Pięć setów, jeden punkt i poczucie, iż można było wyciągnąć z tego wieczoru więcej. Podziemia Kredowe Chełm przegrały z Cuprum Stilonem Gorzów 2:3. Gospodarze pokazali zarówno dobrą siatkówkę, jak i słabości, które goście potrafili wykorzystać. Mnie zabrakło czegoś jeszcze głośnego wsparcia z trybun, kiedy drużynie przestało wychodzić.
Przed pierwszą piłką było widać koncentrację, ale też nerwy. Uwagę zwracał ruch trenera chełmian: Daniel Ostaszewski, drugi libero, pojawił się w koszulce przyjmującego. Odczytałem to jako zabezpieczenie na wypadek, gdyby debiutancka trema dała się we znaki Olkowi Nowikowi i Jakubowi Olszewskiemu. Młodzi pokazali w sparingach, iż mają umiejętności. Ligowa inauguracja to jednak zupełnie inne emocje.
Początek należał do gospodarzy. Maciej Muzaj od pierwszych akcji dawał drużynie bardzo dużo. Po jego asie serwisowym chełmianie prowadzili 14:10, a trener Stilonu poprosił o czas. Jay Blankenau często wybierał właśnie Maćka i miał ku temu dobre powody. Na lewym skrzydle pomagał Amirhossein Esfandiar, a cały zespół sprawiał wrażenie pewnego tego, co robi.
Pierwszy set rozbudził apetyty. Różnicę na korzyść Duszków było widać praktycznie w każdym elemencie. Po drugiej stronie siatki rosła nerwowość. Pod koniec partii było słychać głośną reakcję rozgrywającego gości , nazwijmy ją łagodnie „kurka wodna”. Dobrze oddawała emocje gorzowian. Wtedy można było pomyśleć, iż Chełm ma ten mecz pod kontrolą.
Od drugiego seta obraz spotkania zaczął się jednak zmieniać.
Trener Stilonu wprowadził zmiany , zespół poprawił obronę, dołożył agresywniejszą zagrywkę i skuteczniejszy blok. Gorzowianie coraz lepiej radzili sobie z atakami gospodarzy, a chełmianie tracili tempo. Blankenau rzadziej kierował piłki do Muzaja. Sama zmiana rozkładu rozegrania nie przesądza oczywiście o wyniku, ale wcześniejsza płynność gry gdzieś zniknęła.
W trzeciej partii goście gwałtownie wyszli na prowadzenie 9:5. Coraz wyraźniej było widać problemy Duszków z dokładnym przyjęciem. Dochodziła nerwowość, trudniej było skończyć pierwszą akcję. Pojawiały się również błędy komunikacyjne na boisku, które dodatkowo utrudniały odzyskanie rytmu. Końcówka znów należała do Stilonu i zrobiło się 1:2.
Patrząc na to z boku, trudno było oczekiwać, iż trener jednym ruchem odmieni spotkanie. Pole manewru miał ograniczone. Niestety, w tym meczu nie mógł wystąpić rozgrywający Yuki Imahashi. Odpadała więc możliwość skorzystania z niego, żeby spróbować zmienić rytm gry i dać drużynie impuls z tej pozycji.
Kuba Olszewski wszedł za Łukasza Swodczyka na zagrywkę, ale przy dwóch słabszych setach brakowało wyraźnego bodźca z ławki. Ciężar poprawy gry pozostawał przede wszystkim na zawodnikach będących na boisku. Potrzebne były dokładniejsze przyjęcie, większa skuteczność pierwszej akcji i lepsza komunikacja.
Czwarta partia pokazała, iż Duszki potrafią odpowiedzieć. Gra była znacznie bardziej wyrównana, ale tym razem to gospodarze przechylili szalę na swoją stronę. Doprowadzili do tie-breaka i znów można było uwierzyć w zwycięstwo. Mój wcześniejszy typ, 3:2 dla Chełma był więc realny.
Niestety, decydujący set należał do Gorzowa. Energia, którą chełmianie odzyskali w czwartej partii, nie wystarczyła na szczęśliwy finał.Wynik 15-7 mówi wszystko . To set do zapomnienia Stilon wyjechał ze zwycięstwem, gospodarze zostali z punktem i niedosytem.
Przy tej energii chciałbym się zatrzymać. Jestem zawiedziony słabym dopingiem.
Przy prowadzeniu atmosfera była zupełnie inna. Kiedy zaczęły się problemy, trybuny wyraźnie przygasły razem z drużyną. Jeden z zawodników powiedział nawet, iż było „jak na stypie”. Mocne określenie, ale dobrze oddaje rozczarowanie tym, czego chwilami w hali brakowało.
Kibice nie przyjmą zagrywki i nie skończą ataku. Za wynik odpowiada zespół. Jednak właśnie wtedy, gdy zawodnikom przestaje wychodzić, głośne wsparcie ma szczególną wartość. Po kilku nieudanych akcjach z rzędu z trybun powinien popłynąć sygnał: jesteśmy z wami, gramy dalej.
Może kibice też muszą się rozgrzać? Może po przerwie potrzebują chwili, żeby wejść w ligowy rytm? Chciałbym w to wierzyć, bo ta drużyna będzie potrzebowała wsparcia również w trudniejszych spotkaniach. Prowadzenie na tablicy wyników nie powinno być warunkiem dobrego dopingu.
Po inauguracji jest nad czym pracować. Pierwszy set pokazał możliwości chełmian, czwarty zdolność do podniesienia się po słabszym fragmencie. Teraz trzeba poprawić przyjęcie, skuteczność pierwszej akcji, komunikację i ograniczyć wahania poziomu gry. A przede wszystkim organizację w klubie .Takie wpadki jak z japońskim rozgrywającym na tym poziomie nie mają prawa się zdarzyć!
Duszki o pierwsze zwycięstwo powalczą w kolejnych meczach. Oby następnym razem energii wystarczyło do ostatniej piłki. Na boisku i na trybunach.

















