Z.T Twój wzrost to 192. 193 . Różnie to podają.
Jędrzej: Nie mierzyłem się od dziesięciu lat, więc nie wiem teraz dokładnie.
Z.T Zaczynałeś jako atakujący, czy byłeś przyjmującym?
Jędrzej: Moja historia siatkarska zaczęła się w czasach, gdy grało się po trzech, czasem po czterech. Bardziej po czterech przyjmujących. Nigdy w życiu nie byłbym siatkarzem, gdybym nie chodził do szkoły muzycznej. Pytanie:
Z.T To jest interesująca historia , jak to się stało?
Jędrzej: Poszedłem do szkoły muzycznej ze względu na moją mamę ,pracowała tam od lat. To była Ogólnokształcąca Szkoła Muzyczna im. Henryka Wieniawskiego w Łodzi. Normalne lekcje, matematyka, język polski, ale też przedmioty muzyczne, śpiew w chórze, audycje muzyczne.
Z.T A WF był?
Jędrzej: Tu wkracza trener Andrzej Piotrowski ,prowadził WF w szkole. To dzięki niemu wpadłem w siatkówkę.
Z.T Grałeś w coś wcześniej, np. w piłkę nożną?
Jędrzej: Tak, grałem w piłkę, byłem choćby niezły. gwałtownie urosłem , 1,85 m kończąc podstawówkę,więc trochę byłem niezdarny. Grałem środkowego obrońcę, ale chciałem być w środku pomocy. I właśnie wtedy trener Piotrowski powiedział mojej mamie: „Nie znam się na piłce, ale do siatkówki on by pasował”.
Z.T I tak się zaczęło?
Jędrzej: Tak, na początku byłem przyjmującym. Potem próbowałem rozgrywać, czasem grałem na środku. W młodzikach byłem wysoki, pozycji atakującego jeszcze wtedy nie było, ale już od kadeta byłem tylko atakującym. Proponowano mi choćby pozycję rozgrywającego, ale odmówiłem. Z Łodzi do Bydgoszczy trafiłem trochę z własnego widzimisię. Po finałach mistrzostw Polski w młodzikach, choć drużyna wygrała kilka meczów, zakończyliśmy rywalizację na czwartym miejscu. W Bydgoszczy podobał mi się styl gry drużyny i fakt, iż brakowało im atakującego. Musiałem kilka miesięcy przekonywać rodziców, bo byłem jeszcze młodzikiem – miałem 14–15 lat, a wyjazd oznaczał zmianę szkoły i życie w internacie. Bursa w Bydgoszczy nauczyła mnie samodzielności i asertywności. Byłem z dala od rodziny, ale dzięki temu poczułem, iż mogę sobie poradzić w każdej sytuacji. Egzaminy gimnazjalne zdałem świetnie – 100% z języka polskiego .
Z.T A rodzina i relacje w tym wszystkim?
Jędrzej: Mama była moim filarem ,dzięki niej trafiłem do szkoły muzycznej, a pośrednio do siatkówki. tata powiedział mi iż wyjeżdżając w wieku 14 lat, wychodzę z domu „na zawsze”.
Z.T. Rozumiałeś, co miał na myśli?
Jędrzej:Wtedy zupełnie nie. Dla mnie to była przygoda. Fajny kierunek, Bydgoszcz, siatkówka, nowe życie. Dzisiaj, kiedy sam jestem mężem, rozumiem, ile to musiało kosztować moich rodziców. Jedno dziecko, 14 lat i nagle wyfruwa z domu. Tata powiedział mi to w cztery oczy bez mamy. Myślę, iż wiedział, iż dla niej to było jeszcze trudniejsze.
Z.T Czułeś wtedy ciężar odpowiedzialności?
Jędrzej:Wtedy nie aż tak. Teraz czuję. Bo zaufali mi w stu procentach. Nikt mnie nie kontrolował, nikt nie gonił do nauki. A ja chciałem im udowodnić, iż ta decyzja miała sens. Ten mój wynik 100% z polskiego na egzaminie gimnazjalnym… wiem, iż mama była dumna. To było dla mnie ważniejsze niż jakikolwiek medal.
Z.T Sport miałeś w domu od dziecka. To bardziej pasja czy rodzinne dziedzictwo?
Jędrzej:Jedno i drugie. Tata był dziennikarzem sportowym, napisał książkę na 100-lecie ŁKS-u. U nas w domu sport był zawsze. Mecze, rozmowy, emocje. Pierwszy raz na stadionie byłem, jak miałem dwa lata. Ja się po prostu w tym wychowałem. Sport mam w DNA – tata jest historykiem sportu .
