Cyfrowa kolej pędzi do przodu, ale na peronach regionu opolskiego zostawia część pasażerów w miejscu. Czasowe zamknięcie kas biletowych wywołało polityczną interwencję, społeczne protesty i pytanie zasadnicze: czy nowoczesność musi oznaczać rezygnację z elementarnej dostępności?
Na czterech ważnych stacjach – w Opolu Głównym, Brzegu, Kędzierzynie-Koźlu i Kluczborku – zniknęła możliwość zakupu biletu w tradycyjnym okienku obsługiwanym przez POLREGIO. Przewoźnik przekonuje, iż to rozwiązanie przejściowe, wymuszone procedurami i rachunkiem ekonomicznym. Pasażerowie słyszą jednak przede wszystkim trzask zamykanych drzwi i instrukcję: automat, aplikacja albo Internet.
To właśnie ten moment stał się zapalnikiem ostrej reakcji posła Pawła Masełki. Parlamentarzysta wskazuje, iż w praktyce nowy porządek najmocniej uderza w osoby starsze, ludzi z niepełnosprawnościami oraz tych, którzy pozostają poza światem telefonów i bankowości elektronicznej. W jego ocenie przerzucanie całej odpowiedzialności na pasażera tuż przed odjazdem pociągu nie jest usprawnieniem, ale przerzuceniem problemu na najsłabszych.

Sprawa ma też wymiar bardzo konkretny. Dotąd kasy na tych dworcach obsługiwały tysiące podróżnych dziennie. W Brzegu – jak podnoszą lokalni społecznicy – liczba sprzedawanych biletów sięgała choćby dwóch tysięcy na dobę. To argument, który trudno zbyć hasłem o „zmianie nawyków klientów”. Skoro kolej chce być kręgosłupem regionalnego transportu, nie może ignorować realnego popytu na stacjonarną obsługę.
Z drugiej strony jest rachunek, którego nie da się unieważnić emocją. POLREGIO tłumaczy, iż postępowanie przetargowe na agencyjną obsługę kas zakończyło się fiaskiem, bo oferty znacząco przekroczyły założony budżet. Spółka planowała wydać około 1,4 mln zł, tymczasem oczekiwania wykonawców były średnio o blisko 40 procent wyższe. Przewoźnik uznał, iż taki wzrost kosztów nie znajduje uzasadnienia w aktualnych wskaźnikach inflacji i wzroście płac, dlatego zrezygnował z ponownego przetargu.
Zamiast tego zapowiedziano inny wariant: uruchomienie własnych kas, bez pośredników. To jednak oznacza czasochłonne procedury – rekrutację, szkolenia, organizację zaplecza. Szacowany okres przejściowy to około dwóch-trzech miesięcy. Do tego momentu pasażerowie mają korzystać z biletomatów, sprzedaży internetowej albo – co istotne – kupować bilety u obsługi pociągu bez dodatkowych opłat, o ile zgłoszą się do konduktora po wejściu do składu.
Tu jednak pojawia się kolejny zgrzyt systemu. Automaty nie oferują pełnego zakresu usług, w tym rezerwacji miejsc na połączenia dalekobieżne. Próba rozwiązania tej kwestii już w pociągu bywa ryzykowna, bo w określonych sytuacjach może skończyć się sankcją jak za brak biletu. Dla doświadczonego podróżnego to niedogodność; dla seniora lub osoby z niepełnosprawnością – realny stres i poczucie wykluczenia.
Właśnie dlatego poseł Masełko zapowiedział formalne działania: pisma do prezesa POLREGIO i ministra aktywów państwowych oraz osobistą interwencję w Sejmie. Domaga się nie tylko deklaracji, ale jasnego harmonogramu przywrócenia sprzedaży biletów na dworcach. Jego stanowisko wpisuje się w szerszy sprzeciw społeczny – w Brzegu trwa zbiórka podpisów, a głos w sprawie zabierają organizacje kolejowe i pasażerskie.
W tle pozostaje ważna informacja: na Opolu Głównym przez cały czas działają kasy PKP Intercity, które nie planuje ich zamykania. To jednak rozwiązanie częściowe i nie dla wszystkich podróży wystarczające. Regionalna kolej rządzi się innymi potrzebami i inną strukturą pasażerów.
Cała historia odsłania napięcie, z którym mierzy się dziś transport publiczny: jak godzić cyfryzację i oszczędności z elementarną dostępnością usług. Modernizacja jest nieunikniona, ale jej tempo i forma nie mogą ignorować realnych kompetencji użytkowników. Dworzec bez kasy to nie tylko zmiana organizacyjna. To sygnał, iż ktoś uznał obsługę „analogową” za zbędny relikt.
Jeśli jednak kolej ma być naprawdę publiczna, musi pamiętać, iż peron to nie aplikacja. A bilet – choćby w epoce telefonów – wciąż bywa papierowym mostem do mobilności dla tych, którzy najbardziej jej potrzebują.
Fot. Paweł Masełko











