Dyrektor bialskiego szpitala walczy o pacjentów w Sejmie

13 godzin temu

Podczas gdy w mediach głównego nurtu słyszymy uspokajające komunikaty, w polskich szpitalach rozgrywa się prawdziwy dramat, za który zapłacą zwykli pacjenci.

Artur Kozioł, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Białej Podlaskiej, udał się do Sejmu, by tam walczyć o poprawę pacjentów z naszego regionu. Szef bialskiej placówki nie gryzł się w język, brutalnie obnażając to, co w tej chwili system robi z polską ochroną zdrowia. Jego słowa to akt oskarżenia wobec krótkowzrocznej polityki Narodowego Funduszu Zdrowia.

„Prezes NFZ zgasił światło”

Szpital w Białej Podlaskiej to potężny ośrodek na mapie województwa lubelskiego, obsługujący około 380 tysięcy pacjentów i generujący przychody rzędu pół miliarda złotych. Placówka do niedawna była w dobrej sytuacji finansowej, jednak uderzyły w nią odgórne decyzje urzędników. Jak ostrzega dyrektor Kozioł, pod koniec marca wprowadzono drastyczne zmiany w kosztochłonnych badaniach diagnostycznych.

Dyrektor nie przebierał w słowach: „To nie jest żadna reforma rozliczeniowa, to jest po prostu nałożenie kagańca na służbę zdrowia”

Obecne władze prowadzą z obywatelami podwójną grę. Jak zauważa Kozioł, pacjenci karmieni są w mediach iluzją, iż świadczenia wciąż są nielimitowane, jednak dyrektorzy szpitali w gabinetach słyszą coś zupełnie innego. Za tzw. nadwykonania szpitale mają otrzymywać ułamki kwot: zaledwie 40% stawki za tomograf komputerowy i rezonans magnetyczny oraz 60% za endoskopię.

„To jest po prostu kreatywna księgowość. Moim zdaniem założenie jest takie: przestańmy się diagnozować” – podsumowuje bezlitośnie dyrektor.

Instytucje państwowe chcą najwyraźniej zaoszczędzić na zdrowiu Polaków, licząc, iż szpitale po prostu przestaną leczyć, aby NFZ nie musiał płacić za nadwykonania.

Miliony wyrzucone w błoto i zmiana zasad w trakcie gry

Decyzje NFZ niweczą wieloletnie plany transformacji i inwestycje, na które szpitale pozyskiwały ogromne środki, chociażby z programów operacyjnych. Placówka w Białej Podlaskiej zainwestowała 52 miliony złotych w budowę chirurgii jednego dnia, co miało odblokować bloki operacyjne i usprawnić system. Dziś ten wysiłek jest torpedowany.

„Dzisiaj gramy mecz z Narodowym Funduszem Zdrowia, ale nie wiemy w co gramy. My dopiero po meczu dowiadujemy się w co gramy” – mówi obrazowo Artur Kozioł.

Szczególnie uderzający jest absurd związany z wykorzystaniem środków z KPO. Szpital otrzymał potężne zastrzyki finansowe: 52 miliony na sprzęt onkologiczny (w tym rezonans i tomograf), 20 milionów na kardiologię i 14 milionów na e-zdrowie. Z powodu drastycznych limitów, nowoczesny sprzęt będzie po prostu stał i niszczał. Dyrektor stawia dramatyczne pytanie o to, czy w celu ratowania finansów szpitala ma wyłączyć tomograf z systemu NFZ i świadczyć usługi w pełni komercyjnie dla tych, których będzie na to stać.

Chorzy na bruk? „Dopłacimy do powikłań”

To, co NFZ robi z ratującymi życie procedurami medycznymi, woła o pomstę do nieba. Na oddziale neurochirurgii, gdzie wykonuje się skomplikowane operacje mózgu i kręgosłupa, a pacjenci zjeżdżają się z całej Polski, kontrakt wynosi zaledwie 5 milionów złotych, podczas gdy rzeczywiste potrzeby to 30 milionów. Za nadwykonania szpital ma otrzymać zaledwie 30% zwrotu.

Zagrożone są także operacje ortopedyczne, takie jak endoprotezy kolan i bioder. Dyrektor stawia sprawę jasno, pytając retorycznie, czy ci pacjenci mają teraz „siedzieć w domach, mają siedzieć na ZUSie”, zamiast przejść operację i wrócić do pracy. Działania decydentów odwracają sensowną dotąd politykę zdrowotną, pchając pacjentów z powrotem w stronę kosztochłonnych, długich hospitalizacji na zapchanych oddziałach.

Krótkowzroczność urzędników uderzy ostatecznie w nas wszystkich. Jak trafnie i gorzko diagnozuje dyrektor z Białej Podlaskiej: „Wszyscy dopłacimy później do powikłań”. Czy tego właśnie chce obecna władza dla polskich pacjentów?

źr. podlaski.info za wPolsce24

Idź do oryginalnego materiału