Z.T Czy kiedykolwiek bałeś się, iż zawiedziesz zaufanie rodziców?
Jędrzej: Tak. Zwłaszcza w trudniejszych momentach, kiedy nie wszystko szło sportowo czy finansowo tak, jak powinno. Zawsze miałem z tyłu głowy, iż oni mi zaufali. Chciałem pokazać, iż ta decyzja miała sens.
Z.T Co dał Ci dom rodzinny, co dziś najbardziej wykorzystujesz w życiu?
Jędrzej: Spokój i odpowiedzialność. Uczyli mnie, iż trzeba być konsekwentnym i uczciwym niezależnie od tego, czy grasz w PlusLidze, czy dopiero zaczynasz.
Z.T Kto bardziej przeżywa Twoje mecze-rodzice czy żona?
JędrzejMyślę, iż każdy inaczej. Rodzice analizują, tata potrafi zadzwonić i rozłożyć mecz na czynniki pierwsze. Żona przeżywa emocjonalnie. A ja staram się między tym wszystkim znaleźć balans.
Z.T Kto dzisiaj jest największym wsparciem?
Jędrzej: Absolutnie, moja żona. Bez dwóch zdań. Stabilizacja to był jeden z powodów, dla których podpisałem dwuletni kontrakt. Ale jeszcze ważniejsze było to, iż Angelika jest z Lublina. Poznaliśmy się, kiedy grałem w Lublinie. Ona była studentką, przyszła na mecz z koleżanką… i tak się zaczęło.
Z.T To prawda, iż to Ty jej wpadłeś w oko pierwszy?
Jędrzej:Tak słyszałem (śmiech). Potem poznawaliśmy się przez internet. Ona była fanką koszykówki, ale z czasem stała się bardziej siatkarska ode mnie. Czasem wie o transferach szybciej niż ja.
Z.T Ślub wziąłeś w 2025roku. Co zmieniło małżeństwo?
Jędrzej: Przyniosło Spokój. Ogromny spokój. Wiesz, iż wracasz do kogoś, kto nie patrzy na Ciebie przez pryzmat statystyk. Możesz przegrać mecz, możesz mieć słabszy dzień ,w domu jesteś po prostu Jędrzejem, nie zawodnikiem . Małżeństwo daje mi stabilizację i poczucie bezpieczeństwa.
Z.T Rozmawiacie o tym, gdzie będziecie żyć po karierze?
Jędrzej:Tak. Myślę, iż Lublin jest naszą docelową stacją. Życie sportowca jest dynamiczne, ale chcemy mieć swoje miejsce. Chełm jest blisko, 60 kilometrów – to daje komfort.
Z.T. Czy sukces smakuje inaczej, kiedy możesz go z kimś dzielić?
Jędrzej: Zdecydowanie. Samemu można się cieszyć chwilę, ale dopiero kiedy wracasz do domu i widzisz euforia w oczach bliskiej osoby, czujesz, iż to ma prawdziwą wartość.
Z.T. Czego boisz się bardziej: przegranego meczu czy zawiedzenia najbliższych?
Jędrzej:Zawiedzenia najbliższych. Mecz można odrobić, poprawić się. Relacje są najważniejsze.
Z.T Wspomniałeś kiedyś o trudnych momentach w Białymstoku, kiedy były problemy finansowe. To był pierwszy moment zwątpienia?
Jędrzej:To był moment, w którym człowiek gwałtownie dorasta. Kiedy nie masz regularnych wypłat, zaczynasz myśleć inaczej. Już nie tylko o treningu i meczu, ale o życiu. Wtedy bardzo doceniłem wsparcie bliskich. Wiedziałem, iż nie jestem z tym sam. To była szara rzeczywistość polskiego sportu ,płatności na czas były raz albo dwa razy w sezonie. Ale drużynowo to były wspaniałe lata. Byliśmy zgranym zespołem, skutecznym, mimo problemów finansowych. Ten okres nauczył mnie szacunku do pieniądza i cierpliwości . Stres, dopóki nie widziałem przelewu w banku, był ogromny.
Z.T A żona? Była już wtedy w Twoim życiu?
Tak. I to był ogromny komfort. Kiedy masz obok siebie kogoś, kto nie panikuje, tylko mówi: „poradzimy sobie”, łatwiej zachować spokój. To buduje.
Z.T. Żona w trzech słowach ?
Jędrzej:Moje największe oparcie .
Z.T. Czy te doświadczenia zmieniły Twoje podejście do kariery?
