Po czwartkowym meczu Ligi Europy, przegranym z Bayerem Leverkusen 0:4, wokół Lecha nie brakowało rozczarowania. Poznaniacy po raz drugi w obecnej edycji europejskich rozgrywek stracili cztery bramki, nie zdobywając żadnej. Niedzielne spotkanie z Koroną było więc okazją, by gwałtownie poprawić nastroje i przypomnieć kibicom, na co stać ofensywę Kolejorza.
Gospodarze nie zamierzali długo czekać z realizacją tego planu. Już pierwsza groźna akcja zakończyła się golem. W czwartej minucie Pablo Rodríguez podał do Patrika Wålemarka, a Szwed uderzeniem bez przyjęcia otworzył wynik.
Korona znalazła się w trudnej sytuacji niemal natychmiast po rozpoczęciu meczu. Zanim goście zdołali uporządkować grę, Lech przeprowadził kolejny skuteczny atak.
W szóstej minucie Luis Palma zagrał długą piłkę do João Pereiry, który dostrzegł wbiegającego Rodrígueza. Hiszpan nie potrzebował przyjęcia, by skierować futbolówkę do bramki. Na tablicy wyników pojawiło się 2:0.
Tak szybkie prowadzenie pozwoliło poznaniakom grać z dużą swobodą. Gospodarze regularnie przedostawali się pod pole karne Korony, wykorzystując szybkość swoich zawodników i dokładne podania.
W 23. minucie było już 3:0. Wålemark przedarł się prawą stroną boiska i zagrał w pole karne. Piłka po zagraniu Rodrígueza dotarła do Mikaela Ishaka, który zdobył swoją pierwszą bramkę tego wieczoru.
Jeszcze przed przerwą poznaniacy dołożyli kolejne trafienie. W doliczonym czasie pierwszej połowy Lech przeprowadził szybki kontratak. Ishak podał do Rodrígueza, a ten wykorzystał sytuację sam na sam z bramkarzem.
Po pierwszych 45 minutach Kolejorz prowadził 4:0. Dla kibiców był to obraz drużyny diametralnie różniącej się od tej, która kilka dni wcześniej nie potrafiła znaleźć sposobu na niemieckiego rywala.
Druga połowa rozpoczęła się od zmian w składzie Korony. Goście próbowali ograniczyć przewagę gospodarzy, ale już w 55. minucie ponownie musieli wyciągać piłkę z siatki.
Po podaniu Rodrígueza swoją drugą bramkę zdobył Ishak, podwyższając prowadzenie Lecha na 5:0.
Dwie minuty później Korona odpowiedziała honorowym trafieniem. Camilo Mena pokonał bramkarza gospodarzy i zmniejszył straty do 1:5.
Przy tak wysokim prowadzeniu trener Lecha rozpoczął zmiany, dając szansę kolejnym zawodnikom. Na boisku pojawili się między innymi Filip Jagiełło, Yannick Agnero oraz Timothy Berggren.
Jednym z najbardziej wyróżniających się piłkarzy spotkania był Rodríguez. Hiszpan zakończył występ z dwoma golami i dwiema asystami. W 68. minucie opuścił murawę, żegnany po znakomitym występie.
Swoje zadanie wykonał również Ishak. Kapitan Kolejorza dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, a w 76. minucie został zastąpiony przez Agnero.
To właśnie zmiennik Ishaka postawił ostatni akcent niedzielnego widowiska. W 90. minucie Agnero zdobył szóstą bramkę dla Lecha, ustalając wynik na 6:1.
Spotkanie zakończyło się więc zdecydowanym zwycięstwem gospodarzy, którzy już w pierwszej połowie odebrali Koronie nadzieję na korzystny rezultat.
Dla Lecha był to szczególnie istotny wieczór po serii rozczarowujących występów na europejskiej arenie. Poznaniacy pokazali, iż mimo problemów w Lidze Europy przez cały czas potrafią prezentować efektowną i skuteczną grę w krajowych rozgrywkach.
Kibice przy Bułgarskiej obejrzeli siedem bramek, z czego sześć zdobyli gospodarze. Największy udział w zwycięstwie mieli Rodríguez i Ishak, którzy strzelili po dwa gole. Po jednym trafieniu dołożyli Wålemark oraz Agnero.
Teraz przed Kolejorzem kolejne europejskie wyzwanie. Już w czwartek, 22 października, Lech ponownie zagra przy Bułgarskiej, tym razem z angielskim Sunderlandem w Lidze Europy.
Lech Poznań – Korona Kielce 6:1 (4:0)
Bramki: Wålemark 4′, Rodríguez 6′, 45′, Ishak 23′, 55′, Agnero 90′ – Mena 57′.

1 godzina temu

![Natalia Bielawska najlepsza w Pradze, Luksemburgu i na Teneryfie! [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/10/78327208-7774-49f9-82e6-62ad8cabe29c.jpeg)












