Felieton z cyklu , , Nie tylko dla akademików”…
„Człowiek ma dwa życia. Drugie zaczyna się wtedy, gdy zrozumie, iż ma tylko jedno”.
Zdanie przypisywane Konfucjuszowi.
Kilka słów. Żadnych skomplikowanych teorii, wykresów, badań naukowych. A jednak im człowiek jest starszy, tym trudniej przejść obok nich obojętnie.
Kiedy masz dwadzieścia lat, życie wydaje się nieskończone.
Czterdziestolatek? Stary człowiek.
Pięćdziesiątka? Prehistoria.
Sześćdziesiątka? Wtedy przecież człowiek siedzi już tylko w fotelu, przykryty kocem, i wspomina młodość.
Tak przynajmniej wydaje się dwudziestolatkowi.
A później dzieje się coś niezwykłego.
Mrugasz.
I masz trzydzieści.
Mrugasz drugi raz.
Czterdzieści.
Potem zaczynasz spotykać ludzi, których nie widziałeś dwadzieścia lat, i ze zdziwieniem zauważasz, jak bardzo się postarzeli.
Oni prawdopodobnie myślą dokładnie to samo o tobie.
I chyba gdzieś właśnie wtedy zaczyna się to drugie życie.
Kiedyś wszystko było „przed nami”
Sport nauczył mnie specyficznego patrzenia na czas.
Kiedy jesteś zawodnikiem, życie dzieli się na sezony.
Przygotowania. Liga. Mecz. Następny mecz. Turniej. Kadra. Kolejny sezon.
Zawsze jest coś następnego.
Przegrałeś?
Za tydzień możesz wygrać.
Nie dostałeś powołania?
Będzie następne.
Kontuzja?
Wrócisz.
Nie wyszło w tym sezonie?
Jest kolejny.
Młody człowiek żyje w przekonaniu, iż zawsze będzie następna szansa.
I bardzo dobrze.
Bez tego trudno byłoby uprawiać sport.
Problem polega na tym, iż poza boiskiem nie wszystko ma rundę rewanżową.
Są rozmowy, których nie przeprowadziliśmy.
Ludzie, których nie odwiedziliśmy.
Telefony, których nie wykonaliśmy.
Słowa „przepraszam”, które czekały zbyt długo.
I „kocham cię”, które wydawało nam się przecież oczywiste, więc po co było je mówić?
Jeszcze zdążę
To chyba dwa najbardziej zdradliwe słowa naszego życia.
Jeszcze zdążę.
Zadzwonię jutro.
Pojadę za rok.
Spotkamy się, jak będzie spokojniej.
Zacznę ćwiczyć od poniedziałku.
Kiedyś pojadę nad to jezioro.
Kiedyś zobaczę Rzym.
Kiedyś nauczę się włoskiego.
Kiedyś powiem komuś, co naprawdę czuję.
Tylko „kiedyś” ma jedną zasadniczą wadę.
Nie istnieje w kalendarzu.
Jest poniedziałek, wtorek, środa.
Jest sierpień, wrzesień, październik.
Nie ma dnia o nazwie „kiedyś”.
Marcus i jego zegarek
Dzisiaj bardzo często słyszymy o produktywności.
Aplikacje mierzą sen. Zegarki liczą kroki. Telefon informuje, ile godzin spędziliśmy przed ekranem. Kalendarz przypomina, gdzie mamy być za trzy miesiące.
Technologia potrafi zmierzyć niemal wszystko.
Poza jednym.
Nie pokazuje, ile czasu nam zostało.
I tutaj wracam czasem do Marka Aureliusza.
Człowieka, który miał adekwatnie wszystko, co w jego czasach można było mieć. Był cesarzem Rzymu. Miał władzę, której większość współczesnych polityków mogłaby mu tylko pozazdrościć.
A jednak w swoich rozważaniach ciągle przypominał samemu sobie o przemijaniu.
Nie po to, żeby się bać.
Po to, żeby adekwatnie żyć.
Stoicy mieli świadomość, która nam czasami gdzieś ucieka: pamięć o końcu nie musi odbierać euforii życia.
Może ją zwiększać.
Bo o ile wiem, iż spotkanie z kimś może nie powtórzyć się sto razy, zaczynam bardziej doceniać dzisiejsze.
Jeżeli wiem, iż wakacji nie będzie nieskończenie wiele, może przestanę przez połowę urlopu odpowiadać na maile.
Jeżeli wiem, iż moi rodzice nie będą żyli wiecznie, może zamiast napisać „oddzwonię później”, po prostu odbiorę.
Drugie życie
Myślę, iż właśnie o tym mówi zdanie przypisywane Konfucjuszowi.
Drugie życie nie rozpoczyna się po śmierci.
Nie trzeba wygrać w totolotka.
Nie trzeba rzucić pracy, sprzedać domu i zamieszkać na Bali.
Drugie życie może wyglądać dokładnie tak samo jak pierwsze.
