Dlaczego trener Górnika Zabrze w meczu z Rakowem zwlekał ze zmianami? "O takich kwestiach zawsze łatwo dyskutuje się po meczu"

roosevelta81.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: Gasparik_Monaco


Górnik Zabrze - mimo nerwowej końcówki - dowiózł prowadzenie i wywiózł zasłużony komplet punktów z Częstochowy po meczu z Rakowem. Im bliżej było końca meczu, tym napór drużyny spod Jasnej Góry był coraz mocniejszy, a zdobyta na jedenaście minut przed upływem regulaminowego czasu gry bramka dodała częstochowskiej drużynie skrzydeł. Wicemistrz Polski pokazał jednak nerwy ze stali.

Kiedy w 79. minucie gry Mahir Emreli dobił do bramki Górnika piłkę odbitą chwilę wcześniej od poprzeczki, jasne było, iż Raków postawi wszystko na jedną kartę i rzuci wszystkie siły do ofensywy. Częstochowianie w ostatnich minutach regulaminowego czasu gry i sześciu minutach czasu doliczonego mieli wyraźną przewagę, ale Zabrzanie bronili się mądrze, czujny między słupkami był też Philipp Schulze.

Bramka zdobyta przez Medaliki w oczach kibiców Trójkolorowych mogła wywołać niepokój, gdyż przed tygodniem Górnik dał sobie w końcówce wydrzeć prowadzenie z GKS Katowice. - Miałem to trochę w głowie, iż może być powtórka i to zupełnie normalne, bo Raków pod koniec mocno zaryzykował. Na naszej linii obrony było momentami przynajmniej sześciu ich zawodników, a w dodatku wprowadzili wysokich napastników. Patrząc z nazwiska, to po prostu bardzo dobrzy piłkarze, więc musieliśmy się cierpliwie bronić i przetrwać ten trudniejszy okres bez piłki - ocenia Michal Gasparik, trener zabrzańskiej drużyny.

Słowak był rozczarowany, iż jego podopieczni sami zgotowali sobie nerwówkę w końcówce, wcześniej marnując kilka świetnych okazji do zdobycia trzeciej bramki i "zamknięcia" meczu. - Szkoda, iż nie strzeliliśmy wcześniej trzeciej bramki, wtedy ta końcówka wyglądałaby inaczej. Mecz potoczył się jednak tak, a nie inaczej, dlatego musimy cieszyć się z tego zwycięstwa - dodaje opiekun drużyny z Roosevelta.

Pytany o czas dokonania pierwszych zmian trener Górnika nie chciał wdawać się w dywagacje. - Trudno powiedzieć, czy wcześniejsze rotacje zmieniłyby przebieg gry. Miałem już przygotowane dwie zmiany, ale czekaliśmy jeszcze na odpowiedni moment. Dodatkowo trener potrzebował czasu, żeby wyjaśnić zawodnikom wchodzącym na boisko szczegóły krycia przy stałych fragmentach gry, bo wiemy, jak groźny w tym elemencie jest Raków - wyjaśnia trener Gasparik.

- O takich kwestiach zawsze łatwo dyskutuje się po meczu, jednak zawodnicy, którzy weszli z ławki, dali zespołowi dobrą energię i wnieśli sporo jakości. Najważniejsze, iż w ostatniej minucie doliczonego czasu Schulze złapał groźny strzał, kiedy była odbita piłka po wyrzucie z autu. Cieszymy się z wygranej i ważnych trzech punktów - puentuje szkoleniowiec wicemistrza Polski.

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl

Idź do oryginalnego materiału