Dzieci idą do Słupcy, rachunek zostaje w mieście

1 godzina temu

Miasto Słupca ponosi duże koszty związane z edukacją dzieci, które mieszkają poza jego granicami, ale chodzą do miejskich szkół i przedszkoli. Na ten problem zwraca uwagę radny Krzysztof Machowiak, przewodniczący Komisji Oświaty i Spraw Społecznych.

Jak podkreśla, sprawa nie jest jednoznaczna. Z jednej strony to dobrze, iż rodzice z okolicznych gmin wybierają właśnie słupeckie placówki. To znak, iż szkoły i przedszkola w mieście są dobrze oceniane, atrakcyjne i cieszą się zaufaniem. Z drugiej strony pojawia się jednak ważne pytanie: kto powinien płacić za edukację dzieci, które mieszkają poza Słupcą?

Dobrze, iż uczniowie z gmin ościennych wybierają nasze szkoły i przedszkola. To pokazuje, iż są one dobrze oceniane. Problem polega jednak na tym, iż znacząca część kosztów pozostaje po stronie budżetu Miasta Słupcy – wskazuje Krzysztof Machowiak.

Chodzi o uczniów i przedszkolaków, którzy korzystają z placówek prowadzonych przez miasto, choć nie są mieszkańcami Słupcy. Zdaniem radnego za każdym dzieckiem powinny iść odpowiednie pieniądze. Dziś jednak, jak mówi, system nie działa w wystarczającym stopniu.

Machowiak zaznacza, iż wielokrotnie pytał o tę sprawę skarbnik Miasta Słupcy oraz Elżbietę Kordylewską, odpowiedzialną w Urzędzie Miasta za oświatę. Podczas posiedzeń komisji zwracano uwagę, iż obecne przepisy nie nakładają na gminy obowiązku dopłacania do nauki dzieci, które uczęszczają do szkół prowadzonych przez inny samorząd.

W praktyce oznacza to, iż część wydatków zostaje po stronie Słupcy. Miasto musi dokładać do oświaty z własnego budżetu. Są to pieniądze, które mogłyby zostać przeznaczone na inne potrzeby mieszkańców — inwestycje, remonty, kulturę, programy społeczne, zdrowotne czy dalszy rozwój miasta.

Szczególnie trudny pod tym względem okazał się 2025 rok. Według przedstawionych danych Miasto Słupca nie otrzymało pełnej kwoty potrzebnej na finansowanie oświaty. Chodzi o tzw. potrzeby oświatowe, które zastąpiły dawną subwencję oświatową. W efekcie miasto musiało dołożyć z własnych środków 21,8 mln zł. Łączne wydatki na oświatę wyniosły natomiast 42,5 mln zł.

Jak wyjaśnia radny, w 2025 roku kwota przypadająca na jednego ucznia przeliczeniowego, czyli tzw. finansowy standard A, wynosiła 9 477,191 zł. Zdaniem Machowiaka takie środki powinny trafiać za uczniem do tego samorządu, który faktycznie prowadzi szkołę. Nie powinno mieć znaczenia, czy dziecko mieszka w Słupcy, czy poza miastem.

Z wyliczeń przedstawionych przez radnego wynika, iż w związku ze zmianami w finansowaniu oświaty miasto przeznaczyło około 1,7 mln zł na dzieci z innych gmin.

Skala tego zjawiska jest widoczna w danych ze szkół. W roku szkolnym 2024/2025 do miejskich szkół uczęszczało 206 dzieci spoza Słupcy. W roku szkolnym 2025/2026, według obecnych danych, jest ich 150.

Podobnie wygląda sytuacja w przedszkolach. W roku szkolnym 2024/2025 było w nich 58 dzieci spoza miasta, a w roku szkolnym 2025/2026 jest ich 55.

Zmieniły się również zasady finansowania dzieci w przedszkolach. Nie ma już dotacji przedszkolnej na dzieci w wieku od 2,5 do 5 lat. Zastąpiły ją potrzeby oświatowe wyliczane na każde dziecko w przedszkolu, podobnie jak wcześniej w przypadku sześciolatków. Jak wskazuje Machowiak, również w tym obszarze miasto nie otrzymało środków w oczekiwanej wysokości.

Radny uważa, iż temat wymaga szerszej rozmowy – nie tylko w Słupcy, ale także na wyższym szczeblu, być może rządowym. Jego zdaniem warto zastanowić się, czy obecny system jest sprawiedliwy dla tych samorządów, które prowadzą szkoły wybierane także przez mieszkańców sąsiednich gmin.

– Trzeba zastanowić się, czy obecny system jest słuszny i sprawiedliwy. Z jednej strony cieszy nas, iż słupeckie placówki są chętnie wybierane przez rodziców z okolicznych gmin. Z drugiej strony rodzi to konkretne skutki finansowe dla budżetu miasta – podsumowuje radny.

Idź do oryginalnego materiału