Jędrzej:Na pewno. Dziś patrzę szerzej. Nie tylko na to, czy zagram 20 punktów, ale czy decyzja jest dobra dla nas jako rodziny. Kiedyś patrzyłem głównie sportowo. Dziś patrzę życiowo.
Z.T Czy bycie mężem daje Ci większą odpowiedzialność na boisku?
Jędrzej:Tak, bo wiem, iż nie gram już tylko dla siebie. Każdy kontrakt, każda decyzja to coś więcej niż sport. To wspólne życie. To stabilizacja. To przyszłość.
Z.T. A życie rodzinne?
Jędrzej: To nie jest łatwe, ale priorytety są jasne. Staram się zawsze znajdować czas dla bliskich, choćby jeżeli oznacza to ograniczenie innych aktywności. Wspólne kolacje, rozmowy, weekendy spędzone razem ,to wszystko daje równowagę i pomaga w regeneracji mentalnej. Dzieci jeszcze nie mamy, ale planujemy .Chciałbym, żeby moje dziecko miało coś wspólnego ze sportem, ale niekoniecznie zawodowym. Nie chcę narzucać mu żadnych decyzji sam dostałem wolną rękę od rodziców, więc będę chciał to samo zaoferować swojemu dziecku. Najważniejsze, żeby było świadome konsekwencji, np. wyjazdu do innego miasta, samotności weekendowej czy tęsknoty.
Z.T Wspominałeś, iż Lublin może być Waszą docelową stacją. Myślisz już o życiu po siatkówce? Jędrzej:Coraz częściej. Sport kiedyś się skończy. Chciałbym mieć swoje miejsce, swoją przestrzeń. Nie wyobrażam sobie życia bez sportu, ale może w innej roli. Może trener, może coś organizacyjnie. Czas pokaże.
Z.T. Gdy patrzysz dziś na siebie ; 14-latek z Łodzi uwierzyłby w taką historię?
Jędrzej: Myślę, iż byłby zaskoczony. Ale chyba też dumny. Bo ta droga nie była prosta. Były wzloty, były momenty niepewności. Ale zawsze była rodzina. I to jest coś, co daje mi największą siłę. Z.T Debiut w PlusLidze prawie po trzydziestce. To presja czy nagroda?
Jędrzej:Nagroda. Ja nie mam warunków fizycznych jak wielu chłopaków na tym poziomie. Więc to, iż tu jestem, traktuję jako efekt konsekwencji. Nie stresuje mnie gra przeciwko medalistom olimpijskim. To mnie nakręca. To sprawdzian.
Z.T. Jesteś lepszy na treningu czy w meczu?
Jędrzej:W meczu. Mnie granie nie paraliżuje. Ja czerpię z tego frajdę. Uważam, iż jeżeli od poniedziałku do piątku pracujesz na 100%, to w sobotę 80% wystarczy, żeby wyglądać bardzo dobrze.
Z.T Bycie drugim atakującym boli?
Jędrzej:Wiedziałem, na co się piszę. Trzeba umieć zaakceptować rolę i być gotowym. Uważam, iż w kilku meczach dołożyłem swoją cegiełkę. Czasem dwie zagrywki w końcówce zmieniają wszystko.
Z.T Jesteś obsesyjny na punkcie przygotowania?
Jędrzej:Trochę tak. Ja wiem, iż nie mam przewagi fizycznej. Więc muszę być zdrowy, przygotowany i zdyscyplinowany. Dieta, sen, regeneracja , to nie jest opcja, to obowiązek.
Z.T A jak podchodzisz do swoich słabszych dni? Bo każdy je ma, każdy czasem nie wchodzi w rytm.
Jędrzej: Staram się nie dramatyzować. Analizuję, co poszło nie tak, pracuję nad tym na treningu i w następnym meczu próbuję poprawić. Nie pozwalam, żeby jeden słabszy dzień wpłynął na cały sezon. Ważna jest konsekwencja i ciągła praca nad sobą.
Z.T Największy komplement, jaki usłyszałeś?
Jędrzej: Kuba Olszewski powiedział mi, iż z moich warunków wyciągam maksimum. To dla mnie definicja całej mojej kariery. Z.T Czy jest jakiś zawodnik, z którym szczególnie dobrze Ci się współpracuje?
Jędrzej: Na boisku? Zdecydowanie Grzegorz. Czuję, iż wzajemnie się uzupełniamy i potrafimy podnosić poziom całej drużyny.
Z.T Jak Ci się gra z Grzegorzem?
