Dantejskie sceny w krakowskich galeriach. „To był najgłupszy pomysł!”

19 godzin temu

Ostatnia niedziela handlowa w Krakowie przypominała bardziej wydarzenie sportowe niż zwykły dzień zakupów. Tyle iż zamiast kibiców – tłumy klientów, zamiast stadionów – galerie handlowe, a zamiast emocji sportowych – nerwowe zerkanie na zegarek i kolejkę, która zdawała się nie mieć końca. Reasumując – zakupy to najgłupszy sposób spędzenia niedzieli w Krakowie – pisze w felietonie Michał Lop.

Już od samego rana było jasne, iż coś jest nie tak. Parking pod galerią? Pełny. Ulice dojazdowe? Zakorkowane jak w piątkowe popołudnie przed długim weekendem. Kto wpadł na pomysł, żeby właśnie tego dnia ruszyć na zakupy, ten gwałtownie zaczynał żałować swojej decyzji. Bo niedziela handlowa w Krakowie to nie okazja – to test cierpliwości.

W środku sklepów panował chaos kontrolowany. Ludzie przemieszczali się w tempie spacerowym, nie dlatego, iż chcieli, ale dlatego, iż szybciej się po prostu nie dało. Kolejki do kas wiły się jak wąż boa po obfitym posiłku – długie, powolne i niepokojąco nieruchome. W pewnym momencie można było odnieść wrażenie, iż łatwiej zdobyć bilet na koncert światowej gwiazdy niż zapłacić za skarpetki.

Nie brakowało też klasycznych scen: ktoś zapomniał portfela, ktoś inny nagle przypomniał sobie o „jeszcze jednej rzeczy”, a jeszcze ktoś pomstował na wysokie ceny i… kolejki (sic!). Wszystko to tworzyło niepowtarzalną atmosferę absurdu.

Trudno oprzeć się wrażeniu, iż niedziela handlowa to najgorszy możliwy dzień na zakupy. jeżeli ktoś naprawdę chce coś kupić, powinien wybrać dowolny inny dzień tygodnia – choćby poniedziałkowy poranek brzmi jak luksus w porównaniu z tym, co dzieje się w niedzielę.

Bo prawda jest brutalna: wybrać się na zakupy w niedzielę w Krakowie to po prostu głupi pomysł. Chyba iż ktoś lubi korki, tłumy i stanie w kolejkach dłuższe niż świąteczne życzenia. Wtedy – proszę bardzo. Reszta niech lepiej zostanie w domu.

Idź do oryginalnego materiału