
Zniszczone, pomazane przystanki i brak reakcji służb przez dwa tygodnie. Tak wyglądała rzeczywistość w jednej z części Nowego Sącza – aż do 1 maja. W Święto Pracy ktoś w końcu postanowił nie czekać dłużej.
Graffiti, zaniedbanie i… brak reakcji
Na zdjęciach widać, w jakim stanie znajdowały się przystanki – szyby pokryte sprayem, napisy szpecące przestrzeń publiczną i brak jakiejkolwiek interwencji przez dłuższy czas. Mimo zgłoszeń mieszkańców, przez około dwa tygodnie problem pozostawał bez rozwiązania.
To właśnie ten brak reakcji miał przelać czarę goryczy.
Radny ruszył do działania. „Czyn społeczny” zamiast urzędników
W końcu do działania przystąpił radny Błażej Targosz. W Święto Pracy, zamiast czekać na służby, sam – przy wsparciu Anety Werner-Wojtunik – zajął się przywracaniem przystanków do porządku.
Efekt? Odnowione wiaty, usunięte graffiti i przestrzeń, która znów wygląda tak, jak powinna.
To przykład działania, które pokazuje jedno: jeżeli system zawodzi, mieszkańcy i lokalni samorządowcy zaczynają działać na własną rękę.
Symboliczna data, konkretna robota
Nie bez znaczenia jest też data – 1 maja. W dzień kojarzony z pracą i wysiłkiem, ktoś faktycznie wykonał realną robotę na rzecz lokalnej społeczności.
Ta sytuacja rodzi jednak pytania: dlaczego trzeba było czekać dwa tygodnie? I dlaczego to nie służby miejskie, a radny z mieszkańcami zajęli się problemem?
Jedno jest pewne – przystanki odzyskały swój wygląd. Ale niesmak po braku reakcji pozostaje.



1 godzina temu













