Piszę te słowa jako mieszkaniec Lubonia i historyk z zamiłowania – ktoś, kto od lat przemierza dobrze znane ścieżki, próbując dostrzec w nich coś więcej niż tylko codzienność. Udając się w stronę Puszczykowa, czy to podczas weekendowych wycieczek rowerowych, czy w drodze do szkoły lub pracy, mijamy miejsca, które dla wielu pozostają niemymi fragmentami krajobrazu. Jednym z nich jest cmentarz ewangelicki w Łęczycy – skryty przy ulicy Cmentarnej, nieco zapomniany, a jednak wciąż opowiadający historię ludzi, którzy kiedyś byli częścią tej ziemi.
To właśnie tej historii – zapisanej w kamieniu, pamięci i losach dawnych mieszkańców – chciałbym poświęcić ten artykuł.
Historia cmentarza sięga 2. poł. XVIII w. i łączy w sobie dzieje naszych przodków z Lasku i Łęczycy. Jak dowiadujemy się z książki autorstwa Stanisława Malepszaka pt. „Luboń i okolice…”, osoby wyznania augsburskiego z Lasku w liczbie 80 mają swój cmentarz w Łęczycy. Informacja ta pojawia się w spisie wizytacji Franciszka Rydzyńskiego z lat 1777-1784. Był on biskupem pomocniczym (sufraganem) diecezji poznańskiej i to on również konsekrował w 1782 r. drewniany kościół w Wirach wybudowany w 1748 r. z fundacji Anny Radomickiej i jej męża Augustyna Działyńskiego. Wspólnota ewangelicka z tych okolic należała do parafii luterańskiej Świętego Krzyża w Poznaniu do czasu wydzielenia z niej w 1907 r. parafii w Żabikowie z uwagi na duży napływ osadników do nowego osiedla żabikowskiego. prawdopodobnie też od tego czasu ewangeliccy mieszkańcy Lasku również byli chowani na żabikowskim cmentarzu.
Na cmentarzu w Łęczycy pochowani są potomkowie niemieckiej rodziny Steinke. Carl Julius (1844-1887) zmarł młodo w wyniku kopnięcia konia. Miał on syna urodzonego w Łęczycy, Rudolfa (1869-1956), który ożenił się z Bertą (1880-1945) z Puszczykowa i razem spoczywają także na tym cmentarzu. Rudolf, mimo wyznania ewangelickiego, woził furmanką z zaprzęgiem konnym cegły do nowo budowanego kościoła katolickiego w Wirach w 1900 r. Miał on duże gospodarstwo w Łęczycy, którego nie opuścił po zakończeniu II WŚ. Władze komunistyczne odebrały rodzinie Steinke ziemię i jego synowie, Helmut i Gerhardt, ciężko pracując m.in. na gospodarstwie i dodatkowo w „Fosforach” oraz odśnieżając drogę Poznań – Mosina na odcinku łęczyckim, spłacając raty, wykupili je. Ożenili się oni z Polkami, zostali katolikami i dzisiaj pochowani są na cmentarzu parafialnym w Wirach. Helmut wziął sobie za żonę Pelagię z d. Kaczmarek pochodzącą z Lasku. Rodzina Steinke znana i lubiana przez sąsiadów, dbała nie tylko o swoją ziemię, ale także o lokalną społeczność. We wspomnieniach rodzinnych zachowała się informacja, iż w kronikach parafialnych wirowskiego kościoła odnotowano, iż Helmut będąc policjantem w Puszczykowie, ostrzegał podczas wojny proboszcza kościoła w Wirach o niezapowiedzianych kontrolach okupantów i dzięki m.in. jego postawie świątynia przez całą wojnę była otwarta jako jedyna w okolicy (w Poznaniu czynne były tylko dwa kościoły), a on sam narażał swoje życie i swojej rodziny dla dobra całej lokalnej społeczności. Inną rodziną spoczywającą na tym cmentarzu byli gospodarze o nazwisku Polzin mający swoją ziemię w Łęczycy nieopodal Biedronki.
W trakcie kolejnych spacerów po tej nekropolii wciąż natrafiam na nowe ślady dawnych mieszkańców tych ziem. Podczas jednej z ostatnich wizyt moją uwagę zwrócił fragment starej, słabo zachowanej płyty nagrobnej. Aby odczytać niemal niewidoczne już litery, wykonałem odrys wyżłobionego napisu na kartce papieru. Stopniowo moim oczom ukazał się tekst: „Julianne Hoffmann, geb. 31.1891, verstorb. 07.01.1924”. Choć zachowany fragment nie pozwala poznać pełnej historii tej osoby, stanowi kolejny cenny ślad po ludziach związanych z tym miejscem i przypomina, jak wiele tajemnic skrywa jeszcze łęczycki cmentarz.
Warto, odwiedzając to miejsce, zatrzymać się na chwilę zadumy nad grobami ludzi, którzy niegdyś tworzyli lokalną społeczność Lasku, Łęczycy i Wir. Byli to mieszkańcy, którzy swoją codzienną pracą, zaangażowaniem i często odwagą współtworzyli historię regionu, nierzadko narażając własne życie w imię zasad i przyzwoitości. Na szczególne uznanie zasługuje również grupa pasjonatów lokalnej historii, która regularnie porządkuje teren cmentarza, usuwając chwasty i samosiejki. W planach regionalisty, pana Wiktora Cegiołki, jest ustawienie tablicy informacyjnej przypominającej o dacie założenia nekropolii i jej znaczeniu dla lokalnego dziedzictwa.
Szczególne podziękowania kieruję do pań Haliny i Magdaleny, potomkiń rodziny Steinke, które z wielkim zaangażowaniem podzieliły się rodzinnymi wspomnieniami i pomogły ocalić od zapomnienia losy swoich przodków.
tekst i foto Marcin Cieślewicz




2 godzin temu









