Pierwsza część spotkania była bardzo wyrównana i oba zespoły poszukiwały swoich okazji do wyjścia na prowadzenie. Skończyło się jedynie na straconych sytuacjach i skutecznej interwencji w defensywie, co poskutkowało bezbramkowym remisem do przerwy. Po zmianie stron goście ruszyli do ataku i pod bramką Chełmianki przez dłuższą chwilę było groźnie, jednak gwałtownie gospodarze zaczęli "odwdzięczać" się próbami zdobycia gola. Na pierwsze celne trafienie kibice musieli czekać do 70. minuty, ale nie było to trafienie dla biało-zielonych. To właśnie w ich polu karnym zrobiło się zamieszanie i piłka rykoszetem wpadła za plecy Adama Wilka po uderzeniu Mateusza Jarzynki. euforia przyjezdnych nie trwała jednak długo, bo zaledwie cztery minuty później dali się porwać emocjom w swoim polu karnym, przez co sędzia podyktował rzut karny, a tego nie zmarnował Paweł Tomczyk, doprowadzając do wyrównania. Gra nabrała dynamiki i wyraźnie dało się wyczuć, iż to nie koniec bramek. W 80. minucie goście ponownie doprowadzili do faulu przed własną bramką, a do kolejnej "jedenastki" znów podszedł Tomczyk, raz jeszcze wygrywając pojedynek z Michałem Niedbałą.- Jak zawsze dużo emocji, a pierwsza połowa "szachowa", obie drużyny dobrze bronily, my mieliśmy praktycznie 100-procentową sytuację Pawła Tomczyka. Przeciwnicy byli groźni i widać było, iż jest to zamknięte spotkanie - mówił po meczu trener Chełmianki Ireneusz Pietrzykowski. - W drugiej połowie więcej przestrzeni i więcej możliwości, a to od razu przerodziło się w sytuacje bramkowe. Super "wyciągnęliśmy" wynik, i to z tak mocnym rywalem, bo przed sezonem wiele wskazywało na to, iż będzie to drużyna licząca się w walce o awans.