CIENIE POD BŁĘKITNYM NIEBEM GMINY GDÓW

gazetagdowianin.pl 1 tydzień temu
Malownicze położenie nad Rabą, bliskość stolicy Małopolski i napływ nowych mieszkańców – gmina Gdów na pierwszy rzut oka wygląda jak idealne miejsce do życia. Jednak pod powierzchnią sukcesu demograficznego kryją się realne, codzienne problemy. Budżet, „wysychające” latem krany i drogi, na których piesi wciąż muszą walczyć o przetrwanie – to codzienność, z którą mierzy się podkrakowski samorząd.
Gdów od lat przyciąga osoby szukające ucieczki od wielkomiejskiego zgiełku. To tutaj krzyżują się ważne szlaki komunikacyjne, a walory turystyczne doliny Raby przyciągają w weekendy tłumy. Lokalne statystyki pokazują jednak, iż dynamiczny rozwój ma swoją wysoką cenę. Koszty infrastrukturalne rosną szybciej niż wpływy do gminnej kasy, a mieszkańcy coraz głośniej domagają się zmian.
Gdyby zapytać przeciętnego mieszkańca gminy Gdów, co doskwiera mu najbardziej, odpowiedź padnie bez wahania: drogi. Potwierdzają to oficjalne konsultacje społeczne przeprowadzone na potrzeby Strategii Rozwoju Gminy. Aż dwie trzecie ankietowanych (65%) wskazało stan infrastruktury drogowej jako najpilniejszy problem do rozwiązania.
Wiele dróg lokalnych wciąż przypomina o swojej wiejskiej przeszłości – są wąskie, pozbawione poboczy i wymagają natychmiastowego łatania. Największym problemem jest jednak bezpieczeństwo pieszych. Poza ścisłym centrum Gdowa sieć chodników jest dziurawa jak ser szwajcarski. W mniejszych sołectwach dzieci idące do szkół czy dorośli zmierzający na przystanki autobusowe zmuszeni są do poruszania się skrajem jezdni, co przy rosnącym ruchu samochodowym rodzi ogromne ryzyko.
Choć Gdów leży zaledwie kilkanaście kilometrów od granicy Krakowa, dla wielu osób bez własnego samochodu podróż do stolicy województwa to logistyczne wyzwanie. Mieszkańcy regularnie skarżą się na wykluczenie komunikacyjne, zwłaszcza w rejonach oddalonych od głównej trasy wojewódzkiej. Największe zarzuty dotyczą rozkładów jazdy. W godzinach wieczornych oraz w weekendy znalezienie transportu czasem graniczy z cudem. Co więcej, wewnętrzny transport publiczny, łączący mniejsze sołectwa z samym centrum Gdowa, albo nie istnieje, albo jest fasadowy. To sprawia, iż każda rodzina w gminie musi posiadać co najmniej jedno, a często dwa auta, co generuje dodatkowe koszty i korkuje lokalne arterie.
Gdów ma pecha w strukturze powiatu wielickiego – leży w sąsiedztwie gospodarczych potęg. Podczas gdy Niepołomice pompują miliony z potężnej strefy przemysłowej, a Wieliczka zarabia na turystyce i bliskości kopalni, Gdów pozostaje gminą typowo rolniczo-mieszkaniową. Brak dużych inwestorów i stref gospodarczych przekłada się na niską bazę dochodów własnych. Gmina jest skrajnie wrażliwa na wszelkie zmiany w podatkach centralnych. Aby łatać budżet i realizować jakiekolwiek inwestycje, samorząd od lat musi posiłkować się pożyczkami oraz emisją obligacji. W ogólnopolskich rankingach finansowych Gdów regularnie ląduje na odległych pozycjach za swoimi sąsiadami, co mocno wiąże ręce lokalnym włodarzom.
Wzrost liczby domów jednorodzinnych wygenerował kolejny, bardzo palący problem – sezonowy brak wody. W upalne letnie dni sieć wodociągowa w gminie pracuje na granicy wydolności. Spadki ciśnienia są tak drastyczne, iż władze regularnie muszą apelować o zakaz podlewania ogródków i napełniania basenów. Modernizacja sieci to kosztowne zadanie, na które wiecznie brakuje środków.
Do tego dochodzi cichy kryzys demograficzny. Choć nowych mieszkańców przybywa, to rdzenni mieszkańcy gminy gwałtownie się starzeją. Dane pokazują systematyczny wzrost liczby seniorów przy jednoczesnym spadku liczby dzieci. Dla gminy to jasny sygnał ostrzegawczy: w najbliższych latach wydatki na oświatę będą musiały ustąpić miejsca kosztom związany z opieką społeczną i zdrowotną dla osób starszych, na co infrastruktura w tym momencie może nie być gotowa.
Gmina Gdów stoi na rozdrożu. Potencjał tkwiący w rekreacji, turystyce oraz napływie nowych mieszkańców jest ogromny. Jednak bez systemowych rozwiązań finansowych, budowy chodników i zabezpieczenia dostaw wody, urok „podkrakowskiego raju” może gwałtownie zblednąć, pozostawiając mieszkańców z frustracją i niespełnionymi obietnicami o lepszym komforcie życia.
Idź do oryginalnego materiału