Jędrzej: Na początku było trudno , bo przez ostatnie lata Grzesiu był przyzwyczajony do innego typu atakującego, praworęcznych i wyższych ode mnie. Teraz naprawdę dobrze mi się z nim gra. Cenię u niego dwie rzeczy: po pierwsze, cały czas obserwuje mecz i wchodzi na boisko z własnym pomysłem, który potrafi wdrożyć w życie. Przykłady? Mecz w Zawierciu w pierwszej rundzie Weszli wtedy z Remkiem na trzeciego seta i to był nasz najlepszy set. Albo set trzeci w beznadziejnym meczu w Suwałkach Grzechu zaczął grać inaczej niż wcześniej próbowaliśmy dotychczas i to dało efekt.
Z.T A druga rzecz, którą cenisz u niego?
Jędrzej: To jego szczerość. Na przykład w meczu z Rzeszowem przyjąłem mu piłkę trochę w siatkę, a on spojrzał i powiedział wprost: „To było dobre przyjęcie, tylko jestem zestresowany, potrzebuję chwilę.” Mało kto na boisku byłby tak bezpośredni i szczery, a to daje poczucie bezpieczeństwa i współpracy. Z.T Jak wygląda relacja z trenerem Andrzejewskim?
Jędrzej: To nie jest kumpelska relacja, ale też nie wojskowa hierarchia. Jest pośrednia partnerstwo między zawodnikiem a trenerem. Dyskutujemy o taktyce, dostosowaniu treningu siłowego do naszych potrzeb. Nie jesteśmy wrzucani do jednego worka . To pozwala nam optymalnie przygotować się do meczu.
Z.T A jak z relacjami w drużynie poza boiskiem? Macie dużo wspólnych aktywności?
Jędrzej: Tak, myślę, iż to też jest bardzo ważne. Jesteśmy grupą, więc staramy się spędzać czas wspólnie, choćby poza treningami ,kolacje, wspólne wyjścia, . To buduje więź, która potem przekłada się na boisko. I oczywiście rozmowy o siatkówce, analizowanie meczów, planowanie taktyki. To wszystko łączy nas jako drużynę.
Z.T A jak wygląda Twój idealny dzień wolny, bez treningu i meczu?
Jędrzej: Mamy z żoną taką małą tradycję ,weekendowy dzień wspólny. Przygotowujemy sobie wypasione śniadanie, potem lektura :kryminały, biografie znanych sportowców, tematyczne książki o psychologii czy giełdzie. Czasem w weekendy gram też w gry planszowe z przyjaciółmi, albo chodzę też na żużel, jestem karnetowiczem.
Z.T Speedway to sposób na oderwanie głowy od siatkówki?
Jędrzej: Tak. Wieczór kawalerski spędziłem na Grand Prix w Pradze.
Z.T Żona dzieli Twoją pasję do żużla?
Jędrzej: Nie aż tak (śmiech). Czasem ze mną jeździ, w tym roku jedziemy razem na Grand Prix do Wrocławia. Ale to bardziej moja zajawka. Ona bardziej żyje siatkówką.
Z.T A co oglądasz, lubisz Na wspólnej tak jak Paweł Rusin?
Jędrzej: Za dzieciaka oglądałem Na wspólnej, jakieś 3,5 tysiąca odcinków temu. Teraz jestem zwolennikiem krótszych produkcji. Pierwszy serial, który naprawdę utkwił mi w pamięci, to Czas honoru. To była moja pierwsza przygoda z serialem historycznym, pokazującym cichociemnych wyszkolonych w Anglii. Tata zresztą zaszczepił mi wtedy zainteresowanie historią , w czasach, kiedy dostęp do wiedzy był dużo trudniejszy niż dziś. Z bardziej współczesnych produkcji, które przychodzą mi na myśl, jest Peaky Blinders. Uwielbiam Kiliana Murphy’ego i jego główną rolę w tym serialu jest po prostu kapitalna.
Z.T Masz w Chełmie ulubione miejsce?
Jędrzej:W Chełmie nie mamy stałego ulubionego miejsca – wolimy wyskoczyć do przyjaciół w Lublinie. Życie tygodniowe jest nieco rozbieżne, bo żona pracuje od 7 do 15, a ja od 16–17 mam trening. Lubię jednak spacerować w Parku Unii Europejskiej , to mój sposób na relaks i odcięcie się od codzienności, szczególnie przy dobrej pogodzie
Z.T A kibice ?