Ten sam dom.
Ta sama praca.
Ta sama żona.
Ci sami przyjaciele.
Ten sam człowiek w lustrze.
Zmienia się tylko jedna rzecz.
Świadomość.
Zaczynasz rozumieć, iż czasu nie można odłożyć na później.
Z wiekiem mniej rzeczy muszę
Kiedy byłem młodszy, wydawało mi się, iż wiele rzeczy muszę.
Muszę komuś coś udowodnić.
Muszę wygrać.
Muszę mieć rację.
Muszę odpowiedzieć na każdą zaczepkę.
Muszę przejmować się tym, co ktoś o mnie powiedział.
Dzisiaj coraz częściej dochodzę do wniosku, iż nie muszę.
I to jest chyba jeden z największych luksusów dojrzewania.
Nie muszę wygrać każdej dyskusji.
Nie muszę przekonać każdego człowieka.
Nie muszę być lubiany przez wszystkich.
Nie muszę utrzymywać każdej znajomości tylko dlatego, iż trwa od trzydziestu lat.
Nie muszę również udawać, iż nie tęsknię, nie boję się albo iż wszystko zawsze mam pod kontrolą.
Bo skoro mam tylko jedno życie, szkoda mi go na granie roli napisanej przez kogoś innego.
A gdyby zostało dwadzieścia?
Zróbcie eksperyment.
Niech każdy wpisze swój wiek i odejmie go od liczby, którą uznaje za całkiem przyzwoity wiek do przeżycia.
Nie traktujcie wyniku jak przepowiedni.
To tylko zabawa.
Ale popatrzcie na tę liczbę.
Może wyszło 40.
Może 30.
Może 20.
I teraz nie myślcie o latach.
Pomyślcie o wydarzeniach.
Jeśli wyszło dwadzieścia, to być może przed tobą około dwudziestu Wigilii.
Dwadzieścia pierwszych dni wiosny.
Dwadzieścia wakacji.
Dwadzieścia urodzin.
Dwadzieścia razy będziesz patrzył na fajerwerki i mówił: „Szczęśliwego Nowego Roku”.
Nagle dwadzieścia lat przestaje brzmieć jak bardzo dużo czasu.
Nie chodzi o to, żeby żyć tylko dzisiaj
I tutaj ważne zastrzeżenie.
Hasło „żyj tak, jakby jutra miało nie być” brzmi pięknie na koszulce, ale niekoniecznie jest dobrą strategią życiową.
Jutro prawdopodobnie będzie.
Trzeba oszczędzać.
Trzeba planować.
Trzeba dbać o zdrowie.
Trzeba myśleć o przyszłości dzieci.
Warto mieć marzenia na następny rok i następne dziesięć lat.
Nie chodzi o to, żeby żyć tylko dzisiaj.
Chodzi o to, żeby planując jutro, nie przegapić dzisiaj.
Bo można przez trzydzieści lat budować życie, którym zamierzamy zacząć się cieszyć „kiedyś”.
I pewnego dnia odkryć, iż właśnie te trzydzieści lat było życiem.
Może właśnie zaczyna się twoje drugie życie
Domyślam się, kiedy dokładnie zaczęło się moje.
Ale wiem, iż dzisiaj inaczej patrzę na czas niż dwadzieścia czy trzydzieści lat temu.
Mniej interesuje mnie, kto ma rację.
Bardziej, kto siedzi obok.
Mniej ważne staje się to, co ktoś o mnie pomyśli.
Ważniejsze, co ja będę myślał o sobie.
Nie imponują mi stanowiska, tytuły i samochody.
Coraz bardziej ludzie, którzy mimo upływu lat przez cały czas potrafią być ciekawi świata, śmiać się, kochać i znaleźć czas dla drugiego człowieka.
I może właśnie na tym polega owo drugie życie.
Nie dostajemy kolejnych osiemdziesięciu lat.
Dostajemy świadomość wartości tych, które zostały.
Dlatego nie zamierzam kończyć tego felietonu zdaniem: „żyj tak, jakby jutra miało nie być”.
Mam nadzieję, iż będzie.
Mam plany.
Mam marzenia.
Mam rzeczy, które jeszcze chcę zrobić.
Ale zanim nadejdzie jutro, jest dzisiaj.
I tego dnia naprawdę szkoda zmarnować.
Bo podobno człowiek ma dwa życia.
A jeżeli właśnie zrozumiałeś, iż masz tylko jedno, być może przed chwilą zaczęło się to drugie.
Zielony Trener
„Nie tylko dla akademików”





![[FOTO] Nie tylko koncert. Biały na Dniach Czechowic-Dziedzic pokazał swoją wyjątkową ciężarówkę](https://img.czecho.pl/2026/08/nie_tylko_koncert_bialy_na_dniach_czechowic_dziedzic_pokaze_swoja_wyjatkowa_ciezarow_ed8d.jpeg)




