświadczeniem, jednak dla większości badanych było wyraźnie mniej nieprzyjemne. (Należy wspomnieć, iż twórcy eksperymentu dokładnie monitorowali upływ czasu, ale uczestnicy nie byli informowani o tym, jak długo realizowane są poszczególne próby).
W trzeciej części eksperymentu uczestnikom dano wybór, pytając, czy woleliby powtórzyć pierwszą czy drugą próbę. Pytanie jest proste: w obydwu próbach osobom badanym przez 60 sekund zadawano taki sam ból, przy czym w drugiej próbie dodano kolejne 30 sekund dyskomfortu o nieco mniejszej intensywności. To tak, jakby zadać komuś pytanie, czy woli być policzkowany przez minutę, czy przez 90 sekund. A jednak 69 procent uczestników wybrało tę drugą, dłuższą próbę.
Psychologowie rozwikłali zagadkę tego zaskakującego wyniku. Kiedy ludzie oceniają jakieś doświadczenie, mają tendencję do nieprecyzyjnego określania lub bagatelizowania jego długości – zjawisko to nazywa się „ignorowaniem czasu trwania” (ang. duration neglect). Wydaje się natomiast, iż ich ocena bazuje na dwóch istotnych elementach doświadczenia: (1) jego najlepszym lub najgorszym momencie, czyli tzw. szczycie, oraz (2) jego zakończeniu. W psychologii ta prawidłowość funkcjonuje jako „zasada szczytu i końca” (ang. peak-end rule).
Podsumowując, we wspomnieniach uczestników eksperymentu różnica między 60 a 90 sekundami zupełnie się zatarła. Badani zignorowali czas trwania, ale wyraźnie zapamiętali, iż dłuższa próba zakończyła się dla nich przyjemniej niż krótsza. (Na marginesie warto zaznaczyć, iż w obydwu próbach krytyczny moment bólu nastąpił mniej więcej w tym samym czasie: około 60. sekundy).
Powyższe badanie wyjaśnia, dlaczego, wspominając swoje doświadczenie z parku Disneya, najlepiej zapamiętasz przejażdżkę rollercoasterem (szczyt) i mysie uszy (koniec). Wszystko inne rozpłynie się w niepamięci. W rezultacie twoja ogólna ocena dnia będzie znacznie przychylniejsza, niż wynikałoby to z przyznawanych co godzinę not.
Zasada szczytu i końca sprawdza się w kontekście wielu innych typów doświadczeń.
Przypisy:
[1] Placówki oświatowe, które otrzymują fundusze publiczne, ale są wyłączone spod jurysdykcji władz okręgowych i działają niezależnie od większości przepisów obowiązujących w szkołach państwowych – przyp. tłum.
[2] W rzeczywistości Eddie Zapata powiedział, iż będzie studiował w Dartmouth College – https://vimeo.com/102432561 – przyp. tłum.


4 godzin temu