Jędrzej: Na każdym meczu czuję wsparcie kibiców hala może być mała, ale jest pełna, co daje ogromny zastrzyk energii. Bycie rozpoznawalnym nie przeszkadza mi, a wręcz dodaje motywacji, by dawać z siebie wszystko na boisku.Bardzo się cieszę, iż w tym sezonie kibice w Chełmie trochę się zmienili. Wsparcie czuć nieustannie. W pierwszej lidze wyglądało to inaczej wtedy przychodzili, by zobaczyć zwycięstwo, a nie sam mecz. Była porażka lub trzy z rzędu i od razu czuło się napięcie. Teraz kibice zrozumieli, iż Plus Liga to zupełnie inna bajka. Czasem trzeba celebrować małe zwycięstwa, bo one dają kroki do realizacji celu, jakim jest utrzymanie się w lidze.”
Z.T A social media ? Aktywnie się udzielasz?
Jędrzej :Dla własnego spokoju psychicznego w tym sezonie praktycznie nie wchodziłem na Facebooka – mam tylko Messengera. Nie chciałem czytać komentarzy ani klubowych postów, bo mogłoby to zaburzyć koncentrację. Lepiej trzymać się pracy, treningu i swoich obowiązków. Ale z perspektywy trybun widać, iż kibice coraz lepiej rozumieją, na czym polega siatkówka na najwyższym poziomie proces edukacji bywał bolesny, ale efekty są widoczne.
Z.T Czy masz jakąś motywację, która napędza Cię każdego dnia?
Z.T Tak .Chęć bycia lepszym niż wczoraj. To nie jest kwestia porównywania się z innymi, tylko pracy nad sobą. Każdy trening, każda sytuacja na boisku to szansa, żeby się poprawić, rozwinąć umiejętności i charakter.
Z.T Pamiętasz jakiś moment zwrotny w życiu?
Jędrzej:Momentem, który był punktem zwrotnym, był mój pierwszy sezon w Białymstoku w pierwszej lidze. Z chłopaka, o którym mówiono, iż jest za dobry na drugą, a za słaby na pierwszą, stałem się zawodnikiem pierwszoligowym. Wtedy czułem się, jakbym latał. Przejście do Plus Ligi dało mi nie tylko sportowo, ale i mentalnie ,możliwość rywalizacji z zawodnikami z absolutnej czołówki bardzo rozwija. Człowiek widzi, iż wysiłek nie idzie na marne.
Z.T A kiedy patrzysz na swoje największe sukcesy, co Ci przychodzi do głowy? Jędrzej :Sukcesy to nie tylko medale i wygrane mecze. To też momenty, w których udało się wyciągnąć coś z trudnych sytuacji, podnieść drużynę w krytycznych momentach. Oczywiście medale i trofea są piękne, ale prawdziwa satysfakcja przychodzi z pracy, którą włożyło się, żeby dojść do tego poziomu.
Z.T. Co jest dla Ciebie najtrudniejsze w byciu zawodowym sportowcem?
Jędrzej: Najtrudniejsze jest pogodzenie życia osobistego z wymaganiami sportu, ciągłe utrzymanie motywacji i koncentracji, a także radzenie sobie ze stresem i oczekiwaniami innych. To wymaga dyscypliny, cierpliwości i wytrwałości.
Z.T A jeżeli chodzi o przyszłość, jakie masz cele sportowe?
Jędrzej :Przede wszystkim chcę utrzymać wysoki poziom i pomagać drużynie w osiąganiu sukcesów. Długoterminowo, jak już mówiłem, chcę rozwijać się jako trener. Ale na razie skupiam się na każdym kolejnym meczu, na każdej kolejnej sytuacji, żeby dawać z siebie maksimum.
Z.T Na koniec ; jak chciałbyś być zapamiętany jako sportowiec?
Jędrzej: Chciałbym być zapamiętany jako zawodnik, który dawał z siebie wszystko, niezależnie od okoliczności, który wspierał drużynę i inspiruje młodszych. Ktoś, kto nie tylko osiągał sukcesy, ale też wnosił pasję i pozytywną energię do każdego meczu. Dla mnie prawdziwe zwycięstwo to konsekwentne dążenie do celu, mimo trudności. Zarówno sportowo, jak i życiowo, ważne jest pozostanie wiernym swoim przekonaniom, choćby gdy frustrujące sytuacje pojawiają się po drodze. Gdybym mógł wysłać wiadomość do siebie sprzed dziesięciu lat, byłoby to… nic nie zmieniaj . Wszystko, co przeżyłem, kształtowało mnie takim, jakim jestem teraz.”

















