Chlust i już!
Zdjęcie: . / . / .
Liczne wspomnienia o Stanisławie Ignacym Witkiewiczu wskazują, iż kiedy siadał do fortepianu, słuchacze nie zawsze wiedzieli, co może wydarzyć się za chwilę. Podczas jednej z wizyt u rodziny swojego przyjaciela artysta przybiegł nagle na czworakach do salonu, po czym zagrał własny menuet i walczyk, a występ zakończył gwałtowną improwizacją. Takie muzyczne wybuchy nazywał "chlustami", a teraz, po niemal stu latach, do podobnej swobody nawiązują muzycy przyzwyczajeni do choćby najbardziej zakręconych improwizacji.

2 dni